3. Niedziela Wielkiego Postu, rok C, 2025.03.23
I CZYTANIE Wj 3,1-8a.13-15 Powołanie Mojżesza
Gdy Mojżesz pasł owce swego teścia imieniem Jetro, kapłana Madianitów, zaprowadził owce w głąb pustyni i doszedł do Góry Bożej Horeb. Wtedy ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognia, ze środka krzewu. Mojżesz widział, jak krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego.
Wtedy Mojżesz powiedział do siebie: «Podejdę, żeby się przyjrzeć temu niezwykłemu zjawisku. Dlaczego krzew się nie spala?» Gdy zaś Pan ujrzał, że podchodzi, by się przyjrzeć, zawołał Bóg do niego ze środka krze-wu: «Mojżeszu, Mojżeszu!»
On zaś odpowiedział: «Oto jestem».
Rzekł mu Bóg: «Nie zbliżaj się tu! Zdejmij sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą». Powiedział jeszcze Pan: «Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba».
Mojżesz zasłonił twarz, bał się bowiem zwrócić oczy na Boga.
Pan mówił: «Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego na ciemięzców, znam więc jego uciemiężenie. Zstąpiłem, aby go wyrwać z rąk Egiptu i wyprowadzić z tej ziemi do ziemi żyznej i przestronnej, do ziemi, która opływa w mleko i miód».
Mojżesz zaś rzekł Bogu: «Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mnie do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, cóż im mam powiedzieć?» Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: «Jestem, który jestem». I dodał: «Tak powiesz synom Izraela: Jestem po-słał mnie do was».
Mówił dalej Bóg do Mojżesza: «Tak powiesz Izraelitom: Pan, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia».
Oto słowo Boże.
PSALM RESPONSORYJNY
Ps 103 (102), 1b-2. 3-4. 6-7. 8 i 11 (R.: por. 8a)
Refren: Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia.
Błogosław, duszo moja, Pana, *
i wszystko, co jest we mnie, święte imię Jego.
Błogosław, duszo moja, Pana *
i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach. Refren.
On odpuszcza wszystkie twoje winy *
i leczy wszystkie choroby.
On twoje życie ratuje od zguby, *
obdarza cię łaską i zmiłowaniem. Refren.
Dzieła Pana są sprawiedliwe, *
wszystkich uciśnionych ma w swojej opiece.
Drogi swoje objawił Mojżeszowi, *
swoje dzieła synom Izraela. Refren.
Miłosierny jest Pan i łaskawy, *
nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy.
Bo jak wysoko niebo wznosi się nad ziemią, *
tak wielka jest łaska Pana dla Jego czcicieli. Refren.
DRUGIE CZYTANIE
1 Kor 10, 1-6. 10-12 Życie Izraela na pustyni jest zapowiedzią rzeczy przyszłych
Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian
Nie chciałbym, bracia, byście nie wiedzieli, że nasi ojcowie wszyscy co prawda zostawali pod obłokiem, wszyscy przeszli przez morze i wszyscy byli ochrzczeni w imię Mojżesza, w obłoku i w morzu; wszyscy też spożywali ten sam pokarm duchowy i pili ten sam duchowy napój. Pili zaś z towarzyszącej im duchowej skały, a skałą był Chrystus. Lecz w większości z nich nie upodobał sobie Bóg; polegli bowiem na pustyni.
Stało się zaś to wszystko, by mogło posłużyć za przykład dla nas, abyśmy nie byli skłonni do złego, tak jak oni zła pragnęli. Nie szemrajcie, jak niektórzy z nich szemrali – i zostali wytraceni przez dokonującego zagłady.
A wszystko to przydarzało się im jako zapowiedź rzeczy przyszłych, spisane zaś zostało ku pouczeniu nas, których dosięga kres czasów. Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł.
Oto słowo Boże.
ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ Por. Mt 4, 17
Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.
Pan mówi: Nawracajcie się,
bliskie jest królestwo niebieskie.
Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.
EWANGELIA Łk 13,1-9 Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie
1W tym czasie przyszli jacyś ludzie i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar.
2Jezus im odpowiedział: «Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, iż to ucierpieli? 3Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. 4Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jeruzalem? 5Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie».
6I opowiedział im następującą przypowieść: «Pewien człowiek miał zasadzony w swojej winnicy figowiec; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. 7Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym figowcu, a nie znajduję. Wytnij go, po co jeszcze ziemię wyjaławia?” 8Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw, aż okopię go i obłożę nawozem; 9i może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz go wyciąć”».
MEDYTACJA ODCZUWAĆ POTRZEBĘ NAWRÓCENIA
O co proszę? O silną wolę nawrócenia i przemiany życia.
Stanę przed Jezusem z prostotą serca, w uniżeniu i w pokorze. Poproszę o łaskę dogłębnego odczucia mojej grzeszności.
Zwrócę uwagę, z jakim przejęciem Jezus wzywa ludzi, by uznali swój grzech i nie zwlekali z nawróceniem. Kilkakrotnie powtarza: „Jeśli się nie nawrócicie... zginiecie" (ww. 1-5).
Jezus demaskuje u ludzi brak poczucia grzeszności. Prowadzi ona do śmierci. Nawrócenie jest niemożliwe bez uświadomienia sobie i prze-życia własnej grzeszności. Życie bez nawrócenia jest tylko pozorem: jak drzewo zasadzone w winnicy, które nie owocuje (ww. 6-9).
Będę prosił o wnikliwe poznanie złości grzechu i o dogłębną świadomość jego siły. Jakie uczucia budzą się we mnie, gdy próbuję rozmyślać o szpetocie mojego grzechu? Powiem o nich Jezusowi.
Grzech przetrzymywany w sercu osłabia życie: wyjaławia pragnienia, niszczy wypracowane wcześniej owoce dobra i zabija życie. Czy trwam w grzechu? Czy nie odkładam i nie zaniedbuję spowiedzi? Czy nie żywię w sercu ukrytego podziwu dla jakiegoś grzechu?
Jeśli nie odczuwam większej potrzeby spowiadania się, jest to być może symptomem tego, że zapleśniałem w grzechu. Poproszę, aby Jezus odnowił we mnie zrozumienie grzechu i ożywił potrzebę dobrej spowiedzi.
Zaplanuję sobie i wyznaczę czas na wielkopostne spotkanie z Jezusem w Sakramencie Pokuty. Już teraz będę Go prosił, aby posłał mi Ducha Prawdy, który przekona mnie o moim grzechu i natchnie pragnieniem głębokiego spotkania z Jezusem w spowiedzi świętej. Będę mówił do Niego: „Jezu, pomóż mi się nawrócić całym sercem".
KOMENTARZ
1. Przesłanie w swoim kontekście
Początek i koniec rozdziału 13. mają wspólny temat - śmierć. Powinna ona dotknąć wszystkich ludzi, którzy są grzesznikami (ww. 1-5), ale spada na Jezusa (ww. 31-35). Również wersety 10-17 i 22-30 nawiązują do siebie. Mówią o zbawieniu, które, wprawdzie jest darem, ale człowiek musi je zdobywać z trudem. W centrum natomiast znajdują się przypowieści o ziarnku gorczycy i zaczynie (ww. 18-21). Rozdział ma zatem budowę „cebulkową", a jego sercem są przypowieści o Królestwie Bożym. Pomagają nam one w odczytaniu naszych dziejów w świetle historii Jezusa. Jest to zatem rozwinięcie poprzedniego fragmentu, który wzywa nas do rozpoznawania znaków czasu w celu nawrócenia. Fragment ten przedstawia nam dwa wydarzenia z życia wzięte: zabójstwo oraz wypadek, który pochłonął wiele ofiar. W pierwszym wypadku w grę wchodzi wolność i zło człowieka; w drugim - nieuchronność i gwałtowność przyrody. Łączy je wspólny horyzont śmierci, którą człowiek zawsze przeżywa jako niesprawiedliwą przemoc. Te dwa przykładowe wydarzenia przywołują najbardziej wstrząsające wiarą pytanie: dlaczego Bóg dopuszcza krzywdę i przemoc, katastrofy i trzęsienia ziemi? Wydaje się, jakby historią z całą jej niesprawiedliwością i przyrodą z jej bezsensownością rządziło raczej zło (por. Łk 4, 6) albo zwykły przypadek. W pierwszym wydarzeniu oczekuje się od Jezusa, że rozsądzi między dobrymi a złymi. W drugim wyraźnie wyłania się fundamentalny zarzut: jak można ufać Ojcu, skoro cierpią niewinni? Jezus przywołuje te wydarzenia jako przykłady trudnego rozpoznawania, aby dać wierzącemu klucz do odczytywania wydarzeń historycznych i zachodzących w przyrodzie (por. Ps 136). Zło obecne zarówno w człowieku, jak i w rzeczach, w tajemniczy sposób wiąże się z grzechem. Nie wymyka się jednak z ręki Boga, w którego władzy są otchłanie ziemi (Ps 95, 4) i który wody morskie gromadzi niczym w bukłaku (Ps 33, 7). To prawda, że wszyscy zgrzeszyliśmy (Rz 3, 23), ale nasze zło jest teraz miejscem zbawienia: „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska" (Rz 5, 20). Wszystkie te wydarzenia należy zatem odczytywać na głębszym poziomie, w kategoriach zatracenia i zbawienia. Odsłaniają nam zatracenie, od którego możemy się wybawić przez nawrócenie się do Pana. Odrzuca się tutaj manichejską i upraszczającą interpretację, oddzielającą dobrych od złych. Sugeruje się natomiast, by dostrzec zło w nas samych i odwrócić się od niego. Trzeba dotrzeć do korzeni i rozpoznać, jaki zaczyn kieruje naszym życiem. Czy jest to kwas przeciwnika, który opanowuje nas niepokojem o zaspokojenie potrzeb i prowadzi do posiadania coraz więcej, czy też jest to zaczyn Królestwa Bożego, który wyzwala nas w dziecięcej ufności i prowadzi do daru? Zło, stały element życia, nie jest jednym z wielu problemów, ale problemem zasadniczym, racjonalnie niewytłumaczalnym. Próba bronienia się przed nim jest motorem ludzkich dziejów. Stanowi ono wyzwanie dla wiary, może ją osłabić albo wzmocnić, zanegować albo zmienić jej jakość. Rozpoznawać „znaki czasu" znaczy w obecnym w świecie złu dostrzegać Pana, który przychodzi, aby nas wybawić, wzywając do nawrócenia. Nie wyklucza to innych interpretacji pośrednich, które wbrew pozorom nie są tak ważne. Liczy się rozpoznawanie dokonywane w świetle celu. Problemu zła nie da się rozwiązać za pomocą bardziej poprawnej jego analizy, ale przez zmianę zaczynu, zmianę kierunku życia, nawrócenie się do Pana. Konkludując, w obliczu negatywnych zdarzeń zachodzących w historii i w naturze, niewłaściwe rozeznawanie oddziela dobrych od złych w imię sprawiedliwości albo uważa zło za coś nieuniknionego i nieodwracalnego. Dobre rozeznawanie otwiera oczy i powoduje zmianę życia. Należy ponadto zauważyć, że dziś bardziej niż kiedykolwiek niesłusznie uważa się, że cierpienie jako takie jest złem. Mówiąc o złu, mamy na myśli ubogich, którzy umierają z głodu; dzieci, które padają ofiarą przemocy; niewinnych, którzy są zabijani. W rzeczywistości zło jest czymś innym. Jest tym, co popycha do głodzenia, zadawania gwałtu i zabijania.
2. Interpretacja tekstu
w. 1: «opowiedzieli Mu o Galilejczykach, których Piłat zabił...» Chodzi o zelotów, przeciwnych Rzymowi nacjonalistów, których Piłat ośmielił się zamordować w świątyni, dodając do ucisku jeszcze świętokradztwo. Co mówi Jezus wobec ich aspiracji wolnościowych, podzielanych przez cały lud i brutalnie tłumionych przez obcych? Czyż nie jest Mesjaszem, Tym, który usuwa niesprawiedliwość i przywraca wolność swojemu ludowi? Jezus musiał dokonywać skrupulatnego rozeznawania co do swojego mesjanizmu. Trwało ono przez całe życie, od kuszenia na pustyni do kuszenia na krzyżu (por. też zagadnienie podatku: Łk 20, 20n). Nie zbywa On problemu. Zostaje wręcz zabity jednocześnie przez Piłata i przez jego przeciwników. Wrogie sobie władze sprzymierzyły się przeciwko Niemu z tego powodu, że odrzucił kwas, który był ich pożywką. Możni przeleją krew Jego, również Galilejczyka, jako ofiary niesprawiedliwości. Według Łukasza Jezus umiera właśnie jako Mesjasz, jako Sprawiedliwy skazany na śmierć (Łk 23, 41. 47). Nie zadowolił się On jedynie zatkaniem dziur starego systemu. On położył fundamenty Królestwa Bożego w nowej relacji z Ojcem i z braćmi. To wydarzenie zaczerpnięte z życia jest symbolem całego zła dziejowego, które stanowi wyzwanie dla wierzącego. Żyje on razem ze wszystkimi innymi ludźmi w tym złym świecie. Nie ogląda go z zewnątrz, ale też nie jest przez to zło zwyczajnie powalony. Jest w środku niego, ono go dotyka, ale na człowieku wierzącym ciąży paląca odpowiedzialność wobec swojego Pana. Dlatego jest wezwany do rozeznawania, jaki zaczyn kieruje jego działaniem. Czy jest to lęk przed śmiercią, prowadzący do egoizmu, czy też znajomość Ojca, która prowadzi do miłowania braci? Prawdziwym problemem dziejów nie jest chwilowe obalenie władzy zła, ale stworzenie alternatywy dla niej. Nie wystarczy zmienić bohaterów, trzeba zmienić samą grę. W przeciwnym razie zmienia się aktorów, ale odgrywa się zawsze i wyłącznie ten sam tragiczny scenariusz. Chrześcijanin nie pragnie panowania. Dlatego nie konkuruje z innymi, z państwem czy ze „światem". Dlatego nie ma nic wielkiego do powiedzenia na temat sprawowania władzy. Natomiast w pełni odpowiedzialności prezentuje nowy sposób życia, to znaczy służbę prowadzącą do braterstwa, jakiego wszyscy pragną. Swoim świadectwem i swoim głoszeniem ofiaruje zbawienie, które realizuje się w wolności od światowych kryteriów dominacji. W tej perspektywie zrozumiałe staje się „polityczne" znaczenie „pacyfistycznej" mowy Jezusa u podnóża góry. W walce przeciwko złu trzeba zdecydowanie bardziej poważnie wejść na drogę uświadamiania i środków pokojowych. Dlatego ważne jest rozeznawanie kwasu faryzeuszów (Łk 12, 1) i zaczynu Królestwa (w. 21). Kryterium dwóch zaczynów odpowiada te-mu, co św. Ignacy nazywa dwoma sztandarami (zob. Ćwiczenia duchowne, s. 136-147). Z jednej strony widzi on sztandar posiadania, władzy i pychy, z drugiej sztandar ubóstwa, uniżenia i pokory. Pierwszy jest sztandarem pana śmierci, który zamyka człowieka w egoizmie. Drugi jest sztandarem Pana życia, który otwiera na miłość. Dwa zaczyny toczą walkę o serce człowieka. Ten bój dokonuje się w każdym z nas. Przeszkadza nam to w dokonywaniu pobieżnych ocen i dzieleniu ludzi na dobrych i złych, natomiast pozwala nam rozróżniać dobro od zła w nas samych.
w. 2: «uważacie, że ci Galilejczycy, byli większymi grzesznikami». Informatorzy oczekują, że Jezus będzie bronił tych Galilejczyków, potępiając Piłata jako grzesznika, niesprawiedliwego i świętokradcę. Zresztą sprawa ta nie ulega wątpliwości, gdyż zło jest złem, a ten, kto je wyrządza jest grzesznikiem. Jezus jednak nie przyszedł po to, by kogokolwiek potępiać, ale by wszystkich zbawić. Dlatego chce wprowadzić nas na wyższy punkt widzenia i przenosi uwagę z Piłata na jego ofiary, będące przede wszystkim ofiarami tego samego grzechu. Brały bowiem udział w tej samej grze. Okazały się słabsze i w tym momencie ich jedyną racją jest to, że przegrały! Dobro tymczasem należy zdobywać przy użyciu dobrych narzędzi. Cel nie usprawiedliwia środków. Jezus podczas kuszenia i w ogóle przez całe swe życie odrzucał jako środki Królestwa Bożego te stosowane przez nie-przyjaciela: bogactwo, władzę i pychę. Jezus demaskuje zło, które jest w sercu każdego człowieka, ale nie czyni tego w duchu manicheizmu lub demonizacji. Kto uznaje zło w drugim człowieku i utożsamia je z nim, ten pozwala mu wzrastać w sobie i utwierdza je w drugim. Natomiast Jezus osądza zło, a usprawiedliwia człowieka. Ocala człowieka, zwalczając całkowicie zło. «którzy to ucierpieli». Istnieje pewien tajemniczy związek między cierpieniem a złem, które człowiek wyrządza. Ale nie w kategoriach wynagrodzenia winy, jak myślą przyjaciela Hioba. Wręcz przeciwnie, rzeczywistość dowodzi czegoś, co nie zawsze łatwo nam uznać, a mianowicie, że skutki zła spadają zawsze nie na tego, kto je wyrządza, lecz na tego, kto pada jego ofiarą. Sprawiedliwy dźwiga ciężar niesprawiedliwości tylko dlatego, że sam się jej nie dopuszcza! Łukasz zachęca rozmówców Jezusa oraz Galilejczyków, którzy cierpią w Jerozolimie i wszystkich ludzi znajdujących się w takich samych warunkach, by utożsamili się ze złoczyńcą, który obok siebie ma ukrzyżowanego Galilejczyka. On jest Mesjaszem cierpiącym zło świata, Sprawiedliwym niesprawiedliwie skazanym, ofiarą zła innych. On każdemu niesprawiedliwemu otwiera ogród sprawiedliwego (por. Łk 23, 40-43).
w. 3: «jeśli się nie nawrócicie». Ten sam grzech, oczywisty u Piłata i zamaskowaniu jego ofiar, teraz zostaje przeniesiony również na słuchaczy. Zło postrzegane na obliczach innych staje się naszym lustrem i wzywa nas do nawrócenia. Właściwe rozeznanie pozwala nam zobaczyć nasz współudział w złu i prowadzi do zmiany kryterium naszego działania. «zginiecie». Nawrócić się czy nie - to kwestia życia i śmierci. Całe przepowiadanie prorockie do tego nawiązuje. Ta prorocka przestroga nie jest groźbą, lecz płomiennym oświadczeniem i ostrzeżeniem, które odsłania ukrytą truciznę. Zatracenie nie jest wyrokiem wydanym z zewnątrz, lecz skutkiem nieposłuszeństwa, owocem wyrządzonego przez nas zła. Nie jest jednak nieuchronne. Można go uniknąć przez nawrócenie. „Groźby" proroków nie mają posmaku jakiegoś fatum, nigdy nie spełniają się mechanicznie Zawsze są uwarunkowane i angażują wolność człowieka. Znaki miłosierdzia Boga pragnącego zbawienia (por. Hi 3, 10) odnoszą praw-dziwy skutek wtedy, kiedy się nie sprawdzają!
w. 4: «zawaliła się wieża». Jest to dramatyczne wydarzenie naturalne, w którym najwyraźniej nikt z ludzi nie ponosi odpowiedzialności, tak jak w przypadku trzęsienia ziemi, głodu itp. Są to te wydarzenia, przypadkowe i nieuniknione, które podważają wiarę w ojcostwo Boga i Jego Opatrzność. Jest to często niewypowiadana. głęboka wątpliwość każdego wierzącego. Jezus podchodzi do niej poważnie, uprzedzając pytanie, które ciśnie się na usta rozmówców. W Rdz 1 zostało napisane, że człowiek jest „bardzo dobry", tak jak wszystko jest „dobre" dla niego. Natomiast rzeczywistość każe nam stwierdzić, że człowiek jest faktycznie nader zły, a i przyroda wcale nie jest wobec niego łagodna. Jest bardziej macochą niż matką. «czy uważacie, że tamci byli większymi winowajcami». Instynktownie interpretujemy klęski żywiołowe jako karę. Jezus nie podaje w wątpliwość tego, że wszyscy jesteśmy grzesznikami. Wydarzeń tych jednak nie należy odczytywać jako karę, ale jako pilną konieczność nawrócenia się. Przypominają nam bowiem nasze ograniczenia i naszą wrodzoną słabość, która po grzechu stała się tragiczna. Grzech oszpecił człowieka, a jednocześnie poddał prawu bezsensowności całą naturę, która miała człowiekowi służyć. Zerwana została harmonia między człowiekiem a światem, a każde bezsensowne wydarzenie wzywa nas do tego, by w nawróceniu szukać sensu życia, spustoszonego przez grzech (por. Rz 8, 20).
w. 5: «jeśli się nie nawrócicie». Chwila obecna jest jedynym momentem, w którym można i należy odwrócić się od kwasu faryzeuszów i przyjąć zaczyn Królestwa Bożego. Rozeznawać znaki obecnego czasu znaczy odczytywać każde wydarzenie jako wezwanie do przejścia od obłudy do dziecięctwa, od królestwa lęku do królestwa wolności. W ten sposób zło traci charakter konieczności, zostaje na nowo poddane wolności człowieka nawracającego się do Boga oraz miłosierdziu Boga, który nie może nie zwrócić się do człowieka.
Przydatne cytaty: Ps 33; 95; 136; Łk 6, 27-38.
1. Przesłanie w swoim kontekście
Rozdziały 12. i 13. są teologią dziejów. która pokazuje nam, jak Bóg widzi przestrzeń i czas człowieka. Rzeczy są darem Ojca dla braci (rozdz. 12), a czas jest okazją do nawrócenia (rozdz. 13). Wraz z przyjściem Mesjasza historia osiągnęła swój cel, a czas powinien się zatrzymać. Dlaczego więc jeszcze posuwa się naprzód? O tym właśnie mówi ten fragment. Przypowieść jest jasna. Ojciec i Syn troszczą się o człowieka, oczekując od niego tylko tego, aby odpowiedział na ich miłość. Ta odpowiedź jest jego realizowaniem się, tak jak realizowaniem się figowca jest rodzenie fig. Ale tak jak drzewo figowe jest nieurodzajne, tak i człowiek nie podejmuje decyzji, by wydać owoce nawrócenia (Łk 3, 8). Wraz z przyjściem Jezusa czas oczekiwania właściwie się skończył, a sąd już się dokonał. Bóg jednak udziela człowiekowi „jeszcze jednego roku" i ofiaruje mu swoją ostatnią i ostateczną przysługę, ażeby wydał owoce i nie musiał być wycięty. Bóg nie cieszy się ze zniszczenia, lecz z nawrócenia (Ez 18, 23-32; 33, 11). Jest to jedyny motyw teologiczny, dzięki któremu drzewo jeszcze nie jest wycięte, mimo że siekiera jest już do korzenia przyłożona (Łk 3, 9). Mamy tu dodatkową odpowiedź na pytanie Jana Chrzciciela skierowane do Jezusa (por. Łk 7, 19n): jeżeli On jest Mesjaszem, to dlaczego nie ustało zło, a czas nie zatrzymał się w wieczności? Odpowiadając, Jezus odsłania przed nami tajemniczy dialog między sprawiedliwością („wytnij je") a miłosierdziem Boga („pozostaw je - przebacz, jeszcze na rok"). Jest to dramat Ojca i Syna w ich wzajemnej miłości, która ogarnia świat. Czas jeszcze płynie, ażeby wszyscy mieli możność spotkać się z czułością Boga! On bowiem pragnie, „by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy" (1 Tm 2, 4). Trzy lata życia publicznego Jezusa stanowią przyjście Boga na sąd. Jednak zamiast sądzić, On ofiaruje przebaczenie. Wszystkie dalsze lata są tym „jeszcze rokiem", który się przedłuża, aby poprzez przepowiadanie Ewangelii dać tę samą możliwość także następnym pokoleniom. Głęboki sens dziejów polega na tym, że stanowią one ów „rok" cierpliwości i miłosierdzia Boga, przedłużanie zbawienia i sądu stale o rok, od tamtej pory po dziś i aż do końca. Dlatego trzeba głosić Ewangelię, by wszystkich otworzyć na miłość Ojca w Jezusie. Ten, który powiedział, że powróci, „nie zwleka z wypełnieniem obietnicy - bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka - ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia" (2 P 3, 9). Dopóki trwa to dziś (Hbr 3, 13), konieczne jest nawrócenie, by nie postępować jak ci „bezbożni, którzy łaskę Boga naszego zamieniają na rozpustę" (Jud 4). Nie należy igrać z obfitością Jego dobroci, tolerancji i cierpliwości, nie uznając, że dobroć Boga ponagla do nawrócenia (Rz 2, 4). Przypowieść ta zastępuje opowiadanie o drzewie figowym, które na słowo Jezusa uschło, gdyż nie przynosiło owoców (Mk 11, 12-14. 20-25). Zasadnicze znaczenie jest takie samo. Tylko że figowiec nie zostaje wycięty! Podkreśla się zatem, że historia stanowi jakby odroczenie sądu i przedłużenie starań Boga wzywającego do nawrócenia. Bóg nie wycina drzewa figowego, czyli człowieka! Szanuje go, bo go kocha. Poświęca mu całe swoje dzieło, ażeby mógł odpowiedzieć na Jego miłość. Czas biegnie dalej, gdyż Jego miłosierdzie trwa na wieki! Potwierdza to refren Psalmu 136, który mówi o prawdziwym celu wszystkich rzeczy i wydarzeń.
2. Interpretacja tekstu.
w. 6: «ktoś». To Ojciec. «miał w swojej winnicy drzewo figowe». Figowiec jest drzewem owocowym uprawianym w ziemi obiecanej. W literaturze rabinistycznej symbolizował Prawo ze względu na swoje słodkie owoce, które rozpoczynały i kończyły sezon owocowy, nie przechodząc kwitnienia. Powinno dobrze wzrastać i owocować w winnicy, którą jest Izrael, czyli miejsce, gdzie chwała Boża zamieszkuje jak w domu (Iz 5, 1nn; Jr 2, 21; Ez 17, 6; 19, 10n, Ps 80). Drzewo figowe jest też figurą Izraela jako depozytariusza obietnicy. Często jest łączone z winnicą w napomnieniach proroków (Jr 8, 13; Mi 7, 1; Oz 9, 10; Ha 3, 17). Te słowa skierowane przez Jezusa do swego ludu odnoszą się również do nas. Jeżeli z powodu nieurodzajności odcina się naturalną gałąź, to na pewno nie zostanie oszczędzona gałąź zaszczepiona (Rz 11, 21)!
«przyszedł szukać owocu». Bóg od zawsze wychodzi naprzeciw człowiekowi i szuka u niego owocu jego przyjaźni. już od pierwszego wieczoru stworzenia lubi przechadzać się z człowiekiem, swą oblubienicą, w powie-wie wiatru dnia (Rdz 3, 8). Szuka go: „Gdzie jesteś?" (Rdz 3, 9), ponieważ Jego rozkoszą jest przebywanie z synami ludzkimi (Prz 8, 31). Dlatego po nieposłuszeństwie i wygnaniu wyszedł mu naprzeciw, by na nowo dać mu swoje słowo i ziemię obiecaną. Bóg jest spragniony miłości człowieka, bo go kocha. Wszystko uczynił i czyni tylko po to, aby człowiek odpowiedział na Jego miłość, zachowując Jego słowo i słuchając Jego głosu (Ps 105, 45). Owocem Tory jest nie co innego, jak słodycz miłości Ojca i miłości braci, istota całego Prawa. W nich człowiek znajduje życie (Łk 10, 26-28; Pwt 30, 15nn). Prorocy — z których ostatni to Jan Chrzciciel — byli posyłani, aby nawoływali lud i wydawali takie właśnie owoce. Oczekiwano, że kiedy pojawi się Mesjasz, przyjdzie Bóg, aby dokonać ostatecznego rozrachunku (Łk 3, 8nn). Jezus tymczasem zawiedzie to oczekiwanie i zapoczątkuje rok łaski (Łk 4, 19). W Nim, w Synu, rozpoczyna się czas, w którym Bóg używa swego miłosierdzia w sposób bezpośredni i definitywny. To On wprowadza w życie rok święty, którego ludzie nie przestrzegają. «nic nie znalazł». Bóg jest rzeczywiście pechowym ojcem! Pomimo licznych starań. nigdy nie jest w stanie doczekać się, że dziecko dobrze rosło (por. Oz 11). Poszukiwany owoc znajdzie jedynie na drzewie życia, które wydaje dwanaście zbiorów i owocuje co miesiąc (Ap 22, 2). Przekleństwo nieurodzajności nas, uschłego drzewa, będzie niesione przez drzewo zielone (Łk 23, 31). Jezus, słodki owoc zawieszony na drzewie krzyża, „z tego przekleństwa Prawa nas wykupił — stawszy się za nas przekleństwem, bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie" (Ga 3, 13). Romańska figura Ukrzyżowanego w baptysterium w Gravedona została wykonana z drzewa figowego. Wyrzeźbiono ją w tym samym kawałku drewna, z którego zrobiony jest krzyż.
w. 7: «powiedział więc do ogrodnika». Są to słowa Ojca, Pana winnicy, skierowane do Syna. W Bogu sprawiedliwość porusza miłosierdzie. Syn, który zna miłość Ojca do wszystkich swoich dzieci, odpowiada Mu bowiem całą swoją gotowością wyjścia na spotkanie braciom. Sprawiedliwość i miłosierdzie, świętość i miłość w Bogu zawsze prowadzą z sobą tajemniczy dialog. Nie istnieje w Nim żadne pojęcie bez swego przeciwieństwa. To, co w nas jest dążeniem, a w Bogu tożsamością, leży u pod-staw posłannictwa Syna jako robotnika w winnicy. To ta sama miłość, która przynagla apostoła Pawła do tych, co są daleko (2 Kor 5, 14). «już od trzech lat przychodzę». Chodzi o trzy lata publicznej działalności Jezusa. One to zamykają dzieje i stanowią czas Jego przyjścia na sąd. Ale są też dziś zbawienia w cierpliwości Syna, który leczy nasze słabości (Łk 7, 21) i przechodzi między ludźmi. dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich (Dz 10, 38). To dziś zostanie przedłużone jeszcze o rok, aż do dziś i na zawsze, wszędzie, gdzie misja, przepowiadanie Ewangelii i nawrócenie czynić będą ludzi współczesnymi wobec Jego Słowa łaski. «wytnij je». Jest to sąd zgodnie ze sprawiedliwością. Jezus sprawuje go zgodnie ze swym miłosierdziem Syna Ojca (Łk 6, 36). Jest On bowiem Bogiem, nie człowiekiem (Oz 11, 9). Dlatego jako jedyny Sprawiedliwy, zielone drzewo, które przynosi owoc: podzieli los drzewa uschłego. Będzie wycięty ze swego ludu, wykluczony, wyrzucony poza mury miasta jak coś nieczystego. «wyjaławia ziemię». Ten figowiec, który czerpie soki z ziemi i zawłaszcza jej dary, napełniając się liśćmi, a nie owocami, jest obrazem każdego człowieka, który poddaje się działaniu kwasu faryzeuszów. Tak człowiek wykrada dar! Nie tylko sam nie wydaje owoców, ale czyni ziemię nieurodzajną.
w. 8: «pozostaw» (przebacz mu) (Łk 11, 4; 23, 34). Jest to odpowiedź według miłosierdzia. W Synu wszyscy doznajemy przebaczenia, ponieważ jesteśmy dziećmi. W Nim spełnia się modlitwa wstawiennicza Abrahama za grzesznikami, którzy nie chcą się nawrócić. Abraham zatrzymał się na szóstej prośbie. Teraz może zanieść także siódmą i zostanie ona w pełni wysłuchana, ponieważ Jezus jest jedynym sprawiedliwym, którego wówczas jeszcze nie było (por. Rdz 18, 16nn). Przed Nim bowiem nie ma rozumnego, „który szukałby Boga" i „nie ma takiego, co dobrze czyni, nie ma ani jednego" (Ps 14, 2. 3). Natomiast w Jezusie, prawdziwym Potomku Abrahama, błogosławione są wszystkie ludy ziemi (Rdz 12, 3). «jeszcze na rok». Ten rok to czas trwania naszych dziejów, które toczą się jeszcze rok dzięki wstawiennictwu Syna, czyniącego to, czego chce Ojciec. Ten dodany „rok" jest rokiem łaski zainaugurowanym w Nazarecie (Łk 4, 18n) i trwającym aż do naszych czasów. Jest to Jego misja Samarytanina, którą prowadzi nadal w Kościele za pośrednictwem swych współpracowników (por. Kol 1, 24; 2 Kor 5, 20 - 6, 2).
w. 9: «może zaowocuje». Jest to pragnieniem Syna, gdyż jest pragnieniem Ojca. Dlatego właśnie mówi: „Oto idę" (Ps 40, 8) „szukać i zbawić to, co zginęło" (Łk 19, 10) i „wzywać do nawrócenia grzeszników" (Łk 5, 32). Albowiem „lekarz nie jest potrzebny zdrowym, lecz chorym" (Łk 5, 31). Ta odpowiedź odkrywa przed nami tajemnicę Boga (Łk 10, 21). Tak jak Ojciec kocha nas tą samą miłością, którą kocha Syna (J 17, 23), tak On kocha nas tą samą miłością, którą jest kochany przez Ojca (J 15, 9). «a jeśli nie, wtedy je usuniesz». Nie jest to groźba sądu. Jest to stwierdzenie nieurodzajności tego, który się nie nawraca do Jezusa i nie łączy się z Nim, prawdziwym winnym krzewem (J 15, 1nn). Albowiem „Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu", a kto nie wierzy, sam siebie potępił przez swą niewiarę jako ten, który „bardziej umiłował ciemność aniżeli światło" (J 3, 17-19). Tak jak Mojżesz wstawiał się za ludem, gotów być wykreślonym zamiast niego z księgi dzieci Bożych (Wj 32, 32), tak Syn został odcięty od ludu za nasze grzechy: „On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie" (Iz 53, 5).
Przydatne cytaty: Ps 50; Iz 5,1n; Ez 18,23-32; 1Tm 2,4; 2P 3,9; Rz 2,4; Jud 4; Hbr 3,7-4,11.
Tekst: wiara.pl.; medytacja: Wons. Modlitwa Ewangelią; komentarz: S. Fausti, Wspólnota czyta Ewangelię według św. Łukasza, s. 515-523.
3. Niedziela Wielkiego Postu, rok C, 2025.03.23
2. Niedziela Wielkiego Postu, rok C, 2025.03.16
I CZYTANIE
Rdz 15,5-12.17-18 Bóg zawiera przymierze z Abrahamen
Czytanie z Księgi Rodzaju
Bóg, poleciwszy Abramowi wyjść z namiotu, rzekł: «Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić»; potem dodał: «Tak liczne będzie twoje potomstwo». Abram uwierzył i Pan poczytał mu to za zasługę.
Potem rzekł do niego: «Ja jestem Pan, który ciebie wywiodłem z Ur chaldejskiego, aby ci dać ten oto kraj na własność». A na to Abram: «O Panie, mój Boże, jak będę mógł się upewnić, że otrzymam go na własność?»
Wtedy Pan rzekł: «Wybierz dla Mnie trzyletnią jałowicę, trzyletnią kozę i trzyletniego barana, a nadto synogarlicę i gołębicę».
Wybrawszy to wszystko, Abram poprzerąbywał je wzdłuż na połowy i przerąbane części ułożył jedną naprzeciw drugiej; ptaków nie porozcinał. Kiedy zaś do tego mięsa zaczęło zlatywać się ptactwo drapieżne, Abram je odpędził. A gdy słońce chyliło się ku zachodowi, Abram zapadł w głęboki sen i opanowało go uczucie lęku, jak gdyby ogarnęła go wielka ciemność.
A kiedy słońce zaszło i nastał mrok nieprzenikniony, ukazał się dym jakby wydobywający się z pieca i ogień niby gorejąca pochodnia i przesunęły się między tymi połowami zwierząt. Wtedy to właśnie Pan zawarł przymierze z Abramem, mówiąc: «Potomstwu twemu daję ten kraj, od Rzeki Egipskiej aż do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat». Oto słowo Boże.
PSALM RESPONSORYJNY
Ps 27 (26), 1bcde. 7-8. 9abc. 13-14 (R.: 1b)
Refren: Pan moim światłem i zbawieniem moim.
Pan moim światłem i zbawieniem moim, *
kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia, *
przed kim miałbym czuć trwogę? Refren
Usłysz, Panie, kiedy głośno wołam, *
zmiłuj się nade mną i mnie wysłuchaj.
O Tobie mówi serce moje: †
«Szukaj Jego oblicza!» *
Będę szukał oblicza Twego, Panie. Refren
Nie zakrywaj przede mną swojej twarzy, *
nie odtrącaj w gniewie Twego sługi.
Ty jesteś moją pomocą, *
więc mnie nie odrzucaj. Refren
Wierzę, że będę oglądał dobra Pana *
w krainie żyjących.
Oczekuj Pana, bądź mężny, *
nabierz odwagi i oczekuj Pana. Refren
DRUGIE CZYTANIE
(dłuższe Flp 3, 17 – 4, 1 krótsze Flp 3, 20 – 4, 1)
Chrystus przekształci nasze ciała na podobne do swego chwalebnego ciała
Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Filipian
Bracia, bądźcie wszyscy razem moimi naśladowcami i wpatrujcie się w tych, którzy tak postępują, jak tego wzór macie w nas. Wielu bowiem postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego, o których często wam mówiłem, a teraz mówię z płaczem. Ich losem – zagłada, ich bogiem – brzuch, a chwała – w tym, czego winni się wstydzić. To ci, których dążenia są przyziemne.
Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone w podobne do swego chwalebnego ciała tą mocą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować.
Przeto, bracia umiłowani, za którymi tęsknię – radości i chwało moja! – tak trwajcie mocno w Panu, umiłowani!
Oto słowo Boże.
ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ
Por. Mt 17, 5
Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.
Z obłoku świetlanego odezwał się głos Ojca:
«To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie».
Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.
EWANGELIA
Łk 9,28b-36 Przez cierpienie – do chwały zmartwychwstania
28bJezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. 29Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. 30A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. 31Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dopełnić w Jeruzalem. 32Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwu mężów, stojących przy Nim. 33Gdy oni się z Nim rozstawali, Piotr rzekł do Jezusa: «Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co mówi. 34Gdy jeszcze to mówił, pojawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy weszli w obłok. 35A z obłoku odezwał się głos: «To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!» 36W chwili gdy odezwał się ten głos, okazało się, że Jezus jest sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie opowiedzieli o tym, co zobaczyli.
Oto Słowo Pańskie
MEDYTACJA wsłuchiwać się w boże natchnienia
O co proszę? O wrażliwość na Boże natchnienia i żarliwość w odpowiadaniu na nie.
Przyłączę się do apostołów, którzy idą z Jezusem na górę. Poproszę o wewnętrzne przeżycie bliskości Jezusa. Będę rozmawiał z Nim o mojej codzienności, o moich zmartwieniach.
To Jezus podejmuje inicjatywę (w. 28). Zabiera apostołów na górę, by oderwać ich od codzienności, znużenia i przygotować na zbliżający się czas męki. Zauważę troskę i wrażliwość Jezusa na słabości Jego uczniów.
Czy dbam o pogłębianie serdecznej więzi z Jezusem? Czy zauważam natchnienia, przez które Jezus zaprasza Mnie do modlitwy osobistej? Jakich natchnień doznałem w ostatnim czasie? Czego dotyczyły? Jak na nie odpowiadałem w ciągu dnia?
Jezus prowadzi apostołów do mistycznego przeżycia, aby mogli doświadczyć Jego Bóstwa i piękna (ww. 29-32). Zauważę zachwyt i szczęście apostołów (w. 33). Razem z nimi będę adorował Jezusa, który pragnie nasycić mnie swoją miłością oraz pięknem swej boskości i człowieczeństwa.
Wrócę pamięcią do najsilniej przeżytych spotkań z Jezusem. Gdzie to było? Kiedy? W jakich okolicznościach? Przywołam przed Jezusem duchowe pragnienia, pozytywne uczucia. Podziękuję za nie. Dał mi je, aby były dla mnie umocnieniem i pociechą w chwilach najtrudniejszych.
Głęboka więź z Jezusem potrafi przemieniać każdą codzienność. Na modlitwie przedłużonej odnowię moje pragnienie zażyłej więzi z Jezusem. Poproszę Go o codzienną wierność temu pragnieniu. Pośród moich zajęć będę powtarzał: „Jezu, Ciebie pragnę, Ciebie szukam".
KOMENTARZ
1. Przesłanie w swoim kontekście
Odsłania się serce tajemnicy Jezusa. Uczniom dane jest wejść w poznanie relacji Ojca i Syna. Posłuszeństwo „tylko Jezusowi", nakazane przez Ojca — „Jego słuchajcie!" — jest centralnym punktem opowiadania. Słuchanie zostaje potwierdzone jako droga do oglądania i siła na drogę do Jerozolimy. Po przemienieniu, wiemy już w pełni, kim On jest i dlaczego mamy Go słuchać. Na ziemskie echo oświadczenia Heroda, ludu i uczniów odpowiada z nieba głos Ojca, który potwierdza słowo Syna. Nakaz słuchania Go odnosi się zwłaszcza do poprzedniego fragmentu, który objawia, że aby dojść do chwały, konieczny jest krzyż. Dlatego kiedy rozlega się głos, uczniowie widzą już tylko „samego Jezusa", który idzie do Jerozolimy. Na świętej górze Ojciec przypieczętowuje definitywnie objawienie Jezusa i pokazuje Jego twarz. Słuchanie Go prowadzi do oglądania tego, o czym mówili Mojżesz i Eliasz: pełni daru Bożego. Głos Ojca i twarz Syna są przede wszystkim potwierdzeniem tego, co uczniowie z trudem rozumieją nawet po Zmartwychwstaniu (zob. Łk 24, 25nn), czyli konieczności krzyża. Jezus jak Mojżesz staje na czele ludu, by dokonać nowego wyjścia z niewoli do ostatecznej Jerozolimy; jak Eliasz zostanie „zabrany" do nie-ba, by pojawić się u końca czasów (2 Krl 2, 11nn). Jego powrót będzie ta-ki, jak odejście! (Dz 1, 11). Znika napięcie wywołane w pierwszej części Ewangelii zagadnieniem tożsamości Jezusa. Teraz, kiedy się Go zna, można Mu zaufać. W zaproponowanym nowym wyjściu jest nowa manna, którą jest łamany chleb, i nowe prawo, którym jest twarz posłusznego Syna. Wiemy, że słuchając Go, słuchamy Ojca, a oglądając Go, widzimy Ojca (J 14, 9). Swoją chwałę Syna objawił nam na drodze upokorzenia aż po Jerozolimę. Nie tak dawno mówił o tym uczniom, a teraz rozmawia o tym z Mojżeszem i Eliaszem. Słowo Ojca uzupełnia i poprawia słowo uczniów, którzy oczywiście nie mogą mieć Jego zrozumienia, co oznacza, że Jezus jest „Chrystusem Bożym". Ojciec nakazuje uczniom, aby przyjęli Chrystusa, który przechodzi przez zgorszenie krzyża. To On jest Jego Synem: On i nikt inny; tylko Jego należy słuchać. Z góry Tabor spływa skrawek światła, który pozwala dostrzec cel, Jerozolimę, aby uczniowie mogli się ku niej skierować. Już teraz, z wyprzedzeniem; mogą oglądać przedsmak chwały, by stawić czoło koniecznemu niesieniu krzyża, które dopiero co zostało zapowiedziane (w. 22), a wkrótce będzie przypomniane (w. 44). Podczas gdy Stary Testament rozmawia z Nim o potrzebie męki, oni kontemplują Jego chwałę. Ostateczność i znaczenie tego objawienia zostanie przypomniana w 2 P 1, 16-19. Swojemu czytelnikowi Łukasz opowiada o tym wydarzeniu, aby przez eucharystyczną tajemnicę chleba doświadczył on chwalebnej obecności Pana, która przemienia go i porywa do wyjścia ku Jerozolimie. Mocą tego pokarmu może, niczym Eliasz, iść przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do góry Bożej (1 Krl 19, 7n). Pierwszy męczennik ukaże na swojej twarzy odbity blask tej samej chwały (Dz 6, 15), która pozwoli mu dać świadectwo aż do końca.
2. Interpretacja tekstu
w. 28: «Gdy upłynęło około ośmiu dni od tych nauk». Łukasz łączy prze-mienienie bezpośrednio z wersetem 22. i następnymi, gdzie Jezus objawia konieczność krzyża swojego i uczniów na drodze wiodącej do chwały. Przemienienie wypełnia zapowiedź wersetu 27. Oczy uczniów otwierają się „ósmego dnia" przy łamaniu chleba (Łk 24, 13). Jest to dzień Zmartwychwstania, dzień Jego jedzenia z uczniami, wyjaśniania Pism, Jego misji i jej dopełnienia: jest to „dzień Pański", pierwszy po ostatnim z siedmiu szabatów, o jakich mówił Łukasz w swoim opowiadaniu. Jest to ósmy dzień, niedziela, odwieczne dziś nieba otwartego na ziemskie dziś narodzin w Betlejem, chrztu w Jordanie, nauczania i uzdrawiania w Kafarnaum, Męki i Śmierci na Kalwarii. Jest to królestwo Boże otworzone człowiekowi przez życie Jezusa, które zaczyna się w drewnianym żłobie, a kończy na drzewie krzyża (por. Łk 2, 11; 3, 22; 4, 21; 5, 26; 12, 32; 19, 5. 9; 22, 34. 61; 23, 43). Ten zbawczy dzień Boga był już zapowiedziany w roku Pańskim, który jest pierwszym rokiem po siedmiu tygodniach lat (Kpł 25). Jest to dzień ostateczny, który przeżywamy na słuchaniu i łamaniu chleba, jedząc i pijąc z tajemnicy Boga. Ósmy dzień to nie tylko punkt dojścia człowieka i jego dziejów. Jest on już teraźniejszością doświadczaną przez tego, kto ma oczy do oglądania już od teraz, niczym w zwierciadle, tego, co potem będziemy oglądać „twarzą w twarz" (1 Kor 13, 12). Jest to dzień Pański (dies dominica), w którym ucztujemy z Nim podczas Eucharystii (coena Domini - 'Uczta Pańska’ - przyp. red.). Jest on zarazem końcem i początkiem w nieustannym ruchu, który narasta do nieskończoności, przemieniając nas do coraz większej chwały (2 Kor 3, 18). Jest to nieustanne pomnażanie i rozwój (epektasis), o którym mówił św. Grzegorz z Nyssy. Już teraz jesteśmy tym, co się potem okaże (1 J 3, 2) - dziećmi Bożymi! Całe stworzenie uczestniczy w rodzeniu tego nowego człowieka (Rz 8, 19-22). Świat nie został stworzony, aby zdeformował się i umarł, ale jego celem jest przemienienie i chwała Boża. Choć jeszcze przebywamy na wygnaniu, to już jesteśmy dziećmi Króla, które powracają do domu Ojca. Trzeba zauważyć, że ten ósmy dzień ściśle łączy się ze słowami Jezusa o Jego męce i pokazuje nam głęboki sens krzyża jako tajemnicy miłości Boga do człowieka. Przemienienie nie pokazuje innej rzeczywistości, ale głęboką prawdę krzyża. W przemienieniu zostaje nam objawiona „chwała" Jezusa, który „zostaje sam", aby zmierzać ku wypełnieniu swej misji w Jerozolimie. «wziął ze sobą Piotra...». Jak przed łamaniem chleba wziął ze sobą apostołów (w. 10), tak teraz bierze ze sobą Piotra, Jana i Jakuba. Jezus jednoczy ich ze sobą z własnej inicjatywy; bierze ich i przenosi w szczególną sytuację objawienia. Zabiera ich ze sobą w nieznane miejsce swej komunii z Ojcem - w to samo miejsce, z którego wypłynęło łamanie chleba, tworzące komunię braci. Ci trzej są świadkami także wskrzeszenia z martwych w Łk 8, 51. Łukasz nie wspomina natomiast o ich szczególnej roli podczas modlitwy Jezusa w Ogrójcu. Tam śpią, jak inni. Tu natomiast budzą się, aby „zobaczyć Jego chwałę" (w. 32). «na górę»: nie jest to jakaś nieokreślona góra, ale konkretna góra, dobrze określona, gdyż znana uczniom (W greckim oryginale jest to zauważalne dzięki rodzajnikowi określonemu - przyp. red.). Jest to góra wyjątkowa (por. Łk 6, 12), góra modlitwy i wybrania, góra objawienia. W drugiej części Ewangelii pojawi się także góra: góra Oliwna, która będzie miejscem wypełnienia w uniżeniu i wywyższeniu (Łk 19, 29; 21, 37; 22, 39; Dz 1, 12). «aby się modlić». Modlitwa, o której Łukasz często wspomina, jest oddechem życia chrześcijańskiego, dziecięcym zjednoczeniem z Ojcem. Modlitwa jest miejscem przemienienia, w którym możemy oglądać chwałę Jezusa idącego na krzyż. Choć nie jest to wyraźnie powiedziane, chodzi o modlitwę nocną, jak w Łk 6, 12 i 22, 39nn, ponieważ uczniowie są pogrążeni we śnie, a zejście z góry ma miejsce „następnego dnia" (w. 37). Sen i noc mogą być rozjaśnione jedynie zjednoczeniem z Ojcem. Ono jest mocą przemienienia i zmartwychwstania z ciemności, zdolną rozjaśnić każdą noc i obudzić wszelki sen człowieka. A człowiek zna wiele nocy oraz różne sny i odrętwienia! Tutaj jedność z Ojcem oświeca Syna Człowieczego, który przepowiedział Mękę swoją i uczniów, których zabrał ze sobą.
w. 29: «Podczas modlitwy» (jak w Łk 3, 21 po chrzcie!). Ewangelista powtarza informację o modlitwie Jezusa, chcąc w ten sposób podkreślić ten fakt. Staje się ona uzupełnieniem czasu i miejsca, niejako przestrzenią obejmującą przemienienie, będące objawieniem Ojca i uwielbieniem Syna. Przemienienie oglądamy tylko wtedy, gdy mamy oczy otwarte na modlitwę Jezusa, czyli na Jego miłość do Ojca, która staje się Jego miłością do nas. Tylko w ten sposób można pojąć, że Jego krzyż jest uwielbieniem Jego miłości. Łącząc się z Jezusem w Jego modlitwie, do Boga zwracamy się „Abba", „Ojcze", odkrywając, że jest On naszym źródłem, i zostajemy zrodzeni w chwale Syna. «zmienił się wygląd Jego twarzy». Łukasz, w odróżnieniu od Marka i Mateusza, nie mówi, że Jezus „został przemieniony", by nie przypominać swym czytelnikom bajek o „metamorfozie" (gr. meta-morfosis - 'przemienienie"). Zatrzymuje się na kontemplowaniu „twarzy" (zob. biblijne zagadnienie twarzy Boga!) i skupia uwagę na „wyglądzie", który „zmienił się" i stał się różny od każdego innego. Podkreśla obraz widzialny tej twarzy - wygląd właśnie! - jako inny, różny, święty! Łukasz tworzy dla nas ikonę twarzy Jezusa, abyśmy mogli ją kontemplować i od-bijać na naszej twarzy. Podaje nam prawdziwy wygląd twarzy Boga, która do tej pory nie mogła być przez nikogo oglądana, a teraz została objawiona przez jeden tylko rys: „chwałę" - Bóg w swoim splendorze piękna. Chwała, w której ukazują się Mojżesz i Eliasz (w. 31), nie jest „ich" chwałą, ale odbiciem „Jego" chwały (w. 32). „Zmieniona" twarz Jezusa jest identyczna z chwałą samego Boga. Światło góry Tabor to blask, który pochodzi ze środka, eliminując wszelki cień. Pozwala on zobaczyć na twarzy ukrytą rzeczywistość, nadając widzialność temu, co niewidzialne. Jest to blask odwrócony: jego centrum jest w środku, a punkt najodleglejszy i najgłębszy wyłania się na pierwszy plan, odwracając perspektywę. Modlitwa jest miejscem, w którym objawia się w pełni chwała Boga. «Jego ubranie stało się lśniąco białe». O Jego twarzy Łukasz nie mógł powiedzieć nic więcej, oprócz tego, że „zmieniła się", czyli że stała się „inna", ponieważ jest „chwałą”. Teraz tą chwałą opisuje ubranie: było białe i lśniło. Jeżeli tak wygląda ubranie, to jak wygląda ciało, od którego bije ten blask? Ciało jest pierwszym ubraniem człowieka, a człowieczeństwo Jezusa jest ubraniem Jego Boskiej Osoby, z której w pełni emanuje moc chwały Bożej. Skoro Jego strój zajaśniał białością, to jak wygląda Jego chwalebna twarz? Uczniowie widzą twarzą w twarz, bezpośrednio, tę chwałę, którą pragnął widzieć Mojżesz, ale mógł ją zobaczyć tylko od tyłu (Wj 33, 18. 23). „W Nim bowiem pełnia Bóstwa zamieszkuje na sposób cielesny" (Kol 2, 9), ponieważ jest „odblaskiem chwały Boga" (Hbr 1, 3a), a nawet „odbiciem Jego istoty" (Hbr 1, 3b). Cały wszechświat jest pod-trzymywany mocą Jego słowa (Hbr 1, 3c). Jezus w przemienieniu objawia się jako centrum wszystkiego, Boga i człowieka złączonych w jedynych dziejach, niewiarygodnych, gdyby nie były poświadczone przez Mojżesza i Eliasza. Dzieje te właśnie dlatego, że są jedynymi dziejami człowieka i Boga, są historią Męki i Zmartwychwstania: są spotkaniem grzesznego człowieka z Bogiem, który go kocha.
w. 30: «Mojżesz i Eliasz». W Starym Testamencie odgrywają oni taką samą rolę jak w Nowym Testamencie aniołowie (zob. Łk 24, 4) i Dwunastu: mówią o tajemnicy Chrystusa umarłego i zmartwychwstałego, zapowiadając obietnicę i wypełnienie słowa Bożego. Mojżesz symbolizuje całe starotestamentowe Prawo, a Eliasz wszystkich proroków. Prowadzą oni dialog z Jezusem. On im odpowiada, ponieważ jest Tym, którego Prawo i proroctwa zapowiadały i oczekiwały. Oni wyjaśniają uprzednio Jego „odejście", które dopełni się w Jerozolimie, ponieważ są właśnie obietnicą i zapowiedzią tego wydarzenia.
w. 31: «Ukazali się w chwale». Mojżesz i Eliasz dopiero obok Jezusa są widziani „w chwale". W przeciwnym razie albo nie są widziani, albo nie w chwale. Bowiem chwałą Prawa i proroctwa jest posłuszny Syn, będący Słowem i doskonałym Słuchaczem Ojca. Ich „chwała" jest chwałą Jezusa, który - z drugiej strony - dopiero między nimi objawia się w „swojej chwale". Jest to chwała Boga Prawa i proroctwa, który wypełnia obietnicę i spełnia oczekiwanie. «mówili o Jego odejściu». Pismo mówi o Śmierci Jezusa i o jej znaczeniu, jakim jest właśnie „wypełnienie w Jerozolimie". Wszystkie Pisma wyjaśniają, dlaczego jest konieczne (por. Łk 24, 26. 44. 46), aby Bóg dla człowieka skończył na krzyżu! Mówią bowiem o Jego „szalonej pasji" (Cabasilas) do człowieka, o Jego trudnym poszukiwaniu ukrywającego się Adama. Krzyż jest wielką tajemnicą Jego miłości; jest punktem dojścia Jego poszukiwania i naszego zbawienia. Słowo „odejście" (gr. eksodos - przyp. red.) zostało wybrane celowo, gdyż właśnie ono używane jest dla określenia wybawienia Izraela z niewoli Egiptu (w Wj 19, 1 i Lb 22, 38 gr. eksodos tłumaczy się jako 'Wyjście' - przyp. red.). W ten sposób Śmierć Jezusa ukazana zostaje i wyjaśniona jako nowa Pascha. «w Jeruzalem». Święte miasto pojawia się tu po raz pierwszy po opisach dzieciństwa i po kuszeniu (Łk 2, 22. 25. 38. 41. 45; 4, 9). Jest to kres drogi i próby Jezusa, cel Jego podróży, w której uczestniczą uczniowie. Jest to miejsce wypełnienia, ponieważ „nie jest możliwe, aby prorok zginął poza Jeruzalem" (Łk 13, 33).
w. 32: «Tymczasem Piotra i jego towarzyszy...». Podkreślona zostaje rola Piotra, wyróżnionego pośród innych. Mimo to, jak wszystkich pozostałych, tak i jego „zmógł sen". W ogrodzie zasną wszyscy i rozbudzą się dopiero na końcu (Łk 22, 45n). Tutaj w natomiast mają otwarte oczy, gdyż zbudzili się i „zobaczyli jego chwałę". Przemienienie jest doświadczeniem wyprzedzającym Zmartwychwstanie, trwającym tyle, ile otwarcie oka ucznia na komunię Jezusa z Ojcem; ile jego trwanie z Jezusem, który się modli. Dostrzegając chwałę Jezusa i łącząc się z Jego modlitwą, uczeń kontempluje tajemnicę Boga otwartego na człowieka i rozumie Jezusa w Jego tajemnicy krzyża. To mu wystarcza do stawienia czoła takiej samej drodze. Dlatego w ogrodzie zostaną wezwani do czuwania i modlitwy (Łk 22, 40-46), kiedy On się modli. W przeciwnym razie zamiast wyjścia ku Jerozolimie, mamy ucieczkę, co podkreśla ewangelista Marek (Mk 14, 50). W otwarciu oczu i serca na Jego zjednoczenie z Ojcem widzimy „Jego" chwałę, „chwałę, z którą jako jednorodzony, pełen łaski i prawdy, ma od Ojca" (J 1, 14). Czego oko nie widziało (1 Kor 2, 9), ani Mojżesz (por. Wj 33, 2), ani Eliasz (por. 1 Krl 19, 13), a wszyscy pragnęli widzieć (por. Ps 27, 8-9): oblicze samego Boga - uczniowie mogą oglądać twarzą w twarz. Uczeń może otwarcie kontemplować oblicze tego, którego Mojżesz oglądał jedynie od tyłu, a mimo to potem sam musiał zasłonić swoją twarz, gdyż lud nie mógł znieść blasku, jaki odbijał się na jego twarzy (2 Kor 3, 13; Wj 34, 29nn). „Oglądać twarz Boga" to zbawienie człowieka, który dopiero tam osiąga samego siebie, gdyż jest obrazem i podobieństwem tego oblicza (Rdz 1, 26). „Spójrzcie na Niego, a będziecie promienieć" (Ps 34, 6). Doświadczamy przemienienia, kontemplując człowieka Jezusa w komunii z Ojcem. Kiedy patrzymy na Niego, pogrążonego w modlitwie, oglądamy Jego chwalebne oblicze. «i obydwu mężczyzn stojących przy Nim». Przypomniana zostaje stała obecność Mojżesza i Eliasza przy chwale Jezusa. O niej rozmawiali i w Nim w końcu ją osiągają, „stoją przy Nim". My też widzimy chwałę w obrębie obietnicy, którą Bóg zawarł między Mojżeszem a Eliaszem. W ciemności powinniśmy patrzeć na ich światło, które świeci w ciemności aż do świtu, gdy jutrzenka wzejdzie w waszych sercach (2 P 1, 19). Mojżesz i Eliasz stoją z Jezusem i przekazują nam światło Jego chwały, jak w nocy księżyc oświeca nas, odbijając światło słońca.
w. 33: «Gdy tamci odchodzili od Niego». Propozycja Piotra ma miejsce, gdy świat niebieski „odchodzi" od Jezusa. Uczniowie pragną zatrzymać widzialną chwałę Pana. Zawsze będą mieć pokusę zatrzymania Go, zamiast iść za Nim i dawać świadectwo aż po najdalsze krańce ziemi (por. Dz 1, 6-11). «Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy». Obecność Jezusa ukazującego chwałę Boga to jedyne miejsce, gdzie jest nam dobrze i gdzie możemy żyć i przebywać. Jesteśmy tu w domu. Gdzie indziej zawsze jesteśmy nie na miejscu. «Postawimy trzy namioty». Namiot jest symbolem obecności Boga, tak samo jak obłok w wersecie 34. W Starym Testamencie były dwa „namioty", czyli mieszkania Boga: Prawo i proroctwo, przedstawiające odpowiednio przeszłość, o której trzeba pamiętać, i przyszłość, której należy oczekiwać. Teraz ta obecność jest „teraźniejszością" w Jezusie. Ale już nie jako przeszłość czy przyszłość, lecz jako pełna realizacja wszelkiej przeszłości i pełnia wszelkiej przyszłości. Ósmy dzień w świetle swojego blasku rozrywa sen i noc uczniów. «nie wiedząc, co mówi...». Nie ma już trzech namiotów, ale tylko jeden. Ostatecznym namiotem, przybytkiem Boga, jest „sam Jezus", który idzie do Jerozolimy, by dopełnić wyjście zapoczątkowane przez Mojżesza. Jest to „namiot większy i doskonalszy, nie ręką uczyniony, czyli nie należący do tego stworzenia" (Hbr 9, 11). Jest nim „ciało" Jezusa, Syna, który przyszedł na świat, aby słuchać słowa Ojca (Hbr 10, 5-7). Ten przybytek-namiot jest jak najbardziej chwalebny: jest to sama „chwała" pomiędzy ludźmi, w której „pełnia Bóstwa zamieszkuje na sposób cielesny" (Kol 2, 9). Chwała Boża nie może być przedmiotem posiadania i nie może być zatrzymana. Dana jest tylko temu, kto słucha Jezusa i idzie za Nim Jego drogą do Jerozolimy.
w. 34: «obłok...». Obłok jest znakiem chwały Bożej. Objawienie Boga od-słania się, zasłaniając, a odsłaniając się, zasłania. Obłok jest świetlistym objawieniem ciemności krzyża. Przypomina Wj 24, 15-18; 40, 34n. Ten sam obłok zabierze Jezusa sprzed oczu Jego uczniów (Dz 1, 9). Teraz okrywa ich swoim cieniem i osłania jak Maryję, kiedy słuchając i odpowiadając „tak" na Boże wezwanie, poczęła w sobie Słowo (Łk 1, 35). Do tego obłoku „wchodzą" przez posłuszeństwo słowu Ojca, który mówi: „Jego słuchajcie!". Dlatego Piotr uzdrowi samym tylko cieniem (Dz 5, 15). Uczniów „ogarnął lęk", ponieważ jest to miejsce objawienia Boga. Mimo to wchodzą do niego, by usłyszeć głos wzywający ich do posłuszeństwa Jezusowi i pozostać z samym tylko Jezusem.
w. 35: «On jest moim Synem wybranym, Jego słuchajcie». Jest to centralny punkt przemienienia, gdzie z oglądaniem połączone jest słuchanie. Posłuszeństwo Jezusowi, który zwraca się „do wszystkich" (w. 23) wskazuje na drogę, dzięki której wszyscy możemy być między tymi trzema, którzy doszli do oglądania tajemnicy Syna. Prawdziwie „szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie" (Łk 10, 21. 23). Słuchając Jezusa, doskonałego słuchacza Ojca, stajemy się jak On. Wielkie pragnienie człowieka: „Pokaż mi swoje oblicze" jest zaspokojone, a jest zaspokojone razem z wielkim pragnieniem Boga odnośnie do człowieka: „Pozwól mi zobaczyć twoją twarz!" (Pnp 2, 14). Jego twarz jest już moją, która w słuchaniu odzwierciedla twarz Syna. «głos». Bóg, który nie ma twarzy, ma głos, który szuka twarzy. Nasz portret jest kreślony przez posłuszeństwo Jego słowu. Stajemy się bowiem tym, czego słuchamy. Twarz jest niejako pismem serca, jego wyrazem. Głos Boga wskazuje teraz na swojego Syna i w Nim rozpoznaje swój doskonały obraz. Jezus jest Jego doskonale wypełnionym Słowem. Nie jest to batqol, echo głosu Bożego, ale jest to sam Bóg, który wypowiada w Nim swoje jedyne Słowo. Jesteśmy bowiem w ostatnich dniach. Głos staje się Słowem, które się objawia jako Ojciec w Synu, łącząc zarazem Iz 42, 1 (Sługa) z Ps 2, 7 (Mesjasz) i Pwt 18, 15 (Prorok). „Umiłowany" z Mk 9, 6 jest zastąpiony „wybranym", który bardziej przypomina Iz 42, 1 i otwiera perspektywę krzyża (Łk 23, 35), na którym objawi się tajemnica powrotu posłusznego Syna do Ojca. «Jego słuchajcie». Jest to nowe Prawo. Ciało Jezusa jest ostatecznym Słowem - nowym Mojżeszem: „jego będziesz słuchał" (Pwt 18, 15). Jezus jest doskonałym obliczem Ojca, posłusznym Synem, wypełnionym Słowem pełnym miłości.
w. 36: «Po tym, jak odezwał się ten głos, Jezus został sam». Wezwanie: „Jego słuchajcie!" odnosi się do „samego Jezusa". Tylko sam Jezus, który idzie na krzyż, jest Słowem ostatecznym, którego należy słuchać. Dlatego apostoł Paweł mówi, że nie zna niczego innego, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego, oraz że widział to, czego oko nie widziało (1 Kor 2, 2. 9). „Słowo krzyża" jest bowiem mądrością i zbawczą mocą Boga (1 Kor 1, 18). Prawda Boża objawiła się w człowieku Jezusie i tylko w Nim (Ef 4, 21): „każdy duch, który wyznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest od Boga" (1 J 4, 2). Jego ciało trzeba już poznawać i uznawać duchowo (por. 2 Kor 5, 16). Powinniśmy słuchać Go, kiedy mówi, aby iść za Nim Jego drogą. Głos Ojca służy przede wszystkim do potwierdzenia niewiarygodnej drogi krzyża Jezusa i uczniów z wersetów 22-26. 'Tylko w ten sposób wiara uczniów jest prawdziwie wiarą według „Chrystusa Bożego", a nie szatańską wiarą człowieka (zob. Mk 8, 33). «Oni zaś zachowali milczenie». Gaśnie głos, ustaje chwała Jezusa i milczą uczniowie. Nie opowiadają nikomu o tym, co widzieli. Będą mówić po otrzymaniu w darze Ducha Świętego, aby doprowadzić wszystkich do posłuszeństwa Jezusowi, Słuchanie Jego jest namiotem, który zawiera chwałę. Kto Go słucha, ogląda twarz Ojca w Synu, która jest już odzwierciedlona we własnej twarzy. Słuchanie prowadzi do oglądania, posłuszeństwo do bycia synem Boga. Chrześcijanin, złączony ze swoim Panem - od słuchania do oglądania, od słowa do chleba, od chrztu do Eucharystii - przemienia się i wzrasta, zmierzając drogą do Jerozolimy, pielgrzymując z Nim i jak On (por. Ps 84, 8).
Przydatne cytaty
Ps 67; Pwt 34, 29-35; 18, 15; 2 P 1; Rz 8, 18-30; 2 Kor 3; Flp 3, 20n.
Tekst: wiara.pl.; medytacja: Wons. Modlitwa Ewangelią; komentarz: S. Fausti, Wspólnota czyta Ewangelię według św. Łukasza, s. 340-346.
2. Niedziela Wielkiego Postu, rok C, 2025.03.16
1. Niedziela Wielkiego Postu, rok C, 2025.03.09
I CZYTANIE Pwt 26,4-10 Wyznanie wiary ludu wybranego
Czytanie z Księgi Powtórzonego Prawa
Mojżesz powiedział do ludu:
«Kapłan weźmie koszyk z twoich rąk i położy go przed ołtarzem Pana, Boga twego. A ty wówczas wypowiesz te słowa wobec Pana, Boga swego:
„Ojciec mój, tułacz Aramejczyk, zstąpił do Egiptu, przybył tam w niewielkiej liczbie ludzi i tam się rozrósł w naród ogromny, silny i liczny. Egipcjanie źle się z nami obchodzili, gnębili nas i nałożyli na nas ciężkie roboty przymusowe. Wtedy wołaliśmy do Pana, Boga ojców naszych. Pan usłyszał nasze wołanie, wejrzał na naszą nędzę, nasz trud i nasze uciemiężenie. Wyprowadził nas Pan z Egiptu mocną ręką i wyciągniętym ramieniem wśród wielkiej grozy, znaków i cudów. Przyprowadził nas na to miejsce i dał nam ten kraj opływający w mleko i miód. Teraz oto przyniosłem pierwociny płodów ziemi, którą dałeś mi, Panie”. Rozłożysz je przed Panem, Bogiem swoim. Oddasz pokłon Panu, Bogu swemu».
Oto słowo Boże.
PSALM RESPONSORYJNY
Ps 91 (90), 1-2. 10-11. 12-13. 14-15(R.: por. 15b)
Refren: Bądź ze mną, Panie, w moim utrapieniu.
Kto się w opiekę oddał Najwyższemu *
i w cieniu Wszechmocnego mieszka,
mówi do Pana: «Ty jesteś moją ucieczką i twierdzą, *
Boże mój, któremu ufam».
Refren.
Nie przystąpi do ciebie niedola, *
a cios nie dosięgnie twojego namiotu.
Bo rozkazał swoim aniołom, *
aby cię strzegli na wszystkich twych drogach.
Refren.
Będą cię nosili na rękach, *
abyś stopy nie uraził o kamień.
Będziesz stąpał po wężach i żmijach, *
a lwa i smoka podepczesz. Refren.
«Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie, *
osłonię go, bo poznał moje imię.
Będzie Mnie wzywał, a Ja go wysłucham †
i będę z nim w utrapieniu, *
wyzwolę go i sławą obdarzę». Refren.
DRUGIE CZYTANIE
Rz 10, 8-13 Wyznanie wiary prowadzi do zbawienia
Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Rzymian
Bracia:
Cóż mówi Pismo? «Słowo to jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim». A jest to słowo wiary, którą głosimy. Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do sprawiedliwości, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia. Wszak mówi Pismo: «Żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony». Nie ma już różnicy między Żydem a Grekiem. Jeden jest bowiem Pan wszystkich. On to rozdziela swe bogactwa wszystkim, którzy Go wzywają. Albowiem «każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony». Oto słowo Boże.
ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ
Mt 4, 4b
Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.
Nie samym chlebem żyje człowiek,
lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.
Aklamacja: Chwała Tobie, Słowo Boże.
EWANGELIA Łk 4,1-13 Jezus przebywał w Duchu Świętym na pustyni i był kuszony
1Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni 2czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła. Nic przez owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód. 3Rzekł Mu wtedy diabeł: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem».
4Odpowiedział mu Jezus: «Napisane jest: „Nie samym chlebem żyje człowiek”».
5Wówczas powiódł Go diabeł w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata 6i rzekł do Niego: «Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je dać, komu zechcę. 7Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje». 8Lecz Jezus mu odrzekł: «Napisane jest: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”».
9Zawiódł Go też do Jerozolimy, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. 10Jest bowiem napisane: „Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, żeby cię strzegli, 11i na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”».
12Lecz Jezus mu odparł: «Powiedziano: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”».
• 13Gdy diabeł dopełnił całego kuszenia, odstąpił od Niego do czasu.
•
MEDYTACJA POŚCIĆ I MODLIĆ SIĘ SŁOWEM BOŻYM
O co proszę? O hojność i wielkoduszność w przeżywaniu Wielkiego Postu.
Będę kontemplował Jezusa, który „pełen Ducha Świętego" udaje się na pustynię. Jezus jest sam i zmaga się z trudnymi warunkami pustyni. Pości, odczuwa głód i jest kuszony.
Poproszę Jezusa, aby pozwolił mi pobyć razem z Nim i wejść w Jego przeżycia (ww. 1-2). Będę z Nim na modlitwie, w Jego zmaganiu się z głodem. Uważnie wsłucham się w Jego zdecydowany głos, którym od-powiada na pokusy Złego.
Zauważę, że szatan zaczyna kusić Jezusa w chwili Jego fizycznego i psychicznego kryzysu, gdy „poczuł głód" (w. 3). Czy nie przeżywam obecnie jakiegoś kryzysu? Czy nie mam ochoty się poddać? Wypowiem to szczerze przed Jezusem.
Zwrócę uwagę na treść trzech pokus: chęć posiadania, panowania i niezależności za wszelką cenę (ww. 3-12). W pokusach kryje się tragizm ich konsekwencji: zaspokojona żądza posiadania rodzi nieodpartą chęć panowania, ta zaś prowadzi do całkowitej niezależności i samowoli.
Jezus demaskuje diabelską logikę pokus. Stanowczo odpowiada własną logiką wartościowania: nie chce posiadać – wybiera ubóstwo, nie chce, aby Mu służono - pragnie służyć, odrzuca pychę samowystarczalności - Bóg jest jedynym Panem.
Jezus za każdym razem odpiera pokusy, przytaczając słowa Biblii (ww. 3-12). Życie Słowem Bożym staje się źródłem mądrości i mocy w pokusach. Będę się uczył od Jezusa mądrości odpierania pokus.
Będę prosił Ducha Świętego, aby wzbudzał we mnie pragnienie pustyni i wewnętrznej ciszy. Odnowię moje pragnienie modlitwy i życia Słowem Boga na każdy dzień. Będę powtarzał: „Jezu, pomóż mi przylgnąć do Twojego słowa".
KOMENTARZ
1. Przesłanie w swoim kontekście
To opowiadanie wyjaśnia, na czym polega mesjanizm Jezusa i dlaczego, wbrew powszechnym oczekiwaniom, Chrystus nie zgodził się na objęcie władzy politycznej (zob. rozmnożenie chleba: Mk 6, 45; J 6, 15), na dokonanie jakiegoś nadprzyrodzonego znaku, który zmusiłby wszystkich do uwierzenia w Niego (zob. Łk 11, 16; Mk 8, 11), ani też na kroczenie drogą ludzką (szatańską), która w celu osiągnięcia Królestwa starałaby się uniknąć krzyża (zob. Mk 8, 31-33). jest bardzo prawdopodobne, że powstało ono na podstawie zwierzeń Jezusa, który wyjaśniał swoim uczniom, że także On doznawał od samego początku takich samych pokus i oporów jak oni. W Ewangeliach opowiadanie to osiąga bardzo znaczącą wartość programową, która obejmuje całą posługę Jezusa i jej znaczenie zbawcze w świetle całej historii zbawienia. Po chrzcie, który zestawić można z przejściem przez Morze Czerwone, Jezus przemierza na pustyni szlak Izraela; ale podczas gdy cały naród podczas próby pustyni upada i umiera, On pokonuje ją i otwiera dostęp do ziemi obiecanej, którą jest Boże królestwo. Oprócz tego nawiązania do historii Izraela, pobyt Jezusa na pustyni przywołuje także na pamięć Adama, nieposłusznego „syna Bożego", który po próbie i upadku utracił raj i znalazł się na pustyni; Jezus jako nowy Adam rozpoczyna natomiast od pustyni, pokonuje tę próbę i przyprowadza na nowo do raju zatraconego człowieka (zob. Łk 23, 43). Pokusy Jezusa przypominają te, które doświadczał na pustyni Izrael, ale w życiu Jezusa są to pokusy, które wiążą się z Jego decyzją przyjęcia chrztu, a więc stania się w pełni solidarnym z braćmi w posłuszeństwie wobec Ojca. Pokusy ukazują cenę wyboru, jakiego dokonuje Jezus, kiedy utożsamia się z człowiekiem pogrążonym w grzechu i śmierci. Decyzji Jezusa o staniu się w pełni solidarnym z braćmi w posłuszeństwie wobec Ojca przeciwstawia się pokusa innej formy walki na rzecz wyzwolenia człowieka, która polegałaby na zdobyciu władzy w celu czynienia dobra. Takie działanie zanegowałoby jednak wybór, którego dokonał, przyjmując chrzest, a tym samym byłoby sprzeczne z posłuszeństwem wobec Ojca! Ten tekst wzywa nas do refleksji nad naszym postępowaniem. Przypomina nam, że łatwo jest grzeszyć nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, że pragniemy dobra. Rozeznanie właściwej drogi postępowania nie zawsze jest czymś oczywistym i wiele razy z miłości do Chrystusa dokonujemy wyborów, które są wręcz przeciwne do Jego. W naszym życiu wystawieni jesteśmy na upadki i często upadamy. Opis pokus Jezusa wzywa nas do nawrócenia, abyśmy mogli być przez Niego usprawiedliwieni. Musimy też pamiętać, że za wybór życia płaci się całe życie. Pokus nie można przypisać jedynie do początkowego okresu życia Jezusa. Ono całe przepełnione było pokusami i walką aż do ostatniej chwili. Są dwa przeciwstawne sposoby bycia dzieckiem („Jeśli jesteś Synem..."): diabelski i Boski. Ten pierwszy polega na pragnieniu posiadania siebie, innych i Innego, kładąc ręce na życiu własnym i innych ludzi; drugi natomiast na przyjmowaniu wszystkiego jako daru od Ojca i przekazywania tego na Jego podobieństwo, powierzając własne życie w ręce innych. Pierwszy tworzy system oparty na przemocy i śmierci, drugi - na miłości i życiu. Podczas gdy ewangelista Marek w swoim dziele podkreśla, że Jezus jest nowym Adamem, który ponownie wprowadza człowieka do utraconej rzeczywistości raju, a ewangelista Mateusz ukazuje nam Jezusa jako twórcę nowego Izraela, Łukasz przedstawia Chrystusa w Jego paschalnym zwycięstwie nad szatanem. Zwycięstwo Jezusa dokonuje się przez wyrzucanie złych duchów, przez Jego cuda oraz w Jego męce. „Syn, w którym Bóg ma upodobanie" to Syn posłuszny wobec Jego słowa, który poprzez swoje posłuszeństwo pokonał zło i stworzył w historii świata przestrzeń wolną od władzy zła, w której wszyscy ludzie mogą zostać zbawieni. Te same pokusy, którym uległ Izrael, zamiast stać się nieuchronnym miejscem zatracenia, stają się teraz obietnicą zbawienia właśnie dzięki Temu, który je pokonał. Wróg, który działał w czasach Izraela, żyje i działa także we współczesnym Kościele. Jednak jego panowanie nad człowiekiem zostało złamane i pokonane przez Jezusa. W Nim osoba wierząca przechodzi przez wyłom i wkracza do dzisiaj zbawienia. Jezus, chociaż już raz zwyciężył, zwycięża także dzisiaj w wierze ucznia, który słucha Go, aby być zbawionym. Pokusy stanowią istotę codziennego życia chrześcijan. Są konieczną walką przeciwko złu i kosztem, jaki trzeba ponieść, aby czynić dobro. Mają jednakże również pozytywną wartość - są znakiem, że jest się na świecie, ale nie ze świata, oraz że przynależy się do Chrystusa Pana (zob. Hbr 12, 8; Jk 1, 2; 1 P 1, 6nn; 2 Kor 12, 10; Mt 5, 11n). Diabeł, który kusi człowieka, ma na początku tylko jedną możliwość -'może wykraść mu Słowo (Łk 8, 12), aby już nie słuchał Boga. Podobnie chce także kusić Jezusa. Ale kiedy ktoś jest posłuszny Słowu, wtedy ono zakorzenia się w jego sercu i przynosi owoce zbawienia. Z tej przyczyny diabeł kusi go potem, aby zniechęcił się i popadł w nieufność (Łk 8, 13). Skoro nie jest w stanie go zniechęcić, osłabić w Nim ducha, w drodze stara się stłamsić słowo Boga, pobudzając zatroskanie o bogacenie się i różne przyjemności, które czyni swoimi sprzymierzeńcami w walce o sprowadzenie człowieka na drogę nieposłuszeństwa (Łk 8, 14).
2. Interpretacja tekstu
w. 1: «Jezus pełen Ducha Świętego...». Na modlącego się po chrzcie Jezusa zstępuje pełnia Ducha Świętego i w tym Duchu zostaje On przyprowadzony na pustynię. Na niej właśnie formuje się naród, który wyszedł już z niewoli egipskiej, ale znajduje się jeszcze w drodze do ziemi obiecanej. To miejsce „już" a zarazem „jeszcze nie", miejsce nostalgii za przeszłością i braku nadziei na przyszłość, jałowe, suche, nienadające się do życia, gdyż jest we władaniu wroga (na pustyni każda rzecz staje się wrogiem!). Przez pustynię należy przejść, biorąc za przewodnika Słowo Boże i Jego wierność. Pustynia ze wszystkimi swoimi lękami i niebezpieczeństwami jest obrazem życia osoby ochrzczonej, którą prowadzi Duch Święty: „Ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi" (Rz 8, 14; zob. Ga 5, 18). Jezus jest pełen Ducha Świętego i „z Jego pełni otrzymaliśmy wszyscy łaskę po łasce" (J 1, 16). Duch Jezusa napełnia także nas, pozwalając nam iść razem z Nim tą samą drogą przez walkę ku zwycięstwu.
w. 2: «przez czterdzieści dni. Był tam kuszony przez diabla». Czas pobytu Jezusa na pustyni przywołuje 40 lat pobytu wędrówki przez pustynię ludu Izraela. Jest to obraz całego życia, w którym diabeł, zastawiając różne pułapki, chce nas oddzielić od Boga i od Jego obietnicy. „Synu mój, jeżeli przychodzisz służyć Panu, przygotuj się na doświadczenie", tak zaczyna się nauczanie Syracydesa (Syr 2, 1n). „Śmierć wdarła się na świat przez zazdrość diabła" (Mdr 2, 24). To on zasiał w sercu Adama podejrzenie i nieufność w dobrą wolę Boga, przywiódł go do nieposłuszeństwa i do zamknięcia się na Niego (Rdz 3). On jest głównym bohaterem istnienia zła. On jest bogiem tego świata (2 Kor 4, 4), księciem tego świata (J 12, 31; 14, 30; 16, 11), w którego rękach spoczywa wszelka władza na ziemi (141( 4, 6). Według Ap 13, 2, smok (diabeł) przekazał bestii (imperium rzymskie) „swoją moc, swój tron i wielką władzę". Zło może zakorzenić się w człowieku dzięki egoizmowi, a wzrasta na żyznym terenie nieufności, rodzącej się z kłamstwa i prowadzącej do niesłuchania Boga. Szatan, który od samego początku jest mordercą i kłamcą, pragnie zastąpić nam Boga i uczynić nas swoimi dziećmi (J 8, 44). Przeciw niemu Chrystus walczy i zwycięża. «potem poczuł głód». Pokusy używają jako przynęty trzech głównych dążeń i pragnień człowieka, które dotyczą kolejno relacji do rzeczy, do osób i do Boga. Przekonują, że świat nie może być przez nas przyjmowany jako dar, ale że gwarancją zadowolenia może być tylko posiadanie. Zachęcają do zdobycia praw własności do rzeczy, do panowania nad ludźmi i do podporządkowania sobie Boga i decydowania o tym, co jest Bożą wolą. Każdy grzech ma w sobie coś z grzechu Adama, który chce przywłaszczyć sobie dar, oddzielając go od Jego źródła.
w. 3: «Jeśli jesteś Synem Bożym...». Jezus przyszedł, aby żyjąc jako Syn, ukazać światu oblicze Ojca i dlatego w swojej misji doświadcza pokus, które dotyczą Jego ukazywania się światu jako Syn Boży. Pokusa nie neguje celu, ale dotyczy środków obranych dla jego realizacji. Jezus nie ukazuje się jako Syn przez dokonywanie cudów przynoszących korzyść Jemu samemu. Chleb jest podstawową potrzebą człowieka, jest znakiem życia. Jezus nie dostosowuje Boga do podstawowych potrzeb człowieka. W ten sposób ukazuje jak bardzo fałszywa jest alternatywa przeciwstawiająca człowieka i Boga. Czy Boga dostosować do potrzeb swego życia, czy też swoje życie do Boga? Chleb czy wola Boga? Człowiek czy Bóg? To przeciwstawienie Jezus odrzuca jako pierwszą pokusę. Z niej rodzą się wszelkie fałszywe religie, które poświęcają człowieka dla Boga, a także wszelki ateizm, który poświęca Boga dla człowieka. Przyjmując tę alternatywę, człowiek w każdym wypadku jest stracony, ponieważ traci swoją tożsamość, polegającą na byciu obrazem Boga. Źródło i zawór nie stoją wobec siebie jako alternatywa, ale razem stanowią ujęcie wody. Pierwszą i wciąż powracająca pokusą człowieka jest nieufność wobec tego, że jest on stworzeniem Boga i że wszystko, co może posiadać, otrzymuje od Boga jako Jego dar. Jest to pokusa uważania Boga za wroga i konkurenta.
w. 4: «Jezus mu odpowiedział: Napisano:... ». Jezus pokonuje pokusę, znajdując siłę w odwołaniu się do Pisma. W posłuszeństwie wobec słowa Bożego doświadcza się, iż pierwszym chlebem, źródłem życia, jest sam Bóg w swojej miłości. Słowo Boga nie jest alternatywą dla chleba, ale wręcz przeciwnie, jest jego początkiem. Podsunięcie fałszywego przeciw-stawienia wynikało z przebiegłości wroga, który chciał upadku człowieka. Jezus mówi: „Nie samym chlebem żyje człowiek", a to oznacza, że żyje on „także chlebem". Pierwszym i podstawowym chlebem jest jednak posłuszeństwo Bogu i zaufanie wobec Niego. Tylko stąd życie może czerpać światło i sens. Nie wyklucza to wcale innego chleba, ale następuje najpierw, jak cel jest przed środkami, a meta przed rozpoczęciem drogi. Ustalając ten priorytet, można pokonać diabelską alternatywę: Bóg albo człowiek. Człowiek pochodzi od Boga i jest dla Boga, ponieważ sam Bóg jest także dla człowieka i niczego mu nie odbiera, ale wręcz przeciwnie, daje mu wszystko, poczynając od samego istnienia. W ten sposób Jezus pokonuje kłamstwo, które stoi u początku podejrzliwości i nieufności, i na nowo przyprowadza człowieka na drogę posłuszeństwa. Kiedy następnie dokona rozmnożenia chleba (zob. Łk 9, 10n), nie ulegnie tej pokusie. On, słowo Boga, stanie się chlebem dla wszystkich nie przez przywilej czynienia cudu, ale przez solidarność z braćmi w posłuszeństwie wobec Ojca. Aby zapoznać się bliżej z biblijnym kontekstem tego kuszenia, warto porównać Pwt 8, 2-4; Wj 16, 2-9; Lb 11, 4-10; 1 Kor 10, 6. Po pokonaniu fałszywej alternatywy, określony zostaje cel, zasada i fundament, od którego pochodzi wszystko i ku czemu wszystko zmierza. Bóg i Jego słowo nie przeciwstawiają się człowiekowi, ale nadają sens wszystkim pozostałym rzeczom. Kiedy w modlitwie Ojcze nasz prosimy o chleb, uznajemy, że nasz powszedni chleb pochodzi od Niego, a nawet że On sam jest naszym chlebem i źródłem naszego życia.
ww. 5-7: «Następnie wyprowadził Go wysoko...». Ta pokusa dotyczy otrzymania Królestwa (wszystkie królestwa świata!) przez zdobycie władzy i zamianę myśli Bożej na dążenia człowieka. Królestwo należy się Synowi. Ale On zdobywa je nie dlatego, że lubi władzę, ale właśnie dlatego, iż jest od niej wolny. Władza wynosi Go aż na krzyż i tam On inauguruje swoje Królestwo (zob. Łk 23, 42n). Ta pokusa znowu dotyczy środków prowadzących do celu. W użytkowaniu środków wyraża się prawdziwa alternatywa - głupota lub poznanie Boga, bałwochwalstwo lub bojaźń Bo-ża. O głupocie można mówić, kiedy środki nie należą do natury celu, o bałwochwalstwie, kiedy same środki postawione są jako cel. Głupotą grzeszy się wtedy, kiedy nie pojmuje się, iż nasionko jest tej samej natury, co i drzewo, i kiedy nie umie się rozróżnić strategii działania szatana od strategii Boga. Święty Ignacy w medytacji o dwóch sztandarach (Ćwiczenia duchowne, 136-147; wyd. polskie: św. Ignacy Loyola, ćwiczenia duchowne, przeł. Jan Ożóg S1, Wydawnictwo WAM, Kraków 1996 - przyp. red.) podaje podstawowe kryterium, umożliwiające rozróżnienie mocy złego od mocy krzyża. Szatan działa, prowadząc od pragnienia bogactw do władzy i do pychy; Jezus natomiast prowadzi od pragnienia ubóstwa do uniżania się i pokory. Używanie środków nieprzyjaciela oznacza współdziałanie z nim, a jego celem jest to, aby człowiek zaczął używać środków, które służą złu. Grzeszy się bałwochwalstwem, kiedy środki stają się celem i stworzenia zajmują miejsce Boga. Bożek bowiem sam w sobie jest niczym (zob. 1 Kor 8, 4). Bałwochwalstwo pojawia się wtedy, kiedy absolutyzuje się jakąś rzeczywistość, nie zważając na Boga. Bożkiem może więc być prawo, porządek, własność, praca, produktywność, konsumpcja, przyjemność, dobrobyt, wolność, wiedza, partia, państwo, naród, Kościół, różne ideologie... Także i te dobre środki stają się negatywne, kiedy są absolutyzowane. Tworzą wtedy świat diabelskich wartości, ponieważ kiedy zostaną pozbawione swego celu, prowadzą ludzkie życie ku śmierci i bronią człowiekowi uczestnictwa w wolności Królestwa. Człowiek nigdy nie jest ateistą, jest jedynie bałwochwalcą, który absolutyzuje własne potrzeby z powodu strachu i tworzy w ten sposób świat tak bardzo różny od królestwa Boga! Dlatego szatan nie bez racji twierdzi, że wszystko znajduje się w jego rękach i może on dać to temu, kto pójdzie za jego radami. Człowiek, który utracił Boga, nie znajduje się w neutralnej strefie wolności i możliwości decydowania. Przestrzeń dzielącą go od Boga zapełnia swoimi lękami i potrzebami, które stają się jego bożkami i dążeniami, wokół których organizuje on całe swoje istnienie. Dzisiaj bardziej niż w czasach minionych mamy do czynienia z tą „kosmiczną" organizacją zła. Po wyeliminowaniu Boga, pustkę po Nim wypełniono smutkiem nicości oraz różnorakimi pożądliwościami, które nigdy nie będą mogły być zaspokojone, ale które podsycają się w nieskończoność. Człowiek, utraciwszy Tego, którego potrzebuje, absolutyzuje swoje potrzeby i czyni je niezastąpionymi bożkami. Środek, który stał się celem samym w sobie, przekręca każdą rzecz w jej dość zbliżone przeciwieństwo - prawdziwe w użyteczne, sprawiedliwe w korzystne, dobre w przyjemne, piękne w funkcjonalne, miłość w egoizm... życie w śmierć. Można dojść do tego, że jako cel postawi się nicość - zło absolutne w miejsce Boga! Popada się w nihilizm i fatalizm, wszelkie przeciwstawianie się temu ocenia się jako bezsensowne. Zło wydaje się konieczne, a nicość - nieunikniona. Można jeszcze co najwyżej szukać jak najmniejszego zła, ale zawsze się je popełnia, a ono nieustannie rośnie, aż zapełni swoją pustką każdą życiową przestrzeń.
w. 8: «Panu Bogu twemu będziesz oddawał hołd». Jedynie wtedy, kiedy człowiek oddaje się hołd Bogu, może pokonać sytuację zła. Człowiek jest tym, do czego się odnosi. Staje się swoim celem - tym, komu oddaje hołd. Jeśli boi się Boga i oddaje Mu hołd we wszystkich rzeczach, wtedy tworzy samego siebie jako obraz i podobieństwo Boga także we wszystkich rzeczach. Jeśli nie boi się i nie oddaje Mu hołdu, zatraca samego siebie w rzeczach, które adoruje i których się lęka. Początkiem mądrości jest bojaźń Pana (Ps 111, 10). Kiedy w modlitwie Ojcze nasz prosimy Boga, aby przyszło Jego królestwo i aby Jego imię było uświęcane, prosimy Go o zwycięstwo nad tą pokusą. Uwielbienie i bojaźń Boża - nie Boga instrumentalnego, ale prawdziwego Boga (zob. następne kuszenie!) - jest królestwem Boga na ziemi, ponieważ jest wolnością człowieka od wszelkich innych bożków. Odpowiedź Jezusa należy zestawić z Pwt 6, 13.
ww. 9-11: «Wtedy zaprowadził Go do Jeruzalem...». W Jerozolimie, sercu Ziemi Obiecanej, gdzie odbywa się ostateczna walka Chrystusa z szatanem, ujawnia się także ostatnia pokusa. Jest nią prowokacja Boga do uczynienia cudu, aby przekonać się, czy „aby na pewno Pan jest wśród nas?" (Wj 17, 7). Jest to zasadnicza pokusa w wierze, która polega na tym, że zamiast zaufać Jego obietnicom, wymaga się interwencji zgodnej z Jego obietnicą (zob. Ps 91, 11n), aby mieć pewność, że jest On prawdomówny! To najbardziej diabelska pokusa, zakamuflowana pod pozorem słusznych postulatów: Gdzie jest Bóg, twój Bóg?... Boże mój, Boże mój, dlaczego mnie opuściłeś (zob. Ps 42; 22 itp.). Ta pokusa wywraca do góry nogami relację człowieka do Boga. Zamiast być Jemu posłusznym, teraz ja, który już raz okazałem Mu swoje posłuszeństwo, domagam się, aby On był mi posłuszny. Najpierw ja uniżyłem się przed Nim, a teraz chcę, aby On uniżył się wobec mnie. Moja religijność i sprawiedliwość są środkiem do tego, aby wznieść się do Boga i zająć Jego miejsce. Jego słowo zamiast być prowokacją dla mnie, abym okazał swoje posłuszeństwo, staje się moją prowokacją wobec Niego, domagając się, aby On je wypełnił. Podobnie jak Adam w centrum wszystkiego stawiam zawsze moje ja, a wszystko (Bóg i Jego słowo) musi służyć dla mnie, dla mojego zbawienia. „Wybaw samego siebie" - to zdanie będzie tragicznym potrójnym refrenem tej pokusy, rzeczywistej i najbardziej absurdalnej ze wszystkich, które za-brzmią u stóp krzyża (Łk 23, 35. 37. 39). W głębi serca służy się Bogu po to, aby Nim się posłużyć dla własnych celów; prowokuje się Go w Jego obietnicy, ponieważ nie ufa się Mu. Prawdziwy Bóg jest traktowany tak samo jak bożek. Żyjący Bóg musi ugiąć się i być posłuszny w zaspokojeniu moich ludzkich potrzeb (zob. Pwt 6, 16; Wj 17, 1-17; Lb 20, 2-13; 1 Kor 10, 9; cud wody, kuszenie Ducha). Dietrich Bonhoeffer wskazuje dwa sposoby, którymi osoba wierząca może próbować kusić i prowokować Boga: a) Poprzez pewność lub religijną pychę: przyjmuję Bożą łaskę i Jego obietnicę, ale zapominam o Jego świętości i sprawiedliwości. Bóg jest dobry! Tak więc przywłaszczam sobie przebaczenie jeszcze przed popełnieniem grzechu, a z Jego dobroci czynię sobie pretekst dla mojej rozwiązłości (Jud 4). Jestem dzieckiem Boga; wraz z Chrystusem na krzyżu jestem bezpieczny, nie jestem narażony na niebezpieczeństwa i walkę! Mogę więc czynić wszystko, nawet to, co prowadzi do zatracenia! Wolność i łaska są parawanem dla grzechu; Jego świętość i sprawiedliwość zostają sprofanowane. Z tego korzenia wyrasta lenistwo w modlitwie, w posłuszeństwie wobec Słowa i w służbie braciom. Zanika we mnie bojaźń Boża. Praktycznie lekceważę Go, a On nie ma już żadnego wpływu na moje codzienne życie. Utwierdzam się w grzechu i obłudnej religijności. Dobry Bóg stał się bożkiem mojej fałszywej pobłażliwości wobec samego siebie, został ogołocony ze świętości. W ten sposób uświęcam i usprawiedliwiam swój własny grzech. Duchowa pycha doprowadziła mnie do wyzwania Boga na pojedynek i pokonania Go, używając Go jako potwierdzenie i usprawiedliwienie dokonywanego przeze mnie zła! b) Poprzez rozpacz i brak ufności w możliwość zbawienia: szanuję prawo, sprawiedliwość i świętość Boga. Tracę natomiast z oczu Jego obietnicę i jego łaskę. Żyję bez radości, ponieważ Boga nie było, nie ma i nie będzie przy mnie. Jest to pokusa krzyża. Mogę popaść w rozpacz, buntować się, przeklinać Boga, popełnić samobójstwo... albo postarać się o Jego dobroć poprzez świętość i sprawiedliwość, o którą zabiegam na przekór samemu Bogu przez autodestrukcję (przesadna asceza i aktywizm) bądź przez intensywne praktyki pobożnościowe, które mają mnie zapewnić, że Bóg jest przy mnie, ponieważ ja jestem z Nim.
w. 12: «Nie będziesz wystawiał na próbę Pana!» (Pwt 6, 16). Boga należy słuchać, a nie poddawać Go próbom. On nie musi ukazywać się w znakach, których domagam się z powodu mojego braku zaufania w Jego świętość lub ze względu na moje wątpliwości co do Jego dobroci. Moje życie może być ocalone jedynie wtedy, kiedy całkowicie będzie trwać w Nim, w Jego sprawiedliwości i łasce, w Jego dobroci, która ma moc uświęcania. Podczas gdy ja nie mogę usprawiedliwiać grzechu ani potępiać grzesznika, Bóg potępia grzech i usprawiedliwia grzesznika. W ten sposób objawia swoją dobroć i swoją świętość. O to prosimy Boga, mówiąc: „Bądź wola Twoja".
w. 13: «Gdy diabeł skończył Go kusić». Jezus dopełnia w sobie wszelkie pokusy, które mogą zamykać nas na Boga. Być może jest w tym miejscu pewna aluzja do Rdz 3, 6, gdzie Ewa dostrzega, że owoc z drzewa jest „dobry do spożycia" oraz „miły dla oka" i „nadaje się do tego, by zdobyć mądrość" (zob. trzy pożądliwości wymienione w 1 J 2, 16). Te trzy cechy owocu można zestawić z trzema rodzajami pokus, które pokonuje Jezus. On doświadcza całego zła człowieka i zwycięża je, tworząc w świecie przestrzeń wolności od Złego. «odstąpił od Niego aż do czasu». Cała działalność Jezusa zawarta jest pomiędzy walką z pokusami szatana w godzinie chrztu a czasem Męki, o którym Jezus mówi: „To jest wasza godzina i panowanie ciemności" (Łk 22, 53). Czas naszego zbawienia znajduje się między chrztem a krzyżem.
Przydatne cytaty: Ps 91; 95; Rdz 3; Pwt 8, 2-4; Wj 6, 2-8; Pwt 6, 13; Wj 32; Pwt 6, 6.
Tekst: wiara.pl; medytacja: Wons. Modlitwa Ewangelią; komentarz: S. Fausti, Wspólnota czyta Ewangelię według św. Łukasza, s. 105-111.
1 Niedziela Wielkiego Postu, rok C, 2025.03.09
8. Niedziela zwykła, rok C, 2025.03.02
I CZYTANIE1 Syr 27,4-7 Wypowiedzi człowieka ujawniają jego wartość
Czytanie z Mądrości Syracha
Gdy sitem się przesiewa, zostają odpadki, podobnie błędy człowieka przy jego ocenie. Piec poddaje próbie naczynia garncarza, a sprawdzianem człowieka jest jego wypowiedź. Jak o uprawie drzewa świadczy jego owoc, tak mowa o zamyśle serca człowieka. Nie chwal męża przed wypowiedzią, to bowiem jest próbą dla ludzi.
Oto słowo Boże.
PSALM RESPONSORYJNY
Ps 92 (91), 2-3. 13-14. 15-16 (R.: por. 2)
Refren: Dobrze jest śpiewać Tobie, Panie Boże.
Dobrze jest dziękować Panu, *
śpiewać Twojemu imieniu, Najwyższy,
rano głosić Twoją łaskawość, *
a wierność Twoją nocami.
Refren.
Sprawiedliwy zakwitnie jak palma, *
rozrośnie się jak cedr na Libanie.
Zasadzeni w domu Pańskim *
rozkwitną na dziedzińcach naszego Boga.
Refren.
Nawet i w starości wydadzą owoc, *
zawsze pełni życiodajnych soków,
aby świadczyć, że Pan jest sprawiedliwy, *
On moją Opoką i nie ma w Nim nieprawości.
Refren.
DRUGIE CZYTANIE
1 Kor 15, 54b-58
Przez Chrystusa zwyciężamy śmierć
Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian
Bracia:
Kiedy już to, co śmiertelne, przyodzieje się w nieśmiertelność, wtedy sprawdzą się słowa, które zostały napisane: «Zwycięstwo pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci, twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?» Ościeniem zaś śmierci jest grzech, a siłą grzechu Prawo. Bogu niech będą dzięki za to, że dał nam odnieść zwycięstwo przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa.
Przeto, bracia moi najmilsi, bądźcie wytrwali i niezachwiani, zajęci zawsze ofiarnie dziełem Pańskim, pamiętając, że trud wasz nie pozostaje daremny w Panu.
Oto słowo Boże.
ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ
Por. Flp 2, 15d. 16a
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Jawicie się jako źródło światła w świecie,
trzymając się mocno Słowa Życia.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
EWANGELIA Łk 6,39-45 Z obfitości serca mówią usta
39Jezus opowiedział uczniom przypowieść:
«Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj?
40Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wy-kształcony, będzie jak jego nauczyciel.
41Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? 42Jak możesz mówić swemu bratu: „Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego.
43Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało. 44Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. 45Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta».
MEDYTACJA STAWAĆ PRZED SOBĄ I BOGIEM W PRAWDZIE
O co proszę O serce wolne od obłudy i wrażliwe na prawdą.
Zwrócę najpierw uwagę na słowa, w których Jezus przestrzega mnie przed ślepym i bezkrytycznym ufaniem osobom ślepym na wartości wiary (w. 39). Im bardziej czuję się słaby i chwiejny w wierze, tym bardziej powinienem szukać doświadczonych kierowników życia duchowego. Będę pro-sił, aby Bóg stawiał na mojej drodze światłych przewodników życia..
Mądrego ucznia cechuje pokora i umiejętność słuchania. Dzięki temu będzie kiedyś jak jego nauczyciel, stanie się przewodnikiem dla innych (w. 40). Czy potrafię słuchać moich nauczycieli życia i z prostotą przyjmować ich napomnienia?
Jezus przestrzega mnie przed pychą i zarozumiałością, które sprawiają, że chętnie „naprawiam" życie innych, nie widząc poważnych słabości i grzechów własnego życia (ww. 41-42).
Jakie uczucia pojawiają się we mnie, gdy słyszę słowo Jezusa: „Obłudniku!" (w. 42). Czy i w sobie nie dostrzegam przejawów obłudy? Jakie są moje rozmowy o innych? Czy na osobistej modlitwie staram się rozmawiać z Bogiem o własnych zranieniach i grzechach, które najbardziej mnie bolą?
„Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo" (w. 44). Modlitwa jest najlepszą drogą do poznania siebie. Poproszę Jezusa, aby pomógł mi spojrzeć w prawdzie na główne owoce mojego dotychczasowego życia: dobre i złe. Mogę namalować sobie na kartce drzewo, które symbolizuje moje życie, i wypisać na nim owoce mojego życia: dobre i gorzkie. Na koniec po-proszę Jezusa, aby był moim przewodnikiem; wyznam Mu swoje oddanie i uległość.
KOMENTARZ
1. Przesłanie w swoim kontekście
„Przykazanie" z Łk 6, 36 streszcza całą wypowiedź o miłosierdziu, ukazując je jako jedyną drogę zbawienia. Wobec możliwych i łatwych przeinaczeń wezwanie do miłosierdzia zostaje teraz potwierdzone serią analogii. Kto naucza inaczej, jest ślepym przewodnikiem (w. 39), fałszywym nauczycielem (w. 40); kto postępuje inaczej, krytykując zło innych, a nie widząc własnego, jest obłudnikiem (ww. 41-42). Przedstawione w wersetach 27-38 przykazanie miłości miłosiernej jest jedyną drogą zbawienia, ponieważ pozwala nam stać się tym, kim jesteśmy: „dziećmi Najwyższego". Kto obniża wymagania, uważając je za zbyt wzniosłe, jest ślepcem prowadzą-cym na zatracenie. Kto uważa, że zna jakieś doskonalsze zasady postępowania, jest fałszywym nauczycielem, który uczy rzeczy równie wzniosłych, co nieprzydatnych. Inne rzekome drogi zbawienia, jakimi oprócz propozycji o charakterze religijnym mogą być też metody psychologiczne, systemy ekonomiczne czy polityczne, w rzeczywistości jedynie szkodzą człowiekowi. Miłosierdzie jest najwyższym dobrem, ponieważ jest taką miłością, która potrafi w realistyczny sposób poznać zło i wziąć je na siebie. Miłosierdzie uniemożliwia głupotę i zarozumialstwo w krytykowaniu innych. Krytykę należy prowadzić tylko wobec samych siebie, by poznać własne zło i ubóstwo własnego miłosierdzia. W ten sposób wchodzi się w posiadanie „dobrego skarbu" (w. 45). Uczeń żyje tym skarbem, którym jest doświadczana przez niego charis (łaska) Boga, jaką przekazuje innym. Jedynie serce nawrócone przez miłosierdzie i ku miłosierdziu może wybawić ze zła. Człowiek urodził się po to, by kochać, i poniósł porażkę, gdyż nie kocha: jego zasadnicze pragnienie nie może rozkwitnąć, bo jest zepsute. Miłosierdzie może je wyzwolić, bo potrafi ze zła wyprowadzić dobro. Skoro miłość Boga z nicości stworzyła wszystko, to Jego miłosierdzie wybawia wszystko od zła gorszego niż nicość.
2. Interpretacja tekstu
w. 39: «czy niewidomy może prowadzić... ». Niewidomy to ten, kto nie ma światła w oczach. Wypowiedź Jezusa o miłosierdziu jest centrum słowa Bożego i przewodnikiem człowieka (zob. w. 36; Ps 119, 105; 18, 29; Prz 6, 23). Kim jest ten niewidomy, który chce być przewodnikiem dla innych? W czasach Jezusa był to faryzeusz, który miał nadzieję na zbawienie dzięki swej wiedzy i doskonałemu przestrzeganiu Prawa. Dla Łukasza jest to chrześcijanin, który osądza, potępia, nie przebacza i nie daje. Jest to ktoś, kto nie doświadczył łaski, ale rości sobie prawo prowadzenia innych drogami sprawiedliwości. Można tu mówić zarówno o pojedynczych niewidomych, którzy chcą przewodzić wspólnocie, jak też o samej wspólnocie, która nie oświeca już świata, do którego została posłana, gdyż zamiast zbawiać go, osądza — jest światłem, które stało się ciemnością (Łk 11, 35), solą, która utraciła swą właściwość (Łk 14, 34). Cechą niewidomego jest to, że nie może poruszać się, choć jego narząd ruchu jest sprawny. Rzeczywistość obraca się przeciwko niemu i wyrządza mu zło. W ten sposób ten, kto nie doświadczył miłosierdzia, nie zna sensu życia i nie potrafi obrać właściwego kierunku. Porusza się na ślepo i zderza się z tym, co go otacza, zadając sobie ból. Jak światło było początkiem stworzenia, tak miłosierdzie jest początkiem ponownego stworzenia, które jest na tyle potężne, że przywraca dobro nawet temu, co jest złe. Fundamentalną ślepotę mamy wtedy, gdy nie uznajemy, że potrzebujemy miłosierdzia Ojca. Jan mówi: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu; ponieważ jednak teraz stwierdzacie: «Widzimy», trwacie w grzechu" (J 9, 41). Niewidomym jest uczeń, który nie doświadczył miłosierdzia Boga wobec siebie w Jezusie, opisanego w wersetach 27-38. Dlatego w jego działaniu nie ma miłosierdzia i on prowadzi na zatracenie siebie i tych, którzy wchodzą w zasięg oddziaływania jego zła. Niewidomymi są więc ci, którzy są „sprawiedliwi" według Prawa. Są niczym Paweł „nienaganny", który musi nawrócić się na łaskę Jezusa (Flp 3, 3-14). Powalony na ziemię i ociemniały otrzyma namacalny znak swej ślepoty wewnętrznej i swej potrzeby przewodnika (Dz 9, 8). W rzeczywistości nikt z nas nie może być przewodnikiem innego człowieka. Wszyscy jesteśmy niewidomi, pozbawieni łaski i źli. Do zbawienia prowadzi jedynie Mistrz miłosierdzia. On jest Prawdą, która zstąpiła pomiędzy nas i stała się naszą Drogą, prowadzącą do Życia. A tak jak lustro odbija słońce, tak każdy z nas może być światłem dla drugiego w takiej mierze, w jakiej dotkną do promienie miłosierdzia. Uczeń przyjmujący dobro i charis Boga w Jezusie potrafi dawać świadectwo „aż po krańce ziemi" (Dz 1, 8).
w. 40: «Uczeń nie jest większy od nauczyciela...». Jezus nauczył nas, co należy czynić. Natomiast uczeń zamiast iść za Jego słowem i przykładem, przez zapomnienie, głupotę i zarozumiałość, próbuje chodzić innymi drogami, które uważa za doskonalsze. Zmylony ciemnościami uważa, że jest oświecony. Ale wie, że jak księżyc nie może mieć więcej światła niż słoń-ce, tak i on nie może wiedzieć więcej niż Mistrz. Dla wspólnoty Łukasza to domniemane większe światło polegało być może na rzekomych objawieniach prywatnych czy wiedzy egzoterycznej, które mogły podawać się za alternatywy czy uzupełnienia oraz doskonalsze drogi zbawienia. Dziś człowiek tak jak wówczas jest specjalistą od wymyślania dróg zbawienia: duchowych, psychologicznych, ekonomicznych, politycznych i społecznych. Czasami tworzy sobie jakieś mieszanki, które łączą po trochu to wszystko. New Age istnieje zawsze, w każdej epoce! Jednakże to poszukiwanie jest puste i daremne, ponieważ zbawienie to nic innego, jak miło-sierdzie Ojca w ciele Jezusa. Jest to wydarzenie, a nie ideologia czy oświecenie! Cała reszta przyczynia się do zbawienia lub jemu przeszkadza w takiej mierze, w jakiej nosi lub nie pieczęć miłosierdzia. Najsilniejszą pokusą człowieka, który z konieczności szuka zbawienia, jest brak zaufania do Boga i poszukiwanie nowych dróg, właśnie dlatego że brakuje mu ufności. Pokusa „zbawienia siebie" i nieakceptowania zbawienia jako miło-sierdzia Ojca, który dokonuje zbawienia w rzeczywistej nędzy naszego życia, zostaje jak refren trzykrotnie powtórzona przez ludzi zwracających się do ukrzyżowanego Jezusa (1,1( 23, 35. 37. 39). Uczniem oświeconym jest ten, kto wie, co uczynił i powiedział jedyny Mistrz, i próbuje robić to samo. To ten, komu On umył nogi, stając się jego niewolnikiem miło-sierdzia. Mając świadomość tego, co uczynił mu jedyny Mistrz, teraz czyni to samo swoim braciom (J 13, 17), dając dar, który sam otrzymał, i od-bijając światło, które jego samego oświeciło. Werset ten wzywa nas, abyśmy dobrze poznali Mistrza i stali się uczniami dobrze przygotowanymi, podobnymi do Niego. Słuchając Jego słów, stajemy się niczym On, dziećmi Najwyższego. Trzeba bardzo uważać, aby nie dodawać niczego ani nie interpretować Ewangelii poza tym czy ponad to, co objawił Jezus. Chociaż czasami mogłoby się nam wydawać, że domaga się tego zdrowy rozum, w rzeczywistości jest to zwykła arogancja ucznia głupiego i zakłamanego. Powiedzenie Jezusa „uczeń nie jest większy od nauczyciela" nabiera w pełni znaczenia, kiedy uwzględni się, że w czasach Jezusa nauka nie oznaczała poszukiwania czegoś nowego - inaczej niż dzisiaj, kiedy od ucznia wymaga się, aby napisał coś więcej od tego, co sam otrzymał od swojego mistrza! - ale polegała na przekazywaniu tego, co dawne, na poznawaniu tradycji zawierającej mądrość zgromadzoną przez poprzedników. W takim przypadku nikt oczywiście nie zna przeszłości ponad to, co mu zostało przekazane. Odnosi się to zwłaszcza do poznania Boga, ponieważ to właśnie Jezus jako jedyny objawia Ojca, którego nikt nigdy nie widział (J 1, 18). Ileż desperackich i rozpaczliwych prób czyni człowiek, poszukując innych dróg zbawienia! Podobny jest do rozbitka na morzu, który daremnie czeka na szalupę ratunkową, a jednocześnie ignoruje i odsyła posyłane po niego helikoptery!
ww. 41. 42a: «drzazga - belka». Nawet jeśli nie rościmy sobie pretensji do tego, że wiemy coś więcej albo mniej, niż powiedział Jezus, istnieje pewien subtelny sposób bycia „fałszywym nauczycielem", polegający na tym, że powtarzając dokładnie to samo, co On powiedział, odnosimy treść Jego nauczania do innych, ale nie do siebie! Zamiast osądzać samych siebie (w. 42a), posługujemy się wezwaniem do miłosierdzia, aby osądzać innych, którym go brakuje (w. 41). Jest to błąd instynktowny i wspólny dla wszystkich. Bezpośrednim rezultatem jest tu naciśnięcie wyłącznika i zgaszenie światła miłosierdzia. Boże zbawienie zamienia się w potępienie innych przeze mnie, a zatem potępienie mnie, który właśnie dlatego że potępiam, okazuję się bez miłosierdzia! W ten sposób Słowo, które powinno zbawiać, wyrządza jedynie szkody, bo zamiast prowadzić mnie do nawrócenia, staje się ono dla mnie narzędziem odwetu wobec drugiego człowieka. Biblia jest księgą, która służy do bicia się w piersi, nie do bicia innych po głowie. Retoryczne i stanowcze pytania Jezusa odsłaniają śmieszność żądania. To tak jak gdyby w mroźną zimę ktoś całkowicie nagi, ale w czapce z nausznikami, zwracał się do kogoś w futrze i w czapce bez nauszników: „Nie jest ci zimno w takiej czapce?". Jeżeli ja, mając rację, „sprawiedliwie" osądzam brata, to zło, za które go potępiam, chociażby było bardzo poważne, jest drzazgą wobec zła wyrządzanego przez krytykowanie brata i osądzanie go. Kiedy krytykuję i potępiam, moje serce nie zna miłosierdzia - jestem złym i kolczastym drzewem o trujących i zgniłych owocach. Moje oko powinno być zawsze zwrócone na dziesięć tysięcy darowanych mi talentów, a nie na sto denarów, które ktoś mi jest winien (Mt 18, 23nn). Kiedy patrzę na mój dług, już nie jestem niewidomy, bo dostrzegam użyte wobec mnie miłosierdzie. Światło mojego oka jest wtedy w stanie oświecić także niewielką ciemność drugiej osoby. Ale jeżeli patrzę na zło drugiego, wraz z nim osądzam i potępiam siebie, ponieważ „jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą" (w. 38b; por. Mt 7, 2). Wtedy z mojej winy obydwaj wpadamy do rowu: ja - do rowu potępienia, on - do rowu bycia potępionym. Kiedy osądzam, jestem odpowiedzialny za zatracenie moje, ale także i brata, który nie znajduje miłosierdzia! Dzieje się tak jak z dłużnikami z Mt 18, 23nn: obydwaj kończą w więzieniu z powodu braku miłosierdzia wobec zadłużonego brata. Prawdziwym grzechem jest nie tyle popełniane zło, ile brak miłosierdzia. Moje osądzanie poważnej winy bez miłosierdzia jest zawsze o wiele cięższe niż sama wina. Kto widzi drzazgę innych, sam posiada belkę. A kto ma belkę w oku, jest martwy!
w. 42b: «Obłudniku...». Krytykę, w której posługujemy się prawdą, aby tryumfować nad innymi, trzeba zastąpić samokrytyką. W ten sposób odkryjemy, że tak samo jak inni potrzebujemy miłosierdzia. Ono uzdrawia nas ze ślepoty i sprawia, że jesteśmy w stanie usunąć drzazgę z oka brata w taki sam sposób, w jaki została usunięta belka z naszego oka. Miłosierdzie bowiem leczy zło innych i wybawia od własnego! Jeśli postępuję inaczej, nie poznałem Boga. Mam w oku belkę, która uniemożliwia mi widzenie. Jestem ślepcem pogrążonym w ciemnościach domniemanej sprawiedliwości bez przebaczenia. Jestem obłudnikiem! Słowem tym Jezus piętnuje wielki grzech: grzech Adama, który chciał zająć miejsce Boga; grzech faryzeusza, który szuka własnej chwały i samozbawienia. Obłuda nie polega na udawaniu, ale na poszukiwaniu we wszystkim pierw-szych miejsc i stawianiu siebie w środku wszystkiego. W ten sposób stawiamy swoje Ja w miejscu Boga. W teatrze greckim obłudnik to bohater odpowiadający chórowi. Ewangelista Łukasz podaje nam jaskrawe przed-stawienie tego grzechu u faryzeusza, który uważa się za sprawiedliwego - i taki jest! - i dziękuje Bogu... gardząc grzesznikiem (Łk 18, 9nn). Przytaczając tę przypowieść Jezusa, Ewangelista proponuje uczniowi, aby utożsamił się z faryzeuszem i razem z celnikiem uznał się za grzesznika, aby tak jak on wyszedł usprawiedliwiony przez Boże miłosierdzie. Werset ten zabrania krytyki i wyklucza ją jako sposób braterskiego upomnienia. Upomnę samego siebie, nie drugiego! Jedynym możliwym upomnieniem drugiego w taki sposób, by nie utwierdził się w złu, jest moje dobre oko przebaczenia i miłosierdzia. Ale to wszystko wynika ze znajomości mojego zła i z akceptacji, którą ofiaruje Bóg. Jeżeli druga osoba czuje, że jej przebaczono czy darowano, może chodzić. W przeciwnym razie zamyka się w złu, a ja za to odpowiadam. Także Mateusz przed upomnieniem braterskim (Mt 18, 15nn) stawia bezwarunkową akceptację (przypowieść o zaginionej owcy Mt 18, 12nn). Inne postępowanie to bycie niewidomymi przewodnikami innych niewidomych, którzy cedzą komara, a połykają wielbłąda (Mt 23, 24). Osądzać innych i usprawiedliwiać siebie to poważny grzech ślepoty, który uniemożliwia poznanie własnego zła i poznanie Boga. To podwójne poznanie możemy osiągnąć jedynie przez miłosierdzie. Od ucznia wymaga się, by pozbył się własnej belki, która przyprawia go o ślepotę. Nie może uważać się za sprawiedliwego, który nie potrzebuje miłosierdzia! W taki sposób złe drzewo zostaje uzdrowione u korzenia i wówczas jest w stanie usunąć drzazgę z oka brata. Nie za pomocą skomplikowanej operacji okulistycznej, ale po prostu swoim dobrym okiem: widzi dobrze i czyni dobrze, komunikując doświadczenie dobroci. Ja przebaczam drugiemu człowiekowi, tak jak i mnie przebaczono! Moje oko wobec drugiego jest takie samo, jak oko Boga wobec mnie! Ważne jest odnotowanie rzeczywistego paradoksu miłosierdzia: wielkość grzechu, jaki odkrywam w sobie, będzie zasługą do otrzymania Bożego miłosierdzia. Im kto jest większym grzesznikiem, tym bardziej zasługuje na miłość miłosierną. I jakim doświadczam Boga wobec siebie, takim jestem wobec drugiego.
1. Przesłanie w swoim kontekście
Wersety 39-42 mówiły o cechach fałszywych nauczycieli: ślepi na miłosierdzie (w. 39), pretensjonalni (w. 40), surowi sędziowie wobec innych i wyrozumiali wobec siebie (w. 41), uważają, że nie potrzebują przebaczenia (w. 42). Teraz jest mowa o drzewie, na którym wyrasta to zło. Jest nim serce człowieka, którego dobro czy zło poznaje się po owocach. Dobro lub zło owocu jest kryterium rozeznania dobra lub zła drzewa. Zostało to powiedziane nie po to, by nauczyć się oceniać i potępiać po uczynkach innych ludzi, ale siebie samych. W ten sposób staniemy się gotowi do przyjęcia przebaczenia Bożego i będziemy potrafili tak samo postępować z innymi. Nasze zło wobec innych jest brakiem miłosierdzia. Jest to zgniły pęd naszego złego drzewa. Fundamentalnym złem jest zaślepione oko, które nie widzi własnego zła i nie odczuwa potrzeby miłosierdzia. Niewidome oko jest obrazem serca pogrążonego w ciemnościach. Takie serce nie widzi dobra, wszędzie dostrzega zło i tak samo też postępuje: Ma dłoń napełnioną owocami o zapachu śmierci. Zachodzi ścisły związek między okiem, sercem i dłonią — początkiem dobrego lub złego postępowania jest serce pełne miłosierdzia lub puste; a początkiem miłosierdzia w naszym sercu jest oko, będące jego oknem, które dostrzega naszą nędzę i pozwala dotrzeć do naszego serca światłu. Początkiem dobra jest zatem nasze oko-serce otwarte na nasze zło i wzruszone otrzymanym miłosierdziem. Miłosierdzie wybawia od zła i stwarza dobro. Znałem człowieka głuchego na wszelkie złe słowo, który na wszystko, co dobre, miał bardzo wrażliwy słuch. Zło wygasało w nim, a dobro rozjaśniało go. Miał wrażliwość selektywną. Natomiast złe serce odczuwa tylko zło: dostrzega zło dziejące się wokół niego i wydaje owoce jeszcze gorszego zła; jest pasożytniczą ofiarą zła, a jednocześnie źródłem jego zwielokrotnienia. Największym wyzwaniem dla ucznia jest to, by uznać się za drzewo złe o zgniłych owocach. Taka szczerość pozwoli mu na to, by nie był niewidomy na własną ślepotę (por. J 9, 41). Kto szczerze postrzega siebie, dostrzega swoje zło i potrzebę miłosierdzia. Jest to jedyny warunek uzdrowienia. Jezus, miłosierdzie Ojca, dokonuje sądu, dzięki któremu niewidomi widzą, a widzący stają się ślepcami (J 9, 39). Przed Nim człowiek może odkryć swój grzech bez obawy i bez wstydu, ponieważ czuje, że mu przebaczono. Niewidomy, który został w końcu uzdrowiony, widzi swoją nędzę wypełnioną Bożym miłosierdziem. Poznaje siebie jako kogoś nieskończenie umiłowanego przez Boga i poznaje Boga jako Tego, który kocha nieskończenie. Poznaje siebie jako grzesznika i Boga jako swego Zbawiciela. Na zalążkach swoje-go kwiatostanu zła widzi zaszczepione dobre drzewo, które wyda dobre owoce. Uznanie swojego złego serca, które zgromadziło ogromny kapitał zła życia, to zaszczepienie, które czyni ze mnie dobre drzewo. To nawiązanie komunii z Tym, który przebacza, i z braćmi, którym dzięki temu ja też przebaczam. Tak więc ten fragment Ewangelii nawołuje do rozeznawania i uznania prawdy naszego kłamstwa przed Bogiem. Wzywa nas, abyśmy bez obawy wystawili przed Jego okiem naszą lękliwą nagość. Po naszych owocach śmierci możemy z łatwością uznać się za złe drzewo. Tym samym jesteśmy gotowi, aby przyjąć Jego przebaczenie, i akceptujemy jedyne dobre drzewo -drzewo miłosierdzia Ojca, którym jest krzyż Jego Syna, wydanego za nas. Poznanie mojego grzechu w tym świetle czyni mnie w końcu solidarnym z Ojcem i z braćmi.
2. Interpretacja tekstu
w. 43: «Nie jest dobre to drzewo...». Moje postępowanie wypływa z tego, kim jestem; owoc określa jakość drzewa. Jak figowiec nie musi wysilać się, aby zrodzić figi - nie może przecież wydać żadnych innych owoców! - tak i ja daremnie będę się wysilać, by wydać dobre owoce, jeżeli jestem zły. Problem w tym, jakim jestem drzewem. Istnieją bowiem drzewo uśmiercające i drzewo ożywiające. Kłamstwo węża sprawiło, że zjedzony został owoc z drzewa Bożej mocy (Rdz 3, 6nn), które stało się dla nas drzewem śmierci. Słowo prawdy wywyższone na krzyżu stało się dla nas drzewem życia leczącym z wszelkiego zła i dającym zawsze dobre owoce (Ap 22, 1n). Drzewu śmierci przeciwstawione zostaje drzewo życia. Ale paradoksalnie jest to jedyne drzewo, gdyż krzyż jest zarazem naszym grzechem i naszym miłosierdziem! Przedtem wydawało kwiaty zła i zgniłe owoce śmierci: lęk, wstyd popychający do ukrywania się, nagość, brak odpowiedzialności, panowanie oraz ciernie i osty - alienacja od Boga, od siebie, od innych i od rzeczy (por. Mk 7, 21nn; Rz 1, 29nn; Gal 5, 19nn). Teraz kwitnie łaską i miłosierdziem i wydaje owoce Ducha Pana, który wstąpił do nieba. Kto przygląda się drzazdze (karfos), nie ma takiego owocu (karpos). Gdyż tym owocem, który czyni nas podobnymi do Boga (por. ww. 35. 36), jest miłosierdzie. Jest ono udzielone temu, który widząc belkę we własnym oku i wiedząc, że jest niewidomy, woła o Boże miło-sierdzie dla siebie.
w. 44: «Każde drzewo poznaje się po jego owocach... ». Po moich uczynkach poznaję, czy jestem starym drzewem wydającym owoce śmierci. Oczywiście nie jestem drzewem „figowym" (zob. Łk 13, 6-9), drzewem, które daje cień dla domu: nie mam bowiem domu, gdzie mógłbym zamieszkać, dopóki przebywam poza Bożym miłosierdziem. Dla mnie Słowo padło między ciernie - troski, bogactwo i przyjemności (Łk 8, 14) - które uniemożliwiają mi życie Jego darem. Nie zamieszkuję Jego obietnicy, ale raczej żyję na mojej ziemi alienacji, która wydaje ciernie i cierpienia (Rdz 3, 18!). Przebywam jeszcze w świecie nieposłuszeństwa, w jego kryteriach i niepokojach. Na moich cierniach nie wyrosną figi. Nie wyrosną tez winogrona. Winogrona i wino przedstawiają pełnię daru ziemi obiecanej, dokonany akt zamieszkania w niej w pokoju, pracowitości, obfitości, miłości i radości. Winogrona nie mogą bowiem pochodzić z głogu. Ta przypowieść Łukasza nawiązuje do Mojżesza (Łk 20, 37; Dz 7, 30. 35). Krzew gorejący (Wj 3, 2) był miejscem objawienia się JHWH, które swój szczyt osiągnęło w darze Prawa. Zbawienia ostatecznego nie można jednak osiągnąć na drodze Prawa, bowiem objawia ono uczynki cielesne i zamiast dawać zbawienie, głosi zatracenie. Pełnię życia, symbolizowaną przez winogrona, zebrać można jedynie i obficie we krwi Chrystusa - jest ona całkowitym darem miłosierdzia Bożego, „nowym Przymierzem" (Łk 22, 20), gdzie wszyscy mogą poznać, kim jest Pan (Jr 31, 31-34). On bowiem jest „prawdziwym życiem" (J 15, 1nn) i tylko ten, kto jest z Nim złączony, może wydać owoc życia i radości, ponieważ „beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15, 5). Figi i winogrona - owoce mieszkańców ziemi Bożej - to dary Ducha Świętego, które wypływają nie z naszej sprawiedliwości, ale z jego łaski wobec nas i dojrzewają na drzewie Jego miłosierdzia, którym jest krzyż Jezusa. Werset ten prowadzi nas poprzez zbadanie naszych owoców do przyznania, że potrzebujemy zaszczepienia w nas „gałązki z pnia Jessego" (Iz 11, 1-10; 4, 2). Życie Bożym przykazaniem z wersetów 27-38, czyli wydawanie dobrych owoców, będzie naturalnym rezultatem tego zaszczepienia.
w. 45: «Dobry człowiek z dobrego skarbca swojego serca...». Początek dobra czy jego brak leży nie w rzeczach, ale w sercu. Jeżeli zostało ono uzdrowione, przyniesie owoce miłosierdzia i potrafi zło obrócić ku dobru. Jest bowiem wypełnione charis (łaska) Boga w Chrystusie i żyje tym skarbem, który jest „dobrym skarbem serca". W przeciwnym razie pozostaje kapitałem podłości, powiększanym przez doznane niesprawiedliwości i zwielokrotnianym przez dokonane. Życie staje się coraz bardziej podziałem dywidend zła, które narasta geometrycznie; każdy otrzymuje w nim swoje akcje, udziały i odsetki. Także i tu nie chodzi o to, aby przynosić dobre owoce w miejsce złych. Moje serce rzeczywiście rodzić może jedynie głóg i ciernie. Chodzi o to, by w miejsce serca kamiennego przyjąć serce cielesne (Ez 36, 26), w którym jest zapisane Boże prawo miłosierdzia (Jr 31, 33n). «jego usta mówią przecież to, czym jest przepełnione serce». Pierwszym owocem serca są nie uczynki, ale słowa. Usta poprzedzają rękę, a słowo uprzedza czyn, czyniąc go nieludzkim, ludzkim lub Bożym. Słowo miłosierdzia powinno wejść przez ucho do serca i uzdrowić je. Wówczas będę mieć dobre oko i dobre słowo i przyniosę owoce miłosierdzia. Język jest niczym ster człowieka i przewodzi wszystkim jego relacjom. Może ożywiać albo uśmiercać, a zabija bardziej niż miecz. Dzięki niemu człowiek porozumiewa się z innymi i przyjmuje ich lub wznosi mur i odrzuca (Jk 3, 1 - 4, 12).
Tekst: wiara.pl.; medytacja: Wons. Modlitwa Ewangelią; komentarz: S. Fausti, Wspólnota czyta Ewangelię według św. Łukasza, s. 209-212.214-216.
8. Niedziela zwykła, rok C, 2025.03.02
7. Niedziela zwykła, rok C, 2025.02.23
I CZYTANIE 1 Sm 26, 2. 7-9. 12-13. 22-23 Dawid oszczędza Saula
Czytanie z Pierwszej Księgi Samuela
Saul wyruszył ku pustyni Zif, a wraz z nim trzy tysiące doborowych Izraelitów, aby wpaść na trop Dawida na pustyni Zif.
Dawid wraz z Abiszajem zakradli się w nocy do obozu; Saul właśnie spał w środku obozowiska, a jego dzida była wbita w ziemię obok głowy. Ab-ner i ludzie leżeli uśpieni dokoła niego. Rzekł więc Abiszaj do Dawida: «Dziś Bóg oddaje wroga twojego w twe ręce. Teraz pozwól, że przybiję go dzidą do ziemi, jednym pchnięciem, drugiego nie będzie trzeba». Dawid odparł Abiszajowi: «Nie zabijaj go! Któż bowiem podniósłby rękę na pomazańca Pańskiego, a nie poniósł kary?»
Wziął więc Dawid dzidę i bukłak na wodę od wezgłowia Saula i poszli sobie. Nikt ich nie spostrzegł, nikt o nich nie wiedział, nikt się nie obudził. Wszyscy spali, gdyż Pan zesłał na nich twardy sen.
Dawid oddalił się na przeciwległą stronę i stanął na wierzchołku góry w oddali, a dzieliła go od nich spora odległość.
Wtedy Dawid zawołał do Saula: «Oto dzida królewska, niech przyjdzie który z pachołków i weźmie ją. Pan nagradza człowieka za sprawiedliwość i wierność: Pan dał mi ciebie w ręce, lecz ja nie podniosłem ich przeciw pomazańcowi Pańskiemu».
Oto słowo Boże.
PSALM RESPONSORYJNY
Ps 103 (102), 1b-2. 3-4. 8 i 10. 12-13 (R.: por. 8a)
Refren: Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia.
Błogosław, duszo moja, Pana, *
i wszystko, co jest we mnie, święte imię Jego.
Błogosław, duszo moja, Pana *
i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach. Refren.
On odpuszcza wszystkie twoje winy *
i leczy wszystkie choroby.
On twoje życie ratuje od zguby, *
obdarza cię łaską i zmiłowaniem. Refren.
Miłosierny jest Pan i łaskawy, *
nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy.
Nie postępuje z nami według naszych grzechów *
ani według win naszych nam nie odpłaca. Refren.
Jak odległy jest wschód od zachodu, *
tak daleko odsuwa od nas nasze winy.
Jak ojciec lituje się nad dziećmi, *
tak Pan się lituje nad tymi, którzy cześć Mu oddają. Refren.
DRUGIE CZYTANIE
1 Kor 15, 45-49 Chrystus nowy Adam
Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian
Bracia:
Stał się pierwszy człowiek, Adam, duszą żyjącą, a ostatni Adam duchem ożywiającym.
Nie było jednak wpierw tego, co duchowe, ale to, co ziemskie; duchowe było potem. Pierwszy człowiek z ziemi – ziemski, Drugi Człowiek – z nieba. Jaki ów ziemski, tacy i ziemscy; jaki Ten niebieski, tacy i niebiescy.
A jak nosiliśmy obraz ziemskiego człowieka, tak też nosić będziemy obraz Człowieka niebieskiego.
Oto słowo Boże.
ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ
J 13, 34
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali,
tak jak Ja was umiłowałem.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
EWANGELIA Łk 6,27-38 Przykazanie miłości nieprzyjaciół
27Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; 28błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. 29Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie broń mu i szaty. 30Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. 31Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie.
32Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to należy się wam wdzięczność? Przecież i grzesznicy okazują miłość tym, którzy ich miłują. 33I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to należy się wam wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. 34Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to należy się wam wdzięczność? I grzesznicy pożyczają grzesznikom, żeby tyleż samo otrzymać.
35Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. 36Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. 37Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. 38Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie».
MEDYTACJA PRZEBACZYĆ KRZYWDZICIELOM
O co proszę: O serce wolne od urazy i zdolne przebaczyć każdą krzywdę.
Słowa Jezusa z Ewangelii są bardzo wymagające. Dlatego na początku poproszę o duchową moc i męstwo potrzebne do przyjęcia Jego wezwania.
Pomyślę w sercu o wszystkich, których bardzo kocham, którzy obdarzają mnie czystą miłością i z którymi najchętniej przebywam. Powierzę ich Bogu i podziękuję za ich przyjaźń.
Wsłucham się uważnie w słowa Jezusa o miłości nieprzyjaciół (ww. 31-36). Czy nie przebywam jedynie w gronie wybranych, którzy dają mi poczucie bezpieczeństwa?
Co czuję, gdy słyszę słowa Jezusa: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą" (w. 27)? Czy nie ma we mnie wewnętrznego oporu? Powiem Jezusowi o moich odczuciach.
Przywołam na pamięć, wszystkich, których nie lubię, nie akceptuję i niechętnie z nimi przebywam. Kto to jest? Wymienię ich po imieniu przed Bogiem. Jakie uczucia najbardziej przeszkadzają mi ich kochać?
Spróbuję wypowiedzieć krzywdy, zranienia i cierpienia, których doświadczam od moich nieprzyjaciół. Czy potrafię im przebaczyć?
Będę prosił Jezusa, aby pomógł mi przekraczać doznane zranienia i krzywdy. Zawierzę Mu wszystkich moich krzywdzicieli. Odmówię w ich intencji swoją ulubioną modlitwę.
KOMENTARZ
1. Przesłanie w swoim kontekście
W błogosławieństwach-lamentach widzieliśmy postępowanie Boga, który obdarza ubogich łaską i miłosierdziem. Teraz przyjrzymy się postępowaniu ludzi, którzy przyjęli Jego łaskę i miłosierdzie. W ślad za każdym nakazem idzie wskazówka, która mówi, jak ukochał mnie Bóg w Jezusie. Są to słowa ściśle autobiograficzne. On sam jako pierwszy wykonał to, co powiedział. Fragment ten ma za zadanie przypomnieć, jak Bóg mnie kocha, żebym uznając się za grzesznika obdarowanego łaską, uczynił z tej łaski źródło mojego nowego życia. Zatem fragment ten objawia, kim jest dla mnie Bóg, kim ja jestem dla Niego i kim mam być dla innych. Po pierwsze, pozwala mi poznać, kim Bóg jest dla mnie. W Jezusie objawia mi się oblicze Boga, który mnie kocha, gdy ja jestem Jego nieprzyjacielem; wyświadcza mi dobro, gdy ja Go nienawidzę; błogosławi mnie, gdy ja Go przeklinam; wstawia się za mną, gdy ja Go morduję. Dla mojego zbawienia jest gotowy wycierpieć ode mnie wszelkie zło; ja Go odzieram, a On okrywa moją nagość; udziela mi nawet tego, o co nie śmiem prosić, i nie żąda zwrotu tego, co mu ukradłem. Zaprawdę Jego miłość do mnie kazała Mu zrobić o wiele więcej niż dwa tysiące kroków - pokonał nieskończoną drogę! On z wyrozumiałością zstępuje w przepaść mojego grzechu. Po drugie w tej miłości do mnie objawia mi, kim ja jestem dla Niego. Choć jestem Jego nieprzyjacielem, nienawidzę Go, złorzeczę Mu, zapieram się Go, zwalczam, odzieram, okradam, On obdarza mnie swoją miłością. Na mnie, który przyjmuję taką postawę, wylewa swoją miłość i obdarowuje mnie łaską swojego miłosierdzia. Poznać Boga w Duchu Świętym to doświadczyć i poznać miłość Bożą do mnie, grzesznika, która objawia się w Chrystusie. Oto czym jest zbawienie. Dopiero po trzecie słowa te objawiają mi, kim mam być dla innych - mam być bratem, tak jak Jezus, który jest Synem Jego i mojego Ojca. To, co On uczynił dla mnie, staje się nakazem, żebym był tym, kim jestem. Oblicze Chrystusa-Syna to moje prawdziwe oblicze. Z homo homini lupus (`człowiek człowiekowi wilkiem') staję się homo homini Deus (`człowiek człowiekowi bogiem') - jak On. Takie jest moje powołanie. Jego miłość wzywa mnie i uzdalnia do tego, by razem z Nim stawać się dzieckiem Bożym. W miarę, jak poznaję Jego oblicze, przemieniam się na ten sam obraz do coraz większej chwały, zgodnie z działaniem Jego Ducha (2 Kor 3, 18). W tych słowach widzę z jednej strony Boga, który objawia się jako miłość w swoim Synu, Jezusie; z drugiej strony widzę w nich dzieje moje i każdego, kto uzdrowiony z nieprzyjaźni wobec Boga jest wezwany do uzdrowienia z nieprzyjaźni wobec innych ludzi. Mowa Jezusa skierowana jest do uczniów. Jest to katecheza na temat sedna życia chrześcijańskiego: miłości miłosiernej, jedynej miłości możliwej w świecie zła, jedynej siły zdolnej zwyciężyć zło. Miłość nieprzyjaciół jest właściwa tylko i jedynie temu, kto poznał Boga w Duchu Jezusa, Syna. Ta miłość rozciąga się na wszystkich ludzi i objawia istotę Boga. Fragment dzieli się na cztery polecenia: „miłujcie", „dobrze czyńcie", błogosławcie" i „módlcie się" za waszych nieprzyjaciół (ww. 27-28), po których następują cztery rozwinięcia mówiące o tym, jak pokonywać dobrem zło (ww. 29-30). Kończy się ogólnym przykazaniem miłości: Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, tak wy im czyńcie" (w. 31). Zakłada się, że słuchacze to osoby wierzące, które już zrozumiały i przyjęły Królestwo. Jest to centralny punkt słuchania przez nich, punkt odniesienia ich wiary - wezwani do daru nowego życia, oczyszczonego i zdolnego rozwijać się (odpowiednio 5, 1-11; 5, 12-16; 5, 27-32; 5, 33 - 6, 5; 6, 6-11), współbiesiadnicy Chrystusa uzdolnieni przez Boga do postępowania jak On (odpowiednio Łk 5, 27-32; 5, 33 - 6, 5; 6, 6-11) teraz zgadzają się na Jego działanie jako na fundament i źródło własnego życia. Jest to nowe życie w Chrystusie, życie w Duchu Syna, jakim żyje chrześcijanin w stosunku do „świata" i do tych, którzy jeszcze nie wiedząc, że są jego braćmi, uważają go za nieprzyjaciela. Taka miłość nieprzyjaciół jest bronią, dzięki której wierzący zwycięża świat. Jest też głównym środkiem rozprzestrzeniania chrześcijaństwa (o wiele skuteczniejszym niż wszystkie krucjaty, które wywoływały przeciwny efekt). Moje ociąganie się w stosunku do tego słowa Pana pokazuje mi mój grzech i moją potrzebę przebaczenia - pokazuje mi jak bardzo jestem jeszcze Jego nieprzyjacielem i muszę doświadczyć Jego przebaczenia.
2. Interpretacja tekstu
w. 27: «Lecz wam, którzy słuchacie, mówię». „Lecz" zakłada, że teraz Jezus zwraca się już nie do bogatych, o których mówił tuż przedtem, ale do „nędzarzy" z wersetu 20., których tutaj nazywa „wy, którzy słuchacie". Ubóstwo zostaje połączone z postawą słuchania i jest przeciwstawione bogactwu. Jak ubóstwo czyni słuchaczami, a słuchanie czyni ubogimi, tak bogactwo zagłusza, a głuchota prowadzi do wszelkiego rodzaju bałwochwalstwa, spośród którego pierwszym jest bałwochwalcza cześć wobec dóbr. Zaimek „wy" odnosi się do apostołów, wielkiego tłumu uczniów i mnóstwa ludu słuchającego (w. 17-18) - do wszystkich, którzy przyjmują Królestwo i są wezwani do tego, by stawić czoło prześladowaniom, nienawiści, wygnaniu, zniewagom i oszczerstwom z powodu Syna Człowieczego. «wam mówię». Jest to uroczysta deklaracja Jezusa, Kyriosa, samego Pana, który mówi (por. w. 46). «Miłujcie waszych nieprzyjaciół». Jezus wzywa, aby miłować nieprzyjaciół, czynić dobrze, błogosławić i modlić się za nich. Przykazanie miłości odnosi się przede wszystkim do nieprzyjaciół. Pierwszorzędnym doświadczeniem chrześcijanina jest to, że został umiłowany przez Boga, gdy był jeszcze Jego nieprzyjacielem (Rz 5, 6-11). Nie ma tu mowy o miłości wzajemnej czy o przyjaźni (filia). Nie chodzi o egoistyczne odwzajemnienie interesownego uczucia ani nawet tylko o od-powiedź na agape, czyli na miłość, która wyraziła się jako pierwsza, bez odwzajemniania i bez zastrzeżeń, aż po wydanie za nas swego życia. Miłość nieprzyjaciela jest z konieczności agape, czyli taką samą bezinteresowną miłością, jaką Bóg obdarza nas. Jan mówi, że miłość polega na tym, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale On jako pierwszy nas umiłował i wydał za nas swojego Syna (1 J 4, 10). W tym darze „rozpoznajemy i wyznajemy" prawdziwe oblicze „Boga, który jest miłością" (por. 1 J 4, 16). Miłość nieprzyjaciół jest sprawdzianem, czy rzeczywiście pochodzi-my od Niego. Kto nie miłuje nieprzyjaciela, nie zna Boga. Miłość nieprzyjaciół jest sednem praktycznym chrześcijaństwa, które gdzie indziej wyraża się jako „przebaczenie" (por. w. 36-38; Mt 6, 11n. 14n; 18, 21-35). Miłosierna miłość potrafi wszystko przebaczyć i wziąć na siebie wszelkie oddalenie. Jest to miłość „stwarzająca ponownie", silniejsza od tej miłości, która wszystko stworzyła. Nie tylko sprawia dobro tam, gdzie go nie ma, ale nawet tam, gdzie jest jego przeciwieństwo; potrafi tworzyć wartość i dobroć tam, gdzie brak wartości i panowanie zła. Jeżeli miłość niejako rodzi dziecko, to przebaczenie wskrzesza z martwych. Taka miłosierna miłość pokazuje czy naprawdę przyjęliśmy Boże zbawienie. Kto nie przebacza, temu nie będzie przebaczone (Mt 6, 15). Miłość nieprzyjaciela oznacza nienawiść nieprzyjaźni i grzechu. Jezus miłuje grzeszników, gdyż nienawidzi grzechu i zna zło, jakie z tego powodu spotyka złoczyńcę, który jest pierwszą ofiarą. My przeciwnie: oburzamy się na złoczyńcę i nienawidzimy go, ponieważ jesteśmy współwinni i współzawodniczymy w złu. Kochamy zło, a nie znamy dobra. Jeśli nie przebaczamy nieprzyjacielowi i nie kochamy go, to znaczy, że jeszcze nie poznaliśmy przebaczenia i zbawienia. Jeżeli nie miłujemy naszych nieprzyjaciół, jesteśmy wrogami na-wet samego Boga, który kocha ich jako swoje dzieci - dzieci będące w potrzebie! Ignorując nieprzyjaciela czy uważając go za obcego, odcinamy się od Boga, który jest miłosierdziem. Terminem nieprzyjaciel określany jest w tym tekście człowiek niewierzący. Wersety 27-30 mówią o relacji wspólnoty chrześcijańskiej z resztą świata. Ale można też przyjąć, że termin nieprzyjaciel oznacza tu każdego człowieka. Nieprzyjaciel to ten drugi, którego po grzechu instynktownie postrzegam w ten sposób albo dlatego że mi wyrządza zło, albo dlatego że nie dzieli się ze mną swoim dobrem, albo dlatego że nie ma nic, co mógłby mi dać. Nieprzyjaźń wynika w rzeczywistości z egoizmu, który sprawia, że patrzę na drugiego w od-niesieniu do mnie jako na kogoś, kto „mi" szkodzi albo nie chce „mi" służyć, albo nawet nie może „mi" służyć. Nie uważam go za mojego brata, ale za mój piedestał. Sam Bóg został przedstawiony człowiekowi jako nieprzyjaciel i jest to podstawowe kłamstwo, które uczyniło nas nieprzyjaciółmi dla siebie nawzajem i nieprzyjaciółmi samych siebie. Ewangelia zakłada, że rzeczywistą sytuacją człowieka jest nieprzyjaźń i zatracenie, gdzie każdy myśli „tylko o sobie" ze szkodą dla innych. Tutaj Jezus mówi: „miłuj nieprzyjaciela", a gdzie indziej: „miłuj swego bliźniego" (Łk 10, 27). Naszym pierwszym konkurentem jest „bliźni", czyli ten, który jest nam najbliższy. Daleki nieprzyjaciel jest zazwyczaj mniej wstrętny niż bliski bliźni! Rozdziały 3 - 11 Księgi Rodzaju, kreśląc główne linie dziejów ludzkości, ukazują sytuację człowieka jako określoną przez wzajemną wrogość. Regres ku coraz gorszemu złu może zostać przerwany jedynie przez przebaczenie drugiemu człowiekowi, tak jak Bóg przebaczył nam w Chrystusie (Ef 4, 32). Miłość nieprzyjaciela, czyli „przebaczenie", to Duch Święty, który stwarza na nowo utracony świat. Człowiek żyje lub umiera dzięki przebaczeniu, jakiego drugi mu udziela lub odmawia. Być przyjętym bezwarunkowo to warunek, aby człowiek mógł być wolny i mógł podnieść się ze zła. «Dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą». Miłość to nie tylko postawa wewnętrzna miłosierdzia. Każda miłość wyraża się bardziej w uczynkach niż w słowach i polega na dzieleniu się z innymi własnymi dobrami i sobą samym. Jak nie ma wiary bez uczynków, tak nie ma miłości nieprzyjaciela bez kreatywnego działania. Bardzo trud-no jest czynić „dobro" nieprzyjacielowi. Nie chodzi tu o dobro jakiekolwiek, chociażby z zaciśniętymi zębami, które go zdenerwuje i wykaże naszą wyższość nad nim. W takim znaczeniu prawdą jest, że najgorsza zemsta to przebaczenie! Chodzi natomiast o dobro będące dobrem „dla niego", nie dla nas. Jeżeli dobro, które czynimy nieprzyjacielowi, rodzi się z moralizmu, prowadzi do jego zatwardziałości i do naszego głupiego zachwytu. A miłość, tak jak potrafi dać nowe serce, potrafi dać również nowe oczy i rozum, które będą w stanie rozeznać w Duchu, co jest dobrem dla drugiego.
w. 28: «Błogosławcie tych, którzy was przeklinają». Bóg nie tylko nas umiłował i obdarzył dobrem, gdy byliśmy Jego nieprzyjaciółmi, ale nawet nam pobłogosławił. Boże „błogosławienie" jest w rzeczywistości Jego „dawaniem dobra", ponieważ On „powiedział" i „stało się" (zob. Rdz 1). My mówimy dobrze o Nim, czyli „błogosławimy Go" właśnie wtedy, gdy widzimy Go, jak nam „udziela wszelkiego dobra" pomimo całego naszego myślenia czy mówienia źle o Nim. Nasze błogosławienie Boga jest odpowiedzią na Jego miłosierdzie wobec nas. W Biblii błogosławieństwo jako takie dotyczy tylko Boga, ponieważ od Niego pochodzi wszelkie dobro. Błogosławieństwo człowieka jest odpowiedzią uwielbienia i dziękczynienia. Jak błogosławimy Boga, tak teraz błogosławimy również nieprzyjaciela. Ponieważ to nieprzyjaciel udziela nam najwyższego dobra, polegającego na tym, że możemy być tacy jak sam Bóg, który kocha nieprzyjaciół! Największe dobro pochodzi właśnie od nieprzyjaciół! Pozwala nam to zrozumieć, dlaczego Bóg może tolerować świat, w którym panuje zło, i jak ten świat jest miejscem największego dobra. «módlcie się za tych, którzy was oczerniają». Tego, który poniża nas i wyrzeka się przed ludźmi, my wywyższamy i przyznajemy się do niego przed Bogiem. Tego, który przedstawia nas w złych słowach przed ludźmi, my ogarniamy dobrymi słowami przed Bogiem. Przed Nim mówimy dobrze i wstawiamy się za tymi, którzy mówią o nas źle i oczerniają nas. Tak nas nauczył Pan, postępując w ten sposób wobec nas jako pierwszy, kiedy modlił się do Ojca za tych, którzy Go krzyżowali (Łk 23, 34). Tą modlitwą Pan Jezus nas zbawił. Także i my, kiedy postępujemy tak samo, jesteśmy włączeni w Jego dzieło zbawienia skierowane do wszystkich. Modlitwa za nieprzyjaciela jest najwyższym poziomem miłości, która przechodzi przez ręce („czyńcie") i usta („błogosławcie"), by dosięgnąć serca („módlcie się"). Modlitwa za nieprzyjaciół wymaga prawdziwie czystego serca, bo przed Bogiem nie można kłamać.
w. 29: «kto cię uderzy w policzek..». Nieprzyjaciel, oprócz tego, że cię rani na duchu (nienawiść, złorzeczenie, szkalowanie), rani także twoje ciało, tak jak to było w przypadku Jezusa (Łk 22, 63-65; Iz 50, 6). Jego odpowiedzią na ten gwałt było dobrowolne przyjęcie go. Zła nie zwycięża się odwzajemnianiem zła. W ten sposób można je tylko zwielokrotnić. Zło zwycięża się dobrem (Rz 12, 21), kiedy jest się gotowym cierpieć dalsze zło, aby tylko go nie wyrządzać. Jest to jedyna siła zdolna przezwyciężyć zło. Sprawiedliwy uważa za „obowiązek" znoszenie niesprawiedliwości. „Jak po dniach nastają noce, tak zło następuje po dobrych uczynkach" (Marek Asceta). Najwyższą ceną dla tego, który czyni dobro, jest stwierdzenie swojej nieskuteczności i porażki. Na tym polega zgorszenie-zwycięstwo Krzyża. Jezus całkowicie zdaje się na Boga i czyni dobro całkowicie bezinteresownie, w posłuszeństwie i miłości do Ojca. W ten sposób jest w stanie ponieść całe zło, a nawet śmierć i uznawać to za „łaskę" (1 P 2, 19). «temu, kto ci zabiera płaszcz...». Zło przejawia się zawsze jako odarcie z tego, co potrzebne i konieczne zewnętrznie i wewnętrznie: „płaszcz i ubranie". Jezus niczego nie zatrzymuje zazdrośnie dla siebie. Dla nas ogołocił się ze wszystkiego i przyoblókł nas swoją nagością (Łk 23, 34b). Jesteśmy wezwani przynajmniej do tego, by „nie uniemożliwiać" tego ogołocenia naszym odrzuceniem.
w. 30: «Dawaj każdemu, kto cię prosi... ». Bóg jest miłością i daje każdemu, kto wyciąga rękę i prosi. jest to dar absolutny, bez zastrzeżeń czy zwracania uwagi na zasługi. Jezus oddał samego siebie „za mnie" (Gal 2, 20; 1 Tm 1, 15), grzesznika. W przeżywaniu tego daru zakorzenia się nasza umiejętność dawania każdemu. Cena życia to bezinteresowność. «i nie dopominaj się zwrotu od tego, kto bierze twoją własność». Bóg daje nie tylko temu, kto prosi. Daje całego siebie także Adamowi, który chciał wykraść Mu tylko podobieństwo! Jeżeli grzech Adama polegał na wykradzeniu tego, co było darowane, to zwycięstwem Chrystusa było oddać o wiele więcej niż to, co zostało skradzione - dobrowolnie oddał się w ręce tych, którzy Go pojmali (Łk 9, 44). Z takiego to powodu nie domagamy się tego, co zostało nam odebrane.
w. 31: «Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, tak wy im czyńcie». Moje prawa względem innych zostają przekształcone w moje obowiązki wobec nich. Jest to ogromna rewolucja - przejście od egoizmu do miłości. Wszyscy są uwrażliwieni na siebie i na swoje prawa. Nieliczni są wrażliwi na innych i na ich prawa do tego stopnia, by czynić z nich własne obowiązki! Jest to złota zasada, która jako zasada ogólna streszcza wszystko, co dotychczas zostało powiedziane. Znano już formę negatywną: „Nie czyń drugiemu tego, co tobie niemiłe. W tym zawiera cię całe Prawo: wszystko ponad to jest komentarzem" (Hillel – rabin z I wieku przed Chr., którego interpretacja Pisma była uważana za „łagodną” w odróżnieniu od interpretacji rabina Szmmaja). Aby dostrzec tę negatywną regułę, nie trzeba niczego robić. U Jezusa sformułowanie jest pozytywne: zakłada ono działalność i kreatywność właściwe miłości. Egoizm sprawia, że stawiamy „samych siebie" w centrum wszystkiego - ty jesteś słońcem, a wszyscy pozostali mają krążyć dokoła ciebie! Miłość sprawia, że w centrum jest „drugi" człowiek. Miłość promieniuje światłem i ciepłem. Jeżeli kocham, moje dobro znajduje się poza mną, kocham kogoś innego. A siebie realizuję wtedy, gdy łączę się z nim, służąc. W ten sposób człowiek przezwycięża kłamstwo własnego ja i staje się niczym Bóg - ekstazą miłości. Aby żyć tymi słowami, potrzebny jest oczywiście dar Ducha Świętego i nowe serce oczyszczone znajomością Pana przez Jego przebaczenie (Jr 31, 31nn). Nasza umiejętność życia tymi słowami i odzwierciedlania oblicza Pana zależy od stopnia poznania Boga w Duchu Świętym.
1. Przesłanie w swoim kontekście
W dalszej części mowy Jezusa słyszymy motywację zawartego w poprzednim fragmencie wezwania do miłowania nieprzyjaciół. Wersety 32-34 pokazują, że jedynie w ten sposób ujawnia się charis (łaska) Boga otrzymana we chrzcie. Werset 35. mówi o celu tej miłości (być synami Najwyższego) i jej źródle (Ten, który jest łaskawy dla niewdzięcznych i złych). Miłość nieprzyjaciół to ta sama miłość, której doznaliśmy my sami, kiedy jeszcze naśladowaliśmy „ducha, który obecnie działa w synach buntu", który sprowadził nas do tego, że „jak inni, byliśmy z natury dziećmi gniewu", brakowało nam nadziei i bez Boga żyliśmy na świecie (Ef 2, 2. 3. 12). Właśnie wtedy „Bóg, bogaty w miłosierdzie, dzięki swej wielkiej miłości, którą obdarzył nas, umarłych z powodu wykroczeń, przywrócił nas do życia z Chrystusem. Łaską jesteście zbawieni (...) aby w nadchodzących czasach ukazać niezwykłe bogactwo Jego łaski poprzez dobroć, jaką darzy nas w Chrystusie Jezusie" (Ef 2, 4-7). Być dla innych niczym Bóg to wezwanie skierowane do nas: jest to wzór i źródło naszego postępowania z „przebaczeniem" wobec innych. Wybaczamy sobie nawzajem, tak jak Bóg wybaczył nam w Chrystusie (Ef 4, 32). Fundamentem każdej etyki jest „być jak Bóg". Fundamentem etyki chrześcijańskiej jest być jak Bóg, który się objawił nam w Jezusie pełnym łaski i miłosierdzia. Naśladowanie Boga nie jest już przedsięwzięciem niemożliwym i rozpaczliwym, zarezerwowanym tylko dla nielicznych wybrańców. jest ono dostępne wszystkim nieszczęśnikom, gdyż przez miłosierdzie i otrzymaną łaskę wszyscy uczestniczymy już w naturze samego Boga, który jest łaską i miłosierdziem. Kocha się tylko wtedy, gdy samemu jest się kochanym, i kocha się tak, jak się jest kochanym: nikt nie może dać tego, czego nie otrzymał! Bóg kocha nas bez zastrzeżeń, także i przede wszystkim wtedy, gdy nie zasługujemy na miłość. Zatem i my, będąc kochani i zaakceptowani, możemy akceptować i kochać siebie takich, jacy jesteśmy. Możemy też akceptować i kochać innych takich, jacy są, bez zastrzeżeń, także i przede wszystkim tam, gdzie najbardziej brakuje miłości! Doświadczyliśmy bowiem, że „jaka jest Jego wielkość, takie też Jego miłosierdzie" (Syr 2, 18). Drogą człowieka jest poznawanie samego siebie po to, aby siebie zaakceptować, a następnie zapomnieć o sobie, ażeby akceptować innych. Teraz poznaję siebie naprawdę w miłości, jaką Bóg żywi do mnie. W tej miłości akceptuję siebie i na nią się zdaję, zapominając o sobie i otwierając się na innych z taką samą miłością, jaką Bóg mnie umiłował.
2. Interpretacja tekstu
w. 32: «jeżeli miłujecie tylko tych, którzy was miłują, jaka jest wasza łaska?». Miłość nie zależy od odpowiedzi drugiej osoby, choć jej pragnie i jest w stanie ją wywołać. Nie jest bowiem wymianą, ale darem; nie jest do ut des (`daję, aby otrzymać"), to znaczy interesowną wzajemną pomocą, ale czystym zainteresowaniem drugą osobą! Miłość jest zawsze nieumotywowana i bezwarunkowa. W przeciwnym razie przeradza się w egoizm, handel i wzajemne ogałacanie. Dlatego miłość osiąga swoją najwyższą doskonałość wtedy, gdy kochamy tego, który nas nie kocha, a nawet nas nienawidzi. Taka miłość pochodzi z samego źródła Bożej miłości. Jest ona miłością miłosierną, która podejmuje inicjatywę i wnosi pojednanie tam, gdzie panuje podział i wrogość. Tylko taka miłość jest w stanie stworzyć nowy świat, ratując go od unicestwienia, ku jakiemu spycha go egoizm. Miłując nieprzyjaciela, żyjemy „łaską" (charis) otrzymaną we chrzcie. Bóg nas umiłował jako pierwszy (1 J 4, 19), kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami i nieprzyjaciółmi (Rz 5, 6). Dlatego także i my miłujemy jako pierwsi niewdzięcznych i nieprzyjaciół, pozwalając, by ukazała się ta sama łaska. Miłość Boża wzięła na siebie wszelkie nasze zło i nienawiść. W nas samych nienawidzimy naszego ograniczenia, a właśnie ono jest miejscem, w którym odczuwamy potrzebę bycia zaakceptowanym i przyjętym. Nasza niegodność kochania jest potrzebą miłości i jej miarą. Zło dla miłości jest tym, czym rów dla wody - im większy i głębszy, tym więcej może pomieścić. Jeżeli miłujemy tych, którzy nas miłują, i nie miłujemy tych, którzy nas nie miłują, jakiej wdzięczności możemy się spodziewać? Oznacza to, że nie poznaliśmy jeszcze łaski miłości Boga, który umiłował nas, kiedy my jeszcze Go nie kochaliśmy. Jeżeli każdy człowiek będzie oczekiwał, by najpierw ktoś okazał mu miłość, zanim on zacznie kochać, to nikt nie będzie nikogo kochał, bo nikt nigdy nie uczyni pierwszego kroku. Miłość nie będzie mogła istnieć. To prawda, że człowiek nie może kochać, jeżeli nie jest kochany. „Łaska", jakiej doświadczyliśmy we chrzcie, to właśnie dar miłości Tego, który kocha nas bez zastrzeżeń, w całym naszym niezasługiwaniu na miłość. Za naszą nieprzyjaźń On obdarza nas właśnie taką wdzięcznością. «Przecież i grzesznicy miłują tych, którzy ich miłują». Jak miłość nieprzyjaciół jest czymś typowym dla usprawiedliwionych, tak je-dynie odwzajemniona miłość jest typowa dla grzeszników. Kocham kogoś, kto mnie kocha, dlatego że mnie kocha, ale nie będę kochać tego, kto mnie nie kocha. Oznacza to, że w rzeczywistości nie kocham drugiej osoby, ale kocham jedynie to, że jestem przez nią kochany. W gruncie rzeczy kocham więc tylko samego siebie i gratyfikację otrzymywaną od drugiej osoby, dzięki której czuję się kochanym. Miłość tak jak życie nie ma innej ceny poza bezinteresownością. Jeżeli na miłość trzeba sobie zasłużyć, to nie jest to już miłość, ale swoiste kupczenie miłością. Kiedy miłość nie zostanie mi okazana, jestem wtedy rozczarowany, ponieważ wydaje mi się, że na nią zasłużyłem! Jest to grzeszny i rujnujący rodzaj miłości, bo choć wydaje się ona piękna, przyjemna i pożyteczna, to nie wybawia od zła i nie tworzy żadnej wartości, a nawet jest przyczyną zła i wzajemnego odarcia z wartości. Ma cechy przeciwne do cech opisanych w 1 Kor 13: jest interesowna, niestała i skora do gniewu; zawłaszcza dobro drugiego i wyładowuje na nim wszelkie zło; nieustannie stara się zagarnąć wszystko, co jest godne kochania, pragnienia i pożądania, a odrzuca drugą osobę i jej potrzeby. Jest to eros, prawa ręka thanatos (śmierci), przeciwieństwo agape, która jest wolnością i życiem. Kupczenie i poszukiwanie siebie nie uszczęśliwia ani tego, kto daje, ani tego, kto otrzymuje. Trwa dopóty, dopóki drugi nie zostanie obnażony i ograbiony; ustaje, kiedy druga osoba nie ma już nic do dania. Nie bierze na siebie zła i nie uwalnia od śmierci. Co więcej, jest ona jak trujące usta, które jednocześnie gryzą i paraliżują, aby potem zamordować i w śmierci wyssać wszelkie życie.
w. 33: «A jeżeli tylko tym dobrze czynicie, którzy wam dobrze czynią, jakiej wdzięczności możecie się spodziewać? Przecież grzesznicy...». Dobrze czynić tylko tym, którzy nam czynią dobro, dlatego że czynią nam dobro - to nie miłość; to oddawanie długu! Do tego wersetu odnosi się to wszystko, co powiedzieliśmy powyżej w odniesieniu do wersetu 32. Czynienie dobra temu, który nam je czyni, to zasada unieruchamiająca, która zabija inicjatywę - jeśli ludzie stosowaliby konsekwentnie taką zasadę, nikt nie ruszyłby się pierwszy. Dobro czynione w takiej perspektywie jest zawsze interesowne. Posługiwanie się czynieniem dobra dla osiągnięcia własnej korzyści to forma egoizmu: zamiast służyć drugiemu i kochać go, posługuję się dobrem i miłością drugiego. Wszelka czynność dokonana w takiej perspektywie nie jest darem miłości, ale tylko szantażem albo przynętą, która ma na celu zwabienie i schwytanie drugiego. Jesteśmy bardzo daleko od łaski otrzymanej od Tego, który udzielił nam wszelkiego dobra bez żadnego odwzajemnienia! To prawda, że nikt nie może przeskoczyć własnego cienia, a zło egoizmu przylega do człowieka niczym jego cień. Ale przecież weszliśmy już na drogę ku słońcu, a cień zostawiliśmy za nami. Takie czynienie dobra, mówi Jezus, jest gestem grzeszników. Z dobra pozostaje tylko pusta obudowa, a wewnątrz jest szantaż, rabunek i śmierć.
w. 34: «A jeżeli tylko tym pożyczacie, od których spodziewacie się zwrotu...». Dawanie interesowne niszczy dawcę u samych jego podstaw. W takiej ekonomii interesu każdy uczynek zamiast być darem, który buduje jedność z drugim człowiekiem, jest inwestycją, która ma na celu otrzymanie jeszcze większego zysku. Dar staje się zwykłą zasadzką, która ma na celu zamknąć drugiego w klatce i odrzeć go. Dar staje się rękojmią śmierci! Zupełnie nie objawia łaski Tego, który obdarował nas wszystkim: od stworzenia po prawo, od nas samych po samego siebie. Wszystko, czego Bóg dokonał w stworzeniu i Odkupieniu, nie zostało nam dane po to, aby zastawić na nas pułapkę i wziąć coś od nas; ale po to, by oddać nam siebie aż po śmierć na krzyżu, abyśmy mieli udział we wszelkim Jego dobru i w Nim samym. Dawanie interesowne jest grzeszne i rujnujące. Tak właśnie grzesznicy postępują z grzesznikami, odpłacając pięknym za nadobne w zamkniętym, choć coraz szerszym kręgu śmierci. Jak istnieje miłość i czynienie dobra, tak istnieje też dawanie, które nie wykracza poza ekonomię śmierci. Jest to dawanie grzeszników, którzy nie znają daru i łaski Bożej. Zatem tak jak istnieje miłość podsycająca egoizm i czynienie dobra nastawione na szantaż, tak istnieje też dawanie interesowne, aby tym więcej otrzymać w zamian.
w. 35: «Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół...». Jezus podejmuje nauczanie, które przekazane już zostało w wersetach 27-30, a następnie zostało wyjaśnione i umotywowane. Dzięki przykładom ukazującym przeciwieństwo miłości zrozumieliśmy już, że miłość kieruje się ku temu, kto nas nie kocha, kto wyrządza nam zło i odbiera nam to, co nasze. Miłość nie karmi się nadzieją ziemskiej zapłaty. Pozostaje bezwarunkowa, bez zastrzeżeń i bez żadnej nadziei na odwzajemnienie. Właśnie dlatego nasza „zapłata" będzie „wielka". Ponieważ działanie bez wynagrodzenia sieje roślinę rodzącą owoc większy i bardziej upragniony - czyni nas niczym Bóg! «będziecie synami Najwyższego...». Nasza zapłata czy odwzajemnienie to nie zapłata rujnująca, która niszczy miłość, dobro, dar i napawa życie posmakiem śmierci. Nie jest nią nawet czyste sumienie czy zaspokojona pycha. Jest to dar bardziej subtelny, który jest zarazem zapłatą jako owoc łaski otrzymanej i danej. Przez miłosierdzie stajemy się rzeczywiście jak Bóg. W naszym życiu widoczna staje się Jego łaska; Jego Imię zostaje w nas uświęcone, gdyż tu na ziemi pełnimy Jego wolę. «On bowiem jest łaskawy dla niewdzięcznych i złych». To oczywiste, że my kochamy tylko tych, którzy nas miłują; czynimy dobro tylko tym, którzy nam je czynią; pożyczamy tylko tym, którzy zwracają nam z procentem. To oczywiste, że nasza miłość jest kupczeniem; nasze dobro - egoizmem, nasze dawanie - wymaganiem. Nie potrafimy kochać. Jesteśmy niewdzięczni i źli. Ale Bóg nas umiłował. On był dobry i ofiarny, pozwolił się używać i nadużywać, służył nam i pozwolił, abyśmy posługiwali się Nim jak i kiedy chcemy aż po śmierć. W ten sposób doznaliśmy Jego łaski, która pozwoliła nam żyć. Oto nowe źródło naszego życia! Dlatego jako umiłowani umiemy kochać w taki sposób, że w miejsce homo homini lupus (`człowiek człowiekowi wilkiem') stajemy się homo homini Deus (`człowiek człowiekowi Bogiem'). W miłości nieprzyjaciół osiąga dojrzałość i przynosi owoc Duch Boży otrzymany we chrzcie, który uczynił nas takimi jak ten, który jest łaską, miłosierdziem i gotowością bez granic. Zamiast daremnie się wysi-lać, aby kochać nieprzyjaciół, powinniśmy prosić Boga, abyśmy poznali i doświadczyli daru Jego łaski i miłości do nas, niewdzięcznych, złych i nieprzyjaznych. Jest ona korzeniem dobrego drzewa, które na pewno przynosi owoc Ducha Świętego - tak kochać, jak zostaliśmy umiłowani.
1. Przesłanie w swoim kontekście
Pragnieniem człowieka jest „stać się niczym Bóg" (Rdz 3, 5). Początkiem wszelkiego zła jest też pragnienie, by Bóg obsypał nas wszelkimi dobrami. Zło polega nie na tym, że chce się być jak On, ale na tym, że się nie rozumie, jaki On jest. Przez oszustwo węża, który podsunął fałszywy obraz Boga, człowiek pomylił drogi do realizacji siebie. Teraz kiedy objawił On swoje oblicze w Jezusie, można zrozumieć drogę prowadzącą do tego, by być jak Bóg. Księga Kapłańska stwierdza, że fundamentem całego Prawa jest wezwanie, aby być świętymi, bo Bóg jest święty (Kpł 19, 2). Ewangelista Łukasz pokazuje nam teraz, że świętością, tą cechą własną Boga, która ukazana jest jako motyw naszego wezwania do świętości, jest Jego miłosierdzie. Werset 36. jest szczytem objawienia, kim Bóg jest dla nas. Jest to temat całej Ewangelii według św. Łukasza, która ukazuje miłosierdzie Boże objawiające się w czynach i nauczaniu Pana (Dz 1, 1). Po tym wersecie mówiącym o Ojcu następują sentencje odnoszące się już nie do nieprzyjaciół, ale do braci. Są to cztery jasne reguły podtrzymujące życie wewnątrz wspólnoty. Przeżywamy w niej nowe relacje wzajemnej miłości, którym jednak zawsze zagraża zło. Dlatego także w obrębie wspólnoty miłość nigdy nie traci swego charakteru miłosierdzia. Nawet zło, którego nie zlikwidowało przyjście Pana - prawdziwa zagadka
dziejów! - ma funkcję pozytywną: jest miejscem, w którym ujawnia się miłosierdzie. W ten sposób człowiek staje się jak Bóg. Dopiero u końca świata zło zostanie usunięte, kiedy cała jego otchłań zostanie napełniona miłosierdziem na wzór morza wypełnionego wodą. Bóg nie chce zła ani go nie toleruje i nie zezwala na nie. Istnieje ono dlatego, że Bóg nie może nie uszanować naszej wolności. Jednakże w swej fantazji miłości czyni z niego większe dobro. Bowiem nędza jest dla miłosierdzia tym, czym rów dla wody - im jest większy, tym więcej jej zawiera. Miłosierdzie jest uniewinnieniem na sądzie, usprawiedliwieniem w potępieniu, przebaczeniem w grzechu. Nasze okazywanie miłosierdzia jest w rzeczywistości otrzymywaniem go przez nas. To dzięki miłosierdziu, które okazujemy innymi, sami zostajemy wcieleni w Jezusa, Syna Ojca niebieskiego, i wchodzimy w nieskończony krąg Bożego życia. Już tu na ziemi. Te wezwania Jezusa nie są kodeksem postępowania. Są raczej nowym sposobem bycia, który pozwała dojrzeć charis (łaska) miłości Bożej, napełniającej nasze serca przez Ducha Świętego, który jest nam dany (Rz 5, 5). Sąd i zbawienie dokonują się dziś w praktykowaniu przez nas miłosierdzia. Mój sąd i moje zbawienie łączą się z sądem i ze zbawieniem, jakiego ja udzielam lub odmawiam drugiemu człowiekowi. Jeżeli ludzie przebaczają, to przebaczają temu, kto już okazał skruchę: skrucha poprzedza przebaczenie. U Boga przebaczenie poprzedza skruchę. Możemy okazać skruchę, dlatego że już nam zostało przebaczone. Zatem my postępujemy tak jak On, jeżeli przebaczamy nie tylko skruszonemu, ale przede wszystkim temu, kto wcale nie okazuje skruchy, ażeby doświadczenie większej miłości doprowadziło go do skruchy.
2. Interpretacja tekstu
w. 36: «Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest wasz Ojciec». Ten werset Łukasza nawiązuje do Kpł 19, 2, gdzie jest napisane: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty - Pan, wasz Bóg!". Świętość oznacza oddzielenie, inność, odmienność. Bóg jest święty z definicji. Jego specyfiką jest właśnie to bycie oddzielonym, innym i odmiennym od kogokolwiek innego. On jest jedyny! Tutaj objawia nam, że ta Jego specyfika i jedyność, ta Jego inność i odmienność to miłosierdzie. Miłosierdzie wyraża istotę Boga. To dzięki niemu jest On święty, całkowicie inny od nas: „jaka jest Jego wielkość, takie też Jego miłosierdzie" (Syr 2, 18). Ewangelista Mateusz w paralelnym tekście swojej Ewangelii mówi o „doskonałości" (Mt 5, 48), ponieważ doskonałość każdego przymiotu Boga znajdujemy właśnie w miłosierdziu. Dla Izraela miłosierdzie jest atrybutem Boga (Wj 34, 6; Pwt 4, 31; Hi 4, 2), który należy naśladować. W Psalmie 136. miłosierdzie jest przedstawione jako klucz pozwalający na zrozumienie sensu całego stworzenia i całych dziejów minionych i obecnych. Odkąd tkwimy w grzechu i złu, naszym podstawowym doświadczeniem Boga jest przebaczające i zbawiające miłosierdzie. Przez miłosierdzie odpuszczające grzechy wszyscy poznajemy Pana (Łk 1, 77; Mt 1, 21; Jr 31, 34). Warto zauważyć, że miłosierdzie jest praktykowane i doświadczane w sytuacji rzeczywistego zła i że jest to jedyna miłość możliwa w sytuacji zła, w której żyjemy. Można wręcz powiedzieć, że to właśnie dzięki złu (!) objawia się najwznioślejsza forma miłości, będąca w stanie wypełnić największą otchłań.
Miłosierdzie nie jest tak po prostu lekarstwem na zło, „mniejszym złem" czy „czymś lepszym niż", ale jest największym dobrem. Zło, które wydaje się wymykać z przemożnej ręki Boga, zostało dosięgnięte i zmienione w coś przeciwnego, czym jest miłosierdzie. To, czego Bóg nie dokonuje mocą swej ręki swobodnej w działaniu, wypełnia ręką przybitą do krzyża, która wydaje się być bezsilna i ostatecznie unieruchomiona! Miłosierdzie nie obniża ideału miłości, czego my się obawiamy i pragniemy! Nadaje mu jednak takiego wymiaru, którego bez grzechu nie byłoby można nawet podejrzewać: felix culpa (‘szczęśliwa wina'). Jeżeli bowiem miłość wyraża się w darze, to miłosierdzie wyraża się w przebaczeniu, które oznacza superdar do tego stopnia, że „gdzie rozpowszechnił się grzech, tam pojawiła się jeszcze obfitsza łaska" (Rz 5, 20). Głębokość doliny staje się wysokością szczytu! Grzech jest miejscem objawienia Boga jako Boga w Je-go świętości, którą jest miłosierdzie. Bóg przez nie wyraża w pełni swoją przeogromną i szaloną miłość do nas. Nie oznacza to oczywiście, że zło jest konieczne i że dobrze jest grzeszyć. Byłoby to absurdalne (Rz 3, 8; 6, 1-2. 15)! Ale Bóg potrafi się posłużyć złem, by dać upust wielkości swojej miłości i objawić ją nam bez wątpliwości. Określenie oiktirmon, użyte tu przez Łukasza w odniesieniu do miłosiernego, wskazuje na zewnętrzny przejaw miłosierdzia, wyrażający się we współczuciu i konkretnym działaniu. W odniesieniu do Boga określenie to jest użyte w Nowym Testamencie tylko tutaj i w Jk 5, 11. Zazwyczaj miłosierdzie jest określane słowem eleos, które wyraża uczucie i wzruszenie; albo słowem splanchna (`wnętrzności"), które oznacza miejsce i źródło miłości. Septuaginta tłumaczy zazwyczaj hebrajskie hesed jako eleos (prawie 400 razy), natomiast słowem oiktirmon oddaje hebrajskie rachamim, które oznacza `brzuch, łono'. Miłosierny Ojciec to ojciec macierzyński. Cechą Boga Ojca jest bycie matką. Jako ojciec, kocha nas w sposób wolny i wchodzi w relację z nami za pomocą słowa, nadając nam imię i prowadząc nas do dorosłości i odpowiedzialności. Jako matka, kocha namiętnie i wchodzi z nami w relację konieczności biologicznej, dając nam życie, mieszkanie i pokarm. Jeżeli matka rodzi, to ojciec zapewnia życie i wyzwala wolność. Miłość Boża jest więc konieczna niczym matczyna, a zarazem wolna niczym ojcowska. Miłosierny Ojciec określony zostaje zaimkiem dzierżawczym wasz. Wskazuje to pośrednio na braterstwo wynikające z tego macierzyńskiego ojcostwa. Jezus określa Go jako wasz w przeciwieństwie do mój, ponieważ Jego i nasze dziecięctwo nie leży na tej samej płaszczyźnie, podobnie jak źródło i strumień. Dwa następne wersety są bardziej rysami oblicza tego miłosiernego Ojca niż wskazaniami dotyczącymi sposobu naszego postępowania. Stanowią one w pewien sposób definicję Boga, którego objawił nam Jezus, a do którego my, jako Boże dzieci, mamy się upodabniać.
w. 37: «Nie osądzajcie, a nie będziecie osądzeni». Pomijając jakąkolwiek formację religijną, pierwszym obrazem Boga, jaki posiada człowiek, jest obraz sędziego, który nagradza i karze. Jak światło nadaje kształt cieniowi, tak nieskończone dobro podkreśla nasze ograniczenia i nasz grzech. Kto czuje się ograniczony i grzeszny, ten automatycznie czuje się sądzony. Obraz Boga, który sądzi surowo, jest ostatnim bożkiem, jakiego usunął Jezus przez swój krzyż, na który On, jedyny Sprawiedliwy, zanosi zło za nas, niesprawiedliwych. Jego krzyż jest jedynym sądem, którego dokonać może Syn równy Ojcu miłosierdzia. Błądzi bardzo ten, kto osądza drugiego człowieka. Błąd polega nie tyle na tym, że sąd ludzki jest zwodniczy, ponieważ „Bóg nie ocenia tak jak ludzie" (1 Sm 16, 7). Błąd polega właśnie na osądzaniu, gdyż osądzać znaczy uzurpować sobie władzę Boga. Osądzając, człowiek zajmuje Jego miejsce i czyni własne ja miarą wszystkiego w miejsce Boga. Ponadto osądzanie jest nieznajomością Boga, który jest miłosierdziem (zob. przykładowo Jon 4!). Mój sąd nad bratem, który grzeszy, jest cięższy niż jakikolwiek jego grzech. Jest cięższy nawet od zabójstwa, gdyż osądzając, zabijam go jako dziecko Ojca i nie uznaję Ojca, który przyjmuje go jako swoje dziecko. Zatem kiedy sądzę, jestem osądzany jako ktoś, kto stawia się w miejscu Boga, nie zna Go, a nawet neguje Jego istotę, którą jest miłosierdzie. Natomiast jeżeli nie osądzam, uznaję Boży sąd zbawienia i swoją postawą ukazuję go światu. Ciekawe jest też to, że podobnie jak nie jesteśmy powołani do tego, abyś-my byli dobrzy, lecz abyśmy byli miłosierni, tak samo nie jesteśmy powołani do tego, abyśmy byli sprawiedliwi, lecz byśmy nie byli sędziami. Jest to łatwiejsze i wspanialsze! Miłosierdzie jest dla grzesznika dużo łatwiejszą doskonałością, a to właśnie ono upodabnia nas do Boga i „zakrywa wiele grzechów" (1 P 4, 8). Zakaz Jezusa nie dotyczy sądu fałszywego, niedoskonałego czy nierozważnego, który z pewności jest złem. Kto bowiem zna serce człowieka, aby mógł je sądzić właściwie? Ale Jezus wyklucza także sprawiedliwy sąd. Bo właśnie sprawiedliwe sądzenie potępia nas, tak jak sprawiedliwe prawo. «Nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni». Osądzanie dokonuje się w sercu, natomiast potępianie wykonuje na zewnątrz osąd, jaki dokonał się wewnątrz. Jeżeli w odniesieniu do pierwszego wszyscy mamy straszliwą moc, to w odniesieniu do drugiego mamy moc na miarę naszej władzy. Lęk i ucieczka od Boga, którego wyobrażaliśmy sobie jako karzącego sędziego, były naszym prawdziwym potępieniem. Bóg pokonał je na krzyżu Jezusa, ofiarując wszystkim przebaczenie. Zamiast osądzać - usprawiedliwia, zamiast potępiać - daruje. Żyjemy, gdyż zostaliśmy ułaskawieni i dlatego zostaliśmy wezwani, aby ułaskawiać innych (por. Ef 4, 32). Żyję lub umieram dzięki udzielonemu lub odmówionemu przebaczeniu; tak samo drugi człowiek żyje lub umiera dzięki przebaczeniu, jakiego mu udzielam lub odmawiam. Bóg jako pierwszy mi go udzielił, pozwalając mi żyć. Teraz życie i śmierć moja i innego człowieka wiąże się z przebaczeniem, którego udzielam lub odmawiam. Rzeczywiście jesteśmy współodpowiedzialni z Bogiem, administrując w historii Jego kapitałem miłosierdzia. Spójrz na przypowieść o niewiernym i miłosiernym rządcy, który po przypowieściach o miłosierdziu z rozdziału 15. mówi: „Wiem, co zrobię" (Łk 16, 3n). Jeżeli ja daruję, ocalę siebie i drugiego; jeżeli nie daruję, zgubię siebie, ale także drugiego, wykluczając go z przebaczenia (Mt 18, 21-35). Jestem niczym kran mający moc dać lub odciąć wodę życia, której źródłem jest Chrystus. Sądu ostatecznego zbawienia-zatracenia nie przeprowadza Bóg, ale ja. Nie dokonuje się on w jakimś czasie nieokreślonym i tajemnym, ale teraz, w codziennym odnoszeniu się do mojego brata i siostry! Takie jest miłosierdzie Boga. On pozostawia nam, grzesznikom, sąd nad nami samymi, a jest to ten sam sąd, jaki wypowiadamy nad innymi! «Przebaczajcie, a będzie wam przebaczone». Nam wydaje się, że bezpowrotnie utraciliśmy dar bycia takimi jak Bóg, który został nam dany (Rdz 1, 27), ponieważ chcieliśmy go wykraść (Rdz 3, 1nn). Ale ten dar został nam jeszcze obficiej udzielony na krzyżu Jezusa, dzięki Bożemu miłosierdziu. Jezus zamiast sądu przynosi nam usprawiedliwienie, zamiast potępienia - przebaczenie, zamiast grzechu - odpuszczenie. Jeżeli pozwolimy, by On nas sądził - jesteśmy usprawiedliwieni; jeżeli pozwolimy, by On nas upomniał - dostępujemy przebaczenia; jeżeli pozwolimy, by On nas spotkał - jest nam odpuszczone. Dlatego skoro jesteśmy Jego braćmi, którzy mają „stać się" miłosierni jak Ojciec, to nasza postawa wobec innych nie może być inna jak odpuszczenie i przebaczenie. Trzeba koniecznie zauważyć, że chrześcijańskie przebaczenie bardzo różni się od uniewinnienia, jakiego dokonuje ludzki sąd w sprawach karnych. Sąd wydaje wyrok uniewinniający, deklarując niewinność lub brak dowodów winy. Tymczasem przebaczenie, o którym mówi Jezus, dotyczy zła, które rzeczywiście, świadomie i dobrowolnie zostało popełnione! To właśnie grzech jest tu przebaczany! Jest nam przebaczone nie dlatego, że nie jesteśmy winni, ale dostępujemy przebaczenia pomimo tego, że jesteśmy winni bez okoliczności łagodzących. Jedynym warunkiem, aby Bóg nam przebaczył, jest przebaczenie innym (Mt 6, 14n; 18, 21-35). Bóg również i w tym przypadku nie cofa swojego przebaczenia, ale my negując innym przebaczenie, okazujemy pogardę wobec tego daru i odrzucamy go, okazujemy swoją nieznajomość miłości Ojca i zamykamy się na nią. Dlatego Łukasz podkreśla, że Boża miłość i przebaczenie są źródłem naszej miłości i przebaczenia bratu (Łk 11, 4).
w. 38: «Dawajcie, a będzie wam dane». Jak miłość wyraża się przez działanie i dawanie (ww. 27-30), tak wewnętrzne odpuszczenie i przebaczenie wyrażają się w darze zewnętrznym. Jezus nie mówi tu o tym, co powinniśmy dawać. Mówi tylko o dawaniu, wskazując tym samym na postawę daru, będącą odwrotnością ślepego egoizmu, który nastawiony jest na kradzież i przywłaszczanie sobie wszystkiego. Słowa te przywołują prawdę o ciele Jezusa, które za nas zostało wydane. Jego ofiarowanie jest tą miłością, która nie liczy doznanych krzywd (1 Kor 13, 5). Ile dajemy bratu, tyle otrzymujemy od Boga, i ile otrzymujemy od Boga, tyle dajemy naszemu bratu. Świat naszych konkretnych międzyludzkich relacji wchodzi w rzeczywistość życia Bożego, będącą rzeczywistością wzajemnego ofiarowania się Osób Przenajświętszej Trójcy. Podobnie jak nie zostało określone, co należy dawać, tak nie ma tu mowy o tym, co otrzymujemy. Określenie tego, co się otrzyma, wydaje się jednak zbyteczne i zresztą niemożliwe! Otrzymujemy bowiem możliwość bycia takimi jak Bóg. Otrzymujemy samego Boga, który jest miłością i darem. «Miarą dobrą, ubitą, utrzęsioną, przepełnioną...». Mowa o tym, co otrzymujemy, porywa Jezusa w zachwycie nad obfitością daru. Bóg nie zna miary! Jedyną miarą jest miara oferowana przez nas. On daje nam według miary naszego wnętrza, czyli według naszego miłosierdzia, powiększając w ten sposób bez końca zdolność dawania i otrzymywania miłosierdzia. «Jaką bowiem miarą mierzycie, taką i wam odmierzą». Jedyną miarą daru otrzymywanego od Boga jest nasza zdolność dawania. Bóg rezygnuje z miary, tak jak z osądzania. Jesteśmy mierzeni i oceniani przez samych siebie według naszej miłości do innych.
Tekst: wiara.pl.; medytacja: Wons. Modlitwa Ewangelią; komentarz: S. Fausti, Wspólnota czyta Ewangelię według św. Łukasza, s.191-196.197-201-206
5. Niedziela zwykła, rok C, 2025.02.09
I CZYTANIE Iz 6,1-2a.3-8 Powołanie proroka
Czytanie z Księgi proroka Izajasza
W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana zasiadającego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł. I wołał jeden do drugiego: «Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały». Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem.
I powiedziałem: «Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!»
Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który szczypcami wziął z ołtarza. Dotknął nim ust moich i rzekł: «Oto dotknęło to twoich warg, twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech».
I usłyszałem głos Pana mówiącego: «Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?» Odpowiedziałem: «Oto ja, poślij mnie!»
Oto słowo Boże.
PSALM RESPONSORYJNY
Ps 138 (137), 1b-2a. 2b-3. 4-5. 7e-8 (R.: por. 1c)
Refren: Wobec aniołów psalm zaśpiewam Panu.
Będę Cię sławił, Panie, z całego serca, *
bo usłyszałeś słowa ust moich.
Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów, *
pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.
Refren.
I będę sławił Twe imię za łaskę i wierność Twoją, *
bo ponad wszystko wywyższyłeś Twe imię i obietnicę.
Wysłuchałeś mnie, kiedy Cię wzywałem, *
pomnożyłeś moc mojej duszy.
Refren.
Wszyscy królowie ziemi będą dziękować Tobie, Panie, *
gdy usłyszą słowa ust Twoich.
I będą opiewać drogi Pana: *
«Zaprawdę, chwała Pana jest wielka!»
Refren.
Wybawia mnie Twoja prawica. *
Pan za mnie wszystkiego dokona.
Panie, Twa łaska trwa na wieki, *
nie porzucaj dzieła rąk swoich.
Refren.
DRUGIE CZYTANIE
(dłuższe 1 Kor 15, 1-11; krótsze 1 Kor 15, 3-8. 11)
Świadectwo Pawła o zmartwychwstaniu Chrystusa
Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian
Przypominam, bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którą przyjęliście i w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam głosiłem. Bo inaczej na próżno byście uwierzyli.
Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi.
Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną.
Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak uwierzyliście.
Oto słowo Boże.
ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ
Mt 4, 19
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Pójdźcie za Mną,
a uczynię was rybakami ludzi.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
EWANGELIA Łk 5,1-11 Cudowny połów ryb i powołanie apostołów
1Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – 2zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. 3Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.
4Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!» 5A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». 6Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. 7Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.
8Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym». 9I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; 10jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona.
A Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». 11I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim.
MEDYTACJA DBAĆ O GŁĘBIĘ RELACJI Z JEZUSEM
O co proszę? O głęboką przyjaźń z Jezusem i całkowite zaufanie Mu.
Stanę w tłumie ludzi, którzy cisną się do Jezusa, aby Go słuchać (ww. 1-3). Spróbuję wejść w ich odczucia i przeżycia: skupienie, zafascynowanie Jezusem, poczucie bezpieczeństwa i ufność.
Jak często słucham Jezusa? Czy jest we mnie potrzeba i pragnienie Jego słowa? Co przeważa: pragnienie słuchania czy nuda, świeżość czy rutyna? Na jakie trudności napotyka moje słuchanie Jezusa?
„Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona..." (w. 4). Jezus zawsze przemawia do konkretnego człowieka; zwraca się do niego po imieniu. Co mogę powiedzieć o mojej osobistej więzi z Jezusem, gdy słucham Ewangelii podczas Liturgii, zgromadzeń?
„Wypłyń na głębię...". Przez dłuższy czas będę się wsłuchiwał w te słowa Jezusa, aby odkryć ich symboliczny sens. Jezus zaprasza mnie do głębszego życia z Nim samym. Czy jest we mnie pragnienie głębszej więzi z Jezusem, pragnienie głębszej modlitwy?
Szymon Piotr w obecności tłumów spełnia życzenie Jezusa, które po ludzku wydaje się naiwne. Czyni to tylko ze względu na Niego (ww. 4-5).
Spróbuję wyobrazić sobie siebie na miejscu Szymona. Czy potrafię słuchać i rozeznawać wolę Jezusa na co dzień? Czy nie żyję według logiki „oczywistych rozwiązań i wyborów", w których ufam tylko sobie? Czy potrafię słuchać na modlitwie? Co mogę powiedzieć o moim zaufaniu do Jezusa?
Przypadnę Jezusowi do kolan i wyznam Mu moją grzeszność i małość. Poproszę Go, aby uczył mnie rozeznawać i przyjmować Jego wolę w codziennych wyborach. Usłyszę Jego pełne miłości zaproszenie: „Pójdź za Mną". Będę powtarzał: „Chcę iść za Tobą, dokądkolwiek się udasz".
KOMENTARZ
1. Przesłanie w swoim kontekście
Marek umieszcza scenę wezwania uczniów przez Jezusa, aby szli za Nim i stali się rybakami ludzi, na samym początku swojej Ewangelii (Łk 1, 16-20), pokazując w ten sposób, że to powołanie jest początkiem i źródłem życia chrześcijańskiego. Łukasz umieszcza natomiast wcześniej mowę inauguracyjną, uwagę na temat mocy słowa Jezusa i opowiadanie o zbawczych skutkach Jego działalności. Dzięki temu czyni zrozumiałą odpowiedź wezwanych, ale przede wszystkim ukazuje, że jest ona dawana we wspólnocie tych, którzy słuchają słowa Jezusa. Uczniowie są już w łodzi, z której Jezus przemawia, wypływają na głębię po całej nocy bezużytecznego wysiłku i doświadczają, będąc posłuszni Jego słowu, obfitości połowu. Wspólnota chrześcijan wezwana jest do spotkania z Jezusem i do posłuszeństwa wobec Jego słowa, aby móc osiągnąć owoce obiecanego błogosławieństwa. Ewangelista przypomina swoim czytelnikom, że daremny, nocny trud ucznia, który przecież jest w łodzi obok Jezusa i słyszy Jego słowa, skończy się, kiedy tylko okaże on posłuszeństwo Jego słowom. Wtedy też, podobnie jak Maryja, jest w stanie począć Go w sobie (ww. 7. 9; zob. Łk 1, 38). Jego bezpłodność, jego wyznany grzech i oddalenie się od Pana nie są już miejscem upadku, ale powołania. Łukasz proponuje nam tutaj teologiczną refleksję na temat powołania, które już dokonało się, aby zgłębić jego znaczenie. W refleksji tej zauważyć też można różnorodność posług wewnątrz Kościoła: spośród dwóch barek Jezus wybiera jedną, Piotr kieruje ją na głębię, otrzymuje polecenie, zbiera współtowarzyszy, aby pomogli mu wyciągnąć sieci, i na końcu otrzymuje zadanie misyjne, w którym pomagać mu będą także pozostali. Jezus nie jest już sam. Wraz z Nim są ludzie „powołani" do kontynuowania Jego misji. Łukasz w powołaniu pierwszych uczniów ukazuje nam zapowiedź Kościoła popaschalnego. Rodzi się lud „słuchaczy", którzy idą za Jezusem. Ten, który doskonale słucha Ojca, jest teraz sam słuchany przez innych, a obiecane przez Boga błogosławieństwo zstępuje na ziemię. Rozdziały 5. i 6. opisują wędrówkę Izraela zasłuchanego w Słowo, natomiast 7. i 8. odnoszą się bar-dziej do pogan. Jest to jednakże duchowa refleksja na temat powołania, które dotyczy wszystkich ludzi. W centrum tych rozdziałów odnajdujemy z jednej strony objawienie Boga miłosierdzia przez słowa, do których mają dostęp żydzi posiadający już pewną zażyłość ze Słowem (Łk 6, 20-49); a z drugiej strony odkrywamy to samo objawienie, w czynach Jezusa, który dokonuje dzieła miłosierdzia i w konkretny sposób ukazuje oblicze Boga poganom, ludziom małym i grzesznikom (rozdz. 7). To wszystko doprowadzić ma czytelnika, który już usłyszał niosące zbawienie słowa miłosierdzia, do posłuszeństwa wiary. Fragment Ewangelii, który teraz rozważamy, przypomina pod wieloma względami opis Zwiastowania. Powołanie ucznia jest takie samo jak powołanie Maryi. Jej dziewictwu odpowiada w jakimś stopniu nasza bezpłodność, jałowość, nasz uznany w sobie grzech. Przez posłuszeństwo słowu także w nas, podobnie jak w Maryi, dokonuje się poczęcie Słowa, które staje się ciałem i osiąga swoją pełnię, kiedy może objąć w ramiona wszystkich zagubionych. Jezus na początku jest mistrzem, którego słów należy słuchać (w. 5), ale w tym zasłuchaniu staje się Panem (w. 8), Świętym, który obdarza grzesznika łaską i posyła go, aby przywołał innych do tego samego zbawienia.
2. Interpretacja tekstu
w. 1: «Pewnego razu stał nad jeziorem Genezaret...». Tłum przychodzi do Jezusa, aby słuchać „słowa Bożego" nad brzegiem jeziora. Jezus „stoi" nad brzegiem, mając przed sobą tych ludzi gotowych do słuchania i do wyjścia, jak pasterz, który gromadzi owce, aby poprowadzić je na pastwisko.
w. 2: «Zobaczył dwie łodzie...». Jego słowo nie będzie już więcej rozbrzmiewać z brzegu, ale z jednej z dwóch łodzi zacumowanych przy brzegu po całej nocy jałowej pracy przy połowie ryb na jeziorze.
w. 3: «Wtedy wszedł do jednej z łodzi...». Jezus wybrał jedną łódź, tę, która należała do Szymona, i prosi go, aby odpłynął od brzegu. Podczas gdy na brzegu cały czas stał, w postawie gotowości do odejścia, teraz wreszcie siada, przyjmując postawę mistrza, który naucza. Ta łódź jest symbolem Kościoła, który jest małą wspólnotą, unoszącą się nad przepaścią. Kościół jest zarazem punktem dojścia misji Jezusa, który z tego powodu siada w łodzi i stamtąd zwraca się do znajdujących się jeszcze na brzegu. Fakt, iż Jezus wybrał jedną z łodzi, jest konsekwencją Bożego sposobu działania w świecie, które dokonuje się zgodnie z logiką Wcielenia poprzez rzeczywistości ludzkie — Jezus nie może przebywać jednocześnie na obu łodziach! Ale z tej jednej łodzi Jezus zwraca się do wszystkich i stamtąd wszyscy słuchają Jego słów i doświadczają obfitych owoców błogosławieństwa. Jest to doświadczenie Kościoła Łukasza, który w posłuszeństwie wobec swojego Pana i Mistrza, od bezpłodności i jałowości przechodzi do skutecznego świadectwa, które jest sakramentem Jego zbawczej obecności w świecie.
w. 4: «Wypłyń na głębię. Zarzućcie, wasze sieci na połów». Piotr otrzymuje od Jezusa zadanie wypłynięcia swoją łodzią na głębię. Czasownik „wypłyń" użyty jest w liczbie pojedynczej, choć zadanie połowu jest wspólne dla wszystkich pozostałych uczniów. O zadaniu uczniów Jezus mówi już w liczbie mnogiej: „Zarzućcie wasze sieci". Jedna jest misja i trud wspólny dla wszystkich, podobnie jak jedyny jest dla wszystkich przewodnik. W obrazie połowu dostrzegamy symbol apostolskiej misji, która w tym miejscu rozpoczyna się, aby potem rozszerzyć się aż po najodleglejsze krańce ziemi. Święty Ambroży w komentarzu do tego rozdziału stwierdza bardzo sugestywnie, że sieci zarzucane przez apostołów są orędziem uczynionym z połączenia słów, fragmentów mów i głębokich odpowiedzi, które gromadzą i już nie tracą tych, których zdołali „złowić". Narzędziem apostolskiego połowu są sieci, ponieważ one nie zadają śmierci tym, którzy w nie wpadają, ale zachowują ich przy życiu i wyciągają z otchłani ciemności do światła; a z głębi wyciągają na powierzchnię tych, którzy zatonęli.
w. 5: «Mistrzu, trudziliśmy się przez całą noc i nic nie złowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». Ileż razy zarzucali swoje sieci na próżno! Tej właśnie nocy nie złowili niczego! Dla rybaka nie złowić żadnej ryby jest wielką porażką. Chodzi tu przecież o jego tożsamość. To tak jakby człowiek nie był człowiekiem. Polecenie Jezusa, skierowane do zawodowych rybaków, może wydawać się obraźliwe, a nawet bezsensowne: bo czyż oni nie znają się na swoim fachu i czy to nie noc jest najodpowiedniejszą porą na połów? Muszą jednak zrozumieć, że nie działają z własnej woli i własnymi siłami i że działanie okaże się owocne właśnie w dzień, ponieważ posłuszni są słońcu, które wzeszło, aby oświecać tych, co jeszcze przed chwilą znajdowali się mrokach i w cieniu śmierci (Łk 1, 78n). Jezus nie jest jedynie nauczycielem, którego trzeba naśladować. On jest samym urodzajnym Słowem, Panem, który dokonuje tego, co mówi. Prowokacyjne i niekompetentne wezwanie do dziennego połowu podobne jest do polecenia, które otrzymał Filip, pierwszy ewangelista zarzucający sieć „na głębię". Wbrew rozsądkowi otrzymuje on polecenie powstania i udania się w południe na drogę, która wiedzie z Jerozolimy do Gazy i która jest „pusta" (Dz 8, 26). To głupie i bezsensowne, aby łowić ryby w ciągu dnia, podobnie jak bezużyteczne wydaje się ewangelizowanie tam, gdzie nie ma nikogo. Bezowocność nocnego trudu ukazuje jednak bezużyteczność wszystkich wysiłków budowania królestwa Bożego, które podejmowane są przez człowieka z jego własnej woli. Królestwo Boże należy do Boga i tylko On może je zaprowadzić! Również Mojżesz próbował uratować swój lud, kiedy był młody i silny, ale próba ta zakończyła się porażką. Natomiast to, co on sam już wcześniej chciał zrobić, Bóg nakazał mu uczynić, kiedy Mojżesz był stary, bezradny i kiedy już więcej tego nie chciał. W odpowiedzi Piotra dostrzega się coś wspólnego z niepewnością Zachariasza, który zdaje sobie sprawę z nierealności zapowiadanego mu wydarzenia, i z odpowiedzią Maryi, która zgadza się, aby wszystko dokonało się zgodnie ze słowem Pana (Łk 1, 38). Gdzieś w głębi brzmi pytanie: ale czy to w ogóle ma jakikolwiek sens?... Jedynym źródłem nadziei, że spełni się to, co zostało im zapowiedziane, może być tylko posłuszeństwo wobec słowa Pana, o którego mocy przecież słyszeli i którą doświadczyli. Wiara nie ma żadnego innego oparcia.
w. 6: «złowili tak wiele ryb... ». Podobnie jak w J 21, 6 ukazane jest tu doświadczenie, które Kościół przeżywa za każdym razem, kiedy okazuje posłuszeństwo słowu Pańskiemu. Jedynie w posłuszeństwie wiary Słowo jest skuteczne i Boża obietnica wypełnia się. Dlatego też ważne jest, aby żyć posłuszeństwem wiary. Ono przynosi niezawodny i obfity połów, który przewyższa wszelkie ludzkie oczekiwania i zdolności. Sieci niemal rwą się, gdyż nie są w stanie pomieścić realizacji obietnicy, która jest większa ponad wszystko (Ps 138, 2). Nic jednak nie będzie utracone! (zob. J 21, 11b).
w. 7: «dali znak wspólnikom w drugiej łodzi...». W łodzi Piotra, który łowił w posłuszeństwie wobec słowa Tego, który cały zanurzony jest w posłuszeństwie, znajduje się prawdopodobnie nie tylko sam Piotr, ale również Andrzej (czasowniki używane są w liczbie mnogiej!). Obok jest jednak druga łódź, która również wypłynęła na połów i teraz przybywa na pomoc. To samo greckie słowo, które tutaj tłumaczone jest jako „pomoc", a w wersecie 9. oznacza „połów", ma także znaczenie „poczęcia" i używane jest wobec Maryi, która „poczęła" swój owoc posłuszeństwa wobec Słowa (Łk 1, 31). Obie łodzie uczestniczą w tym samym trudzie „poczęcia" i obie zostają „napełnione" tak wielkim błogosławieństwem, że niemal zaczynają tonąć (ale nie toną!). Jest to obraz Kościoła, który prowadząc do zbawienia zagubionych braci, poczyna Syna, który stał się ostatnim ze wszystkich. Dopiero wtedy, gdy ostatni będzie uratowany i bezpieczny, a Bóg stanie się wszystkim we wszystkich (1 Kor 15, 28), Syn zostanie poczęty w całej swojej Pełni (Ef 4, 13).
w. 8: «Panie, jestem grzesznym człowiekiem!». Dzięki swemu posłuszeństwu Piotr odkrywa skuteczną moc Jezusa, który dokonuje tego, co głosi. Upada przed Nim na kolana i uznaje się za „człowieka grzesznego". Piotr w przyszłości jeszcze bardziej doświadczy swojej grzeszności (zob. Łk 22, 33n. 54-62), ale także i wtedy wierność Pana dokona jego nawrócenia (zob. Łk 22, 32. 61n) i sprawi, że dzięki łasce, utwierdzać będzie w wierze innych braci. Teraz jednak Piotr odkrywa naczynie łaski, którym jest jego własny grzech. W spotkaniu z prawdą Boga i z Jego darem miłosierdzia człowiek odkrywa prawdę o sobie. Czuje, że jest daleko, i dlatego prosi, aby się od niego oddalił; myśli, że jest już zgubiony; zdaje sobie sprawę, iż nie jest tym, kim być powinien; czuje się niegodny. Nie istnieje objawienie Boże bez świadomości własnego grzechu. Jego nieskończoną wielkość poznaje się jednocześnie z naszą nieskończoną małością i jedynie przez nią!
w. 9: «Zdumienie bowiem ogarnęło jego...». Zdumienie ogarniające wszystkich jest glebą, na której wyrasta i zakwita świadomość Piotra. Tam, gdzie nie ma lęku, zadziwienia i poczucia grzechu, nie ma obecności Boga, a jedynie jakiegoś bożka, poręcznego i wygodnego, stworzonego na własny obraz i podobieństwo.
w. 10: «podobnie też Jakuba i Jana...». Teraz wymienieni są z imienia także Jakub i Jan, którzy ze zwyczajnych rybaków (w. 7) stają się „wspólnikami", posiadającymi to samo doświadczenie Pana i Jego daru. Razem z Piotrem tworzą oni jedno ciało, rodząc się jako jego bracia z tego samego Słowa, wobec którego okazali posłuszeństwo. Jezus mówi do Szymona: „Nie bój się", podobnie jak powiedział anioł do Zachariasza (Łk 1, 13) i do Maryi (Łk 1, 30). Jest to wezwanie do wiary, którym Bóg zwraca się do człowieka zmieszanego Jego obecnością. Piotr otrzymuje swoją misję, kiedy rozpoznaje w sobie grzesznika i kiedy nosi jeszcze imię Szymon (zob. J 21, 15-19). Grzech nie neguje jego misji. Wręcz przeciwnie, ponieważ „poznanie zbawienia" znajduje się jedynie w odpuszczeniu grzechów (Łk 1, 77), jego ścieżka odkrywania przebaczenia i wierności Boga w swojej niewierności okaże się typowa dla każdej osoby wierzącej. Szymon stanie się Piotrem i otrzyma zadanie utwierdzania swoich braci w wierze właśnie w chwili, gdy doświadcza głębi swojej słabości. Jego prawdziwe powołanie, kiedy zostanie dwukrotnie nazwany: „Szymonie, Szymonie", a zaraz potem „Piotrze", dokona się właśnie wtedy, kiedy doświadczy swojej słabości (zob. Łk 22, 31-34). Piotr będzie „opoką", tzn. gwarancją stabilności, nie ze względu na swoje walory, ale dlatego że nieustannie doświadcza swojej małości i że częstokroć ta jego „skała" wierności wobec Pana okazuje się naga. Piotr wobec swoich braci świadczyć będzie przede wszystkim o wierności Pana. «odtąd będziesz łowił ludzi». Piotr doświadcza miłosierdzia Pana, który wyławia go z grzechu, i otrzymuje misję polegającą na „łowieniu ludzi". Cała ludzkość zanurzona jest w otchłani zatracenia i stoi u boku śmierci, oddzielona od Boga. Piotr wraz z tymi, którzy tworzą wspólnotę, będzie łowił z tej otchłani ludzi, aby ich uratować. „Łowienie" oznacza dokładnie w tekście greckim: 'schwytać żywych'; tego czasownika używa się w Biblii Greckiej na oznaczenie tych, którzy w czasie bitwy mają być wybawieni od śmierci i pozostawieni przy życiu (zob. Lb 31, 15. 18; Pwt 20, 16; Joz 2, 13; 6, 25; 2 Sm 8, 2; 2 Mch 12, 35). Właśnie tego dzieła dokonuje Jezus i nadal będzie go dokonywał wobec wszystkich, także pozostałych uczniów w łodzi (Łk 8, 22nn). Wybawienie z otchłani będzie tym „połowem" wszystkich ludzi, w którym uczestniczyć będą Jego uczniowie. Będą oni Jego świadkami aż po krańce ziemi (Dz 1, 8), kontynuując powierzoną Mu przez Ojca misję szukania i zbawiania tego, co zginęło (Łk 19, 10). Łódź, którą uczniowie wypływają razem z Jezusem na głębię, uobecnia już teraz królestwo zbawionych, które w pełni objawi się przy powtórnym przyjściu Jezusa. Ona jest sakramentem, czyli skutecznym znakiem zbawienia dla świata. W obrazie łodzi wyraża się samoświadomość Kościoła po śmierci Jezusa. Kościół czuje się posłany, aby przywołać wszystkich ludzi do posłuszeństwa wobec Słowa, które zbawia, dając świadectwo tego posłuszeństwa, które go wybawiło.
Tekst: wiara.pl.; medytacja: Wons. Modlitwa Ewangelią; komentarz: S. Fausti, Wspólnota czyta Ewangelię wg św. Łukasza, s. 137-141.
5. Niedziela zwykła, rok C, 2025.02.09
Ofiarowanie Pańskie, 2025.02.02
PIERWSZE CZYTANIE Ml 3,1-4 Przybędzie do swojej świątyni Pan, którego oczekujecie
Czytanie z Księgi proroka Malachiasza
To mówi Pan Bóg:
„Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie.
Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. Wtedy będzie miła Panu ofiara Judy i Jeruzalem, jak za dawnych dni i lat starożytnych”. Oto słowo Boże
PSALM RESPONSORYJNY
Ps 24,7-8.9-10
Refren: Pan Bóg Zastępów, On jest Królem chwały.
Bramy, podnieście swe szczyty,
unieście się odwieczne podwoje,
aby mógł wkroczyć Król chwały.
Kto jest tym Królem chwały?
Pan dzielny i potężny,
Pan potężny w boju. Refren
Bramy, podnieście swe szczyty,
unieście się odwieczne podwoje,
aby mógł wkroczyć Król chwały.
Kto jest tym Królem chwały?
Pan Zastępów: On jest Królem chwały. Refren
DRUGIE CZYTANIE
Hbr 2, 14-18 Chrystus upodobnił się do braci
Czytanie z Listu do Hebrajczyków
Ponieważ dzieci uczestniczą we krwi i ciele, dlatego i Jezus także bez żadnej różnicy stał się ich uczestnikiem, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli. Zaiste bowiem nie aniołów przygarnia, ale przygarnia potomstwo Abrahamowe.
Dlatego musiał się upodobnić pod każdym względem do braci, aby stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem wobec Boga dla przebłagania za grzechy ludu. W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom. Oto Słowo Boże
ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ Łk 2,32
Alleluja, alleluja, alleluja
Światło na oświecenie pogan
i chwała ludu Twego, Izraela.
Alleluja, alleluja, alleluja
EWANGELIA Łk 2,22-40 Ofiarowanie Jezusa w świątyni
22Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. 23Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. 24Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.
25A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. 26Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego.
27 Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, 28on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:
29„Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. 30Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, 31któreś przygotował wobec wszystkich narodów: 32światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”.
33A Jego ojciec i matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. 34Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. 35A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”.
36Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. 37Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. 38Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. 39 A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret. 40Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim. Oto słowo Pańskie.
MEDYTACJA WZIĄĆ JEZUSA WE WŁASNE RAMIONA
O co proszę? O miłość wierną i zdolną do największych poświęceń.
Będę wpatrywał się w Maryję i Józefa, którzy przynoszą do świątyni Dzieciątko Jezus (ww. 22-24). Maryja ma świadomość, że poświęca Bogu swoje pierwsze i jedyne dziecko. Wie, że nie może zatrzymać Go dla siebie. Co mogła odczuwać jako matka? Spróbuję rozmawiać z Maryją o Jej prze-życiu w świątyni.
Będę kontemplował Maryję „Matkę pięknej miłości", która potrafi poświęcić Bogu najdroższą dla Niej osobę. Nie zatrzymuje dziecka przy sobie. Czy potrafię kochać osoby bez zniewalania ich sobą, bez zatrzymywania ich przy sobie? Czy nie manipuluję miłością drugiego człowieka? Czy jestem wolny od nieuporządkowanych przywiązań od osób i rzeczy?
Będę obserwował Symeona i Annę, którzy aż do sędziwego wieku z cierpliwością oczekują na spełnienie się Bożej obietnicy (ww. 25-38). Po wielu latach oczekiwania ich wierność zostaje nagrodzona. Co mogę powiedzieć o mojej ufności do Boga? Czy wierzę, że On nigdy nie spóźnia się ze spełnieniem swoich obietnic? Czy nie wymuszam na Bogu spełniania swoich próśb? Czy nie wątpię w Jego wierność?
Spróbuję wyobrazić sobie siebie na miejscu Symeona (w. 28). „Wezmę" od Maryi maleńkiego Jezusa i obejmę Go własnymi ramionami. Postaram się trwać w tym doświadczeniu przez dłuższy czas. Czy łatwo jest mi wyobrazić sobie siebie w takiej scenie? Jakie budzą się wtedy we mnie uczucia?
Co mogę powiedzieć o mojej więzi z Jezusem? Czy tęsknię za Jezusem? Czy szukam bliskości z Nim na modlitwie? Co najbardziej mi przeszkadza w budowaniu zażyłej więzi z Jezusem?
Powierzę siebie, całą moją rodzinę i wspólnotę Świętej Rodzinie, abyśmy wzrastali w mocy, i mądrości, aby łaska Boża zawsze spoczywała nad nami.
KOMENTARZ
S. Fausti: w. 22: «zanieśli Go do Jerozolimy, aby ofiarować Panu». Pan nawiedza swoją świątynię. To dla człowieka straszliwy dzień (zob. Ml 3), który był nieustannie odkładany. Ale on przybywa ze słabością małego dziecka. Przybywa nie po to, aby dokonać sądu nad tymi, którzy nie przestrzegali prawa, ale po to, aby sam jako człowiek poddać się posłuszeństwu wobec Ojca, któremu my nie byliśmy posłuszni. On przychodzi, aby spłacić nasz dług, ofiarując się Temu, który obdarza nas wszystkim. Nie jest tak, że Bóg wymaga ofiary od człowieka dla swojego majestatu - na tym właśnie polegało kłamstwo Adama. Kiedy człowiek ukazuje się przed Nim, wtedy przywracany jest samemu sobie. Każdy pierworodny należy do Boga, ale nie w tym znaczeniu, że On pragnie go jedynie dla siebie, lecz że składa z niego dar. Bóg nie jest źródłem, które pochlania wodę! Jest dawcą życia. Tylko ofiarowanie pierwocin życia Bogu pozwala uznać, że Bóg jest dawcą życia oraz że samo życie jest darem, a w konsekwencji pozwala na to, aby móc czerpać z życia w obfitości.
ww. 25-28: «[Symeon] wziął Go na ręce...». Symeon, którego imię oznacza 'Bóg wysłuchał', jest człowiekiem, który „słucha słowa Boga" i jest sprawiedliwy i pobożny. Jemu to właśnie Duch Święty obiecał, że ujrzy Mesjasza Pana, pocieszenie Izraela (zob. Iz 40, 1; 32, 1), wypełnienie słowa Boga. W odniesieniu do Symeona trzykrotnie wymieniany jest Duch Święty. Podobnie jak miało to miejsce u wszystkich proroków, Duch Święty „był z nim". Dlatego jest on tym, który słucha Słowa, stawia Boga na pierwszym miejscu i oczekuje na nadejście pocieszenia. Duch zapewnia go, że nie ujrzy śmierci, zanim nie będzie mógł kontemplować Tego, który pozwala wszystkim, którzy Go zobaczą, na wieczność nie zaznać już śmierci. Prowadzony przez Ducha idzie na spotkanie z Jezusem i może nareszcie wziąć Go w swoje ramiona. Ręce Symeona, które są stare i wyobrażają mające wiele tysięcy lat ręce Izraela, przyjmują kwiat życia. Jego głos jest okrzykiem radości, która tłumiona była wieloletnim oczekiwaniem, ale teraz może wreszcie eksplodować. Jest to okrzyk niepowstrzymany, niczym wylanie rzeki, która występuje ze swych brzegów. Teraz może swobodnie za-brzmieć oddech całej ludzkości do tej pory powstrzymywany śmiertelnym lękiem.
ww. 29-31: «Teraz, o Władco, zgodnie z Twoim słowem pozwalasz swemu słudze odejść w pokoju...». Tą pieśnią modlimy się podczas liturgicznej modlitwy na zakończenie dnia. W nocy, która zapada, rozbrzmiewa hymn o zwycięstwie nad ciemnością. Człowiek, który z powodu strachu przed śmiercią stał się niewolnikiem życia przepełnionego smutkiem, lękiem i niezadowoleniem, teraz jest nasycony życiem i może z zadowoleniem opuścić ucztę. Zobaczył Zbawiciela. Teraz odejście z życia może nastąpić w pokoju. To, co nieuchronne, teraz może nastąpić w radości. Strach przed śmiercią - strach przed samym Bogiem, który jest przecież życiem! - rozprasza się niczym mgła po wschodzie słońca. Teraz stary człowiek, będący u kresu swoich dni, nie jest już więcej trzymany w cieniu śmierci, ale obejmuje swoimi starczymi ramionami Tego, który jest dawcą życia. Jedynie spotkanie z Nim może nas uleczyć od trucizny śmierci. Wydarzenie, które na początku było tragedią, gdyż wiązało się ze zniszczeniem wszystkiego, teraz staje się tęsknotą za powrotem. Oczy Symeona nie widzą już przed sobą ciemności, ale jutrzenkę życia - Boże zbawienie (w. 30). Spotkanie z Jezusem Zbawicielem pozwala umrzeć w pokoju, a zatem również i żyć w pokoju. Jest ono niespodzianką dla tego, kto stojąc głodny przed zamkniętymi drzwiami, za którymi wyobraża sobie przepaść ciemności, po ich otwarciu widzi oświetloną salę i wspaniale zastawione stoły przygotowane na ucztę. Podnosi powoli nogę, przekracza próg i może wziąć udział w tym święcie. Zbawienie przygotowane jest przez Boga „dla wszystkich narodów" (w. 31). Nie jest ono zarezerwowane wyłącznie dla Izraela. Jest ono światłem dla wszystkich ludów, które przebywają jeszcze w otchłaniach ciemności i cieniu śmierci (Ił 1, 79; zob. Iz 42, 6; 49, 6). Na tym polega chwała Izraela (w. 32), która uświęca imię Boga i promieniuje na swoim obliczu chwałą Jego oblicza.
w. 33: «A Jego ojciec i matka dziwili się temu, co o Nim mówiono». Maryja i Józef, podobnie jak każdy czytelnik Ewangelii, ze zdziwieniem słuchają pieśni Symeona.
w. 34: «On jest tutaj, aby w Izraelu wielu upadło i wielu powstało». Symeon, symbol ludu Starego Testamentu, sprawiedliwego i przejętego Bożą bojaźnią, który oczekuje na Mesjasza i rozpoznaje Go, jest także w stanie, dzięki pomocy Ducha Świętego, przepowiedzieć Maryi Jej los. Także dzisiaj Jezus jest zrozumiały dla nas jedynie wtedy, kiedy patrzymy na Niego w świetle Starego Testamentu. Dziecko będzie jednocześnie przyczyną upadku i powstania wielu w Izraelu. Niesie bowiem zbawienie, które nie jest przez wszystkich akceptowane. jest zgorszeniem i głupstwem, „znakiem, któremu będą się sprzeciwiać", bo przeczy wszelkiej ludzkiej myśli. Dlatego wszyscy występują przeciwko Niemu, gorszą się nim i upadają. Uczniowie jako pierwsi. Ale On jest Zbawicielem wszystkich tych, którzy upadli. Odsłania się tutaj tajemnica śmierci i Zmartwychwstania Pana, która niczym miecz przenika serce każdego ucznia i całego Kościoła, którego pierwowzorem jest Maryja. Ta tajemnica żyć będzie nieustannie w historii ucznia, który przemierza tę samą drogę od krzyża do chwały.
ww. 36-38: «Przebywała tam też prorokini Anna... ». Anna (‘sympatia, łaska u Boga'), córka Fanuela (`oblicze Boga'), z pokolenia Asera (‘dobry los, szczęście'), dzięki Bożej łasce ma szczęście ujrzeć Boga w obliczu Jezusa. Jest już ona bardzo podeszła w latach. Od swojej młodości jest wdową i jako taka jest symbolem zarówno Izraela, jak i całej ludzkości, która straciła swojego Oblubieńca i żyje w pewnej pustce, pozbawiona oglądania upragnionego oblicza. Nigdy jednak nie opuszcza świątyni, nadal szuka Go i wyczekuje, modli się i pości, cierpi i pragnie, w dzień i w nocy. Spotkanie następuje właśnie w tej „chwili”, w której Symeon przepowiada Jezusowi krzyż – w owej godzinie sprzeciwu. To tutaj Bóg ukazuje się definitywnie swojemu narodowi, pozwalając wszystkim kontemplować Go (zob. Łk 23,48).
ww. 39-40: «Kiedy wypełnili wszystko zgodnie z Prawem Pańskim, wrócili do Galilei, do swojego miasta - Nazaret...». Prezentacja Jezusa Izraelowi w świątyni i rozpoznanie Go kończy czas Prawa jako drogi zbawczej. Nie dzieje się tak dlatego, że Prawo przestało być ważne, ale dlatego, że w końcu zostało ono doprowadzone do końca, wypełniło się. Po upadku ostatniej zapory droga jest już wolna. Jezus postępuje inaczej niż Adam i cały Izrael - On słucha Ojca i jest Jemu posłuszny. W ten sposób wypełnia Prawo, które zostało dane nieposłusznemu słudze, i rozpoczyna czas łaski, właściwy dla Syna posłusznego woli Ojca. Już w tym nowym czasie łaski Jezus powraca do Nazaretu i tam pozostaje przez trzydzieści lat, a więc przez czas życia całego pokolenia. W ten sposób dokonuje Odkupienia każdego pokolenia i każdego życia właśnie w jego codzienności. Nazaret, podobnie jak każda inna tajemnica życia Jezusa, nie jest ukryciem, ale objawieniem Boga. Wszystkie Ewangelie niewiele albo wręcz w ogóle nie mówią o tym okresie trzydziestu lat życia Jezusa. W Nazarecie Pan nauczył się być obdarzany po ludzku czułością, był kochany i karmiony matczyną piersią; nauczył się mówić i używać różnych przedmiotów, chodzić, bawić się i pracować; nauczył się dzielić z człowiekiem jego minuty, godziny, noce, dni, święta, pory roku, lata, oczekiwania, trudności i miłość. W ciszy, w pracy, w posłuszeństwie, w jedności z Maryją i Józefem oraz swoimi kuzynami, Bóg nauczył się od człowieka wszystkich ludzkich czynności i zachowań. Tajemnica życia Jezusa w Nazarecie objawia niezwykłą prawdę o całkowitym przyjęciu naszego życia przez Boga. On zespolił się z nami we wszystkim, czyniąc się jednym ciałem z każdą konkretną rzeczywistością ludzką. Nazaret jest tajemnicą, która wyzwała całe stworzenie z nieważności tego, co małe i ograniczone. W granicach czasu spotykamy wieczność, w granicach przestrzeni znajdujemy to, co nieskończone. Cisza Nazaretu jest najbardziej wymowną tajemnicą Boga. Jezus wzrasta, nabiera sił i napełnia się „mądrością" w łasce tego Boga, wobec którego każdy człowiek ukrywał się już od samego początku świata.
Tekst: liturgia.wiara.pl, Medytacja: Wons; Komentarz: S. Fausti, Wspólnota czyta Ewangelię według św. Łukasza, s. 79-81.84
Ofiarowanie Pańskie, 2025.02.02
3. Niedziela zwykła, rok C, 2025.01.26
PIERWSZE CZYTANIE Ne 8, 2-4a. 5-6. 8-10 Czytanie Prawa Bożego
Czytanie z Księgi Nehemiasza
Kapłan Ezdrasz przyniósł Prawo przed zgromadzenie, w którym uczestniczyli przede wszystkim mężczyźni, lecz także kobiety oraz wszyscy inni, którzy byli zdolni słuchać. I czytał z tej księgi, zwrócony do placu znajdującego się przed Bramą Wodną, od rana aż do południa przed mężczyznami, kobietami i tymi, którzy mogli rozumieć; a uszy całego ludu były zwrócone ku księdze Prawa.
Pisarz Ezdrasz stanął na drewnianym podwyższeniu, które zrobiono w tym celu. Ezdrasz otworzył księgę na oczach całego ludu – znajdował się bowiem wyżej niż cały lud; a gdy ją otworzył, cały lud powstał. I Ezdrasz błogosławił Pana, wielkiego Boga, a cały lud, podniósłszy ręce, odpowie-dział: «Amen! Amen!» Potem oddali pokłon i padli przed Panem na kolana, twarzą ku ziemi.
Czytano więc z tej księgi, księgi Prawa Bożego, dobitnie, z dodaniem objaśnienia, tak że lud rozumiał czytanie. Wtedy Nehemiasz, to jest namiestnik, oraz kapłan-pisarz Ezdrasz, jak i lewici, którzy pouczali lud, rzekli do całego ludu: «Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu. Nie bądźcie smutni i nie płaczcie!» Cały lud bowiem płakał, gdy usłyszał te słowa Prawa. I rzekł im Nehemiasz: «Idźcie, spożywajcie potrawy świąteczne i pijcie słodkie napoje, poślijcie też porcje temu, który nic gotowego nie ma: albowiem poświęcony jest ten dzień Bogu naszemu. A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją».
Oto słowo Boże.
PSALM RESPONSORYJNY
Ps 19 (18), 8-9. 10 i 15 (por. J 6, 63c)
Refren: Słowa Twe, Panie, są duchem i życiem.
Prawo Pańskie jest doskonałe i pokrzepia duszę, *
świadectwo Pana jest pewne, nierozważnego uczy mądrości.
Jego słuszne nakazy radują serce, *
jaśnieje przykazanie Pana i olśniewa oczy. Refren.
Bojaźń Pana jest szczera i trwa na wieki, *
sądy Pana prawdziwe, wszystkie razem słuszne.
Niech znajdą uznanie przed Tobą †
słowa ust moich i myśli mego serca, *
Panie, moja Opoko i mój Zbawicielu. Refren.
DRUGIE CZYTANIE
(dłuższe 1 Kor 12, 12-30, krótsze 1 Kor 12, 12-14. 27) Mistyczne Ciało Chrystusa
Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian
Bracia:
Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscy bowiem w jednym Duchu zostaliśmy ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscy też zostaliśmy napojeni jednym Duchem. Ciało bowiem to nie jeden członek, lecz liczne członki. Jeśliby noga powiedziała: «Ponieważ nie jestem ręką, nie należę do ciała» – czy wskutek tego rzeczywiście nie należy do ciała? Lub jeśliby ucho powiedziało: «Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała» – czyż nie należałoby do ciała? Gdyby całe ciało było wzrokiem, gdzież byłby słuch? Lub gdyby całe było słuchem, gdzież byłoby powonienie? Lecz Bóg, tak jak chciał, stworzył różne członki, rozmieszczając każdy z nich w ciele. Gdyby całość była jednym członkiem, gdzież byłoby ciało? Tymczasem są wprawdzie liczne członki, ale jedno ciało.
Nie może więc oko powiedzieć ręce: «Nie jesteś mi potrzebna», albo głowa nogom: «Nie potrzebuję was». Raczej nawet niezbędne bywają dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze; a te, które uważamy za mało godne szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem. Tak przeto szczególnie się troszczymy o przyzwoitość wstydliwych członków ciała, gdyż wobec tych, które nie należą do wstydliwych, nie istnieje taka po-trzeba. Lecz Bóg tak ukształtował nasze ciało, że zyskały więcej szacunku członki z natury mało godne czci, by nie powstało rozdwojenie w ciele, lecz żeby poszczególne członki troszczyły się o siebie nawzajem. Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współradują się wszystkie członki.
Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi Jego członkami. I tak ustanowił Bóg w Kościele naprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają moc czynienia cudów, potem tych, którzy uzdrawiają, którzy wspierają pomocą, którzy rządzą, którzy przemawiają rozmaitymi językami. Czyż wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy mają moc czynienia cudów? Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy mówią językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć?
Oto słowo Boże.
ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ
Por. Łk 4, 18
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Pan posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę,
więźniom głosił wolność.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
EWANGELIA
Łk 1, 1-4; 4, 14-21 Słowa Pisma spełniły się na Chrystusie
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
1,1Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, 2tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. 3Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, 4abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono.
4,14W owym czasie: Powrócił Jezus mocą Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. 15On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. 16Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać.
17Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, znalazł miejsce, gdzie było napisane: 18«Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, 19abym obwoływał rok łaski Pana».
20Zwinąwszy księgę, oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione. 21Począł więc mówić do nich: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście». Oto słowo Pańskie.
MEDYTACJA POWIERZYĆ SIĘ MOCY DUCHA
O co proszę? O głębokie doświadczenie mocy Ducha w mojej codzienności.
Słowa, które Łukasz kieruje do Teofila, będę czytał jak list pisany do mnie osobiście. Słowa Ewangelii mają moc Ducha. Powinienem czerpać z niej często, aby przekonywać się o całkowitej pewności mojej wiary (1,1-4).
Będę kontemplował Jezusa, który w mocy Ducha wraca do rodzinnego miasta Nazaret. Wraca po czterdziestu dniach modlitwy i postu na pustyni.
Życie w mocy Ducha jest owocem modlitwy i postu. Ich brak osłabia nasze życie duchowe. Czy znajduję na co dzień „przestrzeń pustyni" na modlitwę? Czy proszę z wiarą o Ducha mocy? Czy stać mnie na dobrowolnie podejmowany post?
Będę się wpatrywał w Jezusa nauczającego w synagodze i słuchał wypowiadanych przez Niego z mocą słów (4, 14-21). Jezus nie boi się głosić niewygodnej dla słuchaczy prawdy, ponieważ żyje z głębokim wewnętrznym przekonaniem, że „Duch Pański spoczywa na Nim" (4,18). Jest pewny, że dobrze spełnia swoją misję.
Czy mogę powiedzieć, że moja wiara i pełnione powołanie dają mi wewnętrzną pewność, iż należę do Boga i że to mi naprawdę wystarcza? Czy na co dzień nie opanowują mnie lęk i niepewność? Czego się lękam? Jaka jest moja największa niemoc? Powiem o tym Jezusowi.
Poproszę Go z wiarą o Ducha mocy, by przeniknął mnie całego, uwolnił od lęków i niemocy: „Duchu Święty, zabierz moje lęki i udziel Twojej mocy".
KOMENTARZE
Fausti: 1. Przesłanie w swoim kontekście (1,1-4)
Ewangelia według św. Łukasza napisana została dla wywodzących się spośród pogan chrześcijan trzeciego pokolenia. Odlegli od Chrystusa w przestrzeni i czasie, nie widzieli Jego przyjścia ani nie poznali osobiście tych, którzy Go spotkali. Także Jego powtórne przyjście zaczęło wydawać się bardziej odległe niż dotąd sądzili. Wynikała stąd nagła potrzeba, aby odpowiedzieć na dwa istotne pytania: Jak można czerpać z rzeczywistości, która należy już do przeszłości i wydaje się coraz bardziej odległa, i jak kroczyć ku przyszłości, która także stała się daleka? Innymi słowy, jakie znaczenie miało przyjście Jezusa i jaki sens będzie miało Jego powtórne przyjście? Jaką wartość ma dzisiaj pamięć o tych wydarzeniach dla jutra zbawienia? Co wspólnego ma Jezus z moim życiem w świecie, w którym obecne jest zło i w którym borykam się z różnymi codziennymi problemami i troskami, skoro nie ma Go już tutaj i skoro jeszcze nie powrócił? Czy Jego przyjście i powrót nie ulatują coraz bardziej poza nieokreślony bliżej horyzont? Jaki jest związek pomiędzy Jego chwalebną przeszłością a naszą teraźniejszością pogrążoną w mrokach i naszą przyszłością zbawienia? W jaki sposób Jego przyjście w przeszłości i Jego przyszły powrót mogą oddziaływać dziś na nasze chrześcijańskie życie? Łukasz bardzo jasno stawia problem historii - uchwycić dziś to zrozumieć, jakie znaczenie ma dla naszej teraźniejszości to, co dokonało się w przeszłości, i to, co określa przyszłość. Łukasz rozumie, że człowiek jest „istotą historyczną". Ze swej natury zawieszony jest pomiędzy tym, co już się stało, i tym, co ma dopiero nastąpić. Jest ograniczony, a jednocześnie stara się pokonywać własne ograniczenia. Dąży do realizacji siebie i ciągle buduje własną tożsamość w oparciu o to, co znajduje wokół siebie, a także przed sobą i za sobą. Jest jedyną istotą świadomą faktu swojego umierania. Odczuwa samotność, która go odróżnia od innych, dręczy go, zabiera mu oddech i w końcu go zabija. Nie może istnieć bez przeszłości i bez przyszłości. Starając się uniknąć nicości, człowiek wchodzi w relację ze wszystkim, co istnieje. Wymiar przestrzeni zakotwicza go w świecie teraźniejszym, określając jego stosunek do osób, zdarzeń i całego otaczającego go środowiska. Wymiar czasu umiejscawia go natomiast w rozumnym dialogu z przeszłością, która staje się jego pamięcią i skłania go do przyjęcia odpowiedzialności za przyszłość, którą przyjmuje jako projekt dotyczący jego życia. Człowiek bez historii nie wie, kim jest, żyje zawieszony w próżni. Jest niezdolny do odkrycia prawdy o sobie. Przeszłość wyrażana jest przez słowo-wspomnienie przechowywane w pamięci człowieka. To ono stanowi o jego tożsamości i daje mu możliwość istnienia, komunikowania i budowania przyszłości. Historię możemy odczytywać jako nieustanne dążenie człowieka do przełamania swoich ograniczeń. To przygoda tego, kto szukając samego siebie, poszukuje kogoś Innego. Przygoda piękna, ale zarazem frustrująca, ponieważ jej motorem jest świadomość własnego ograniczenia. Obiektyw-na niezdolność przekroczenia tej bariery prowadzi do zawiedzenia i smutku, ponieważ człowiek nie może zaakceptować takiego stanu i pragnie go przezwyciężyć. Jednocześnie niezdolność przezwyciężenia ograniczeń z czasem staje się dla niego coraz bardziej wyraźniejsza, aż do poznania ostatniej granicy, która kładzie kres wszystkiemu. Czy zatem historia jest męczącym i przymusowym wspinaniem się na szczyt jakiegoś wierzchołka ze świadomością, że i tak u kresu zakończy się ono upadkiem? Czy zdecydowana niewystarczalność siebie samego w stosunku do swoich pragnień i niemożliwe do zrealizowania pragnienie Innego (Pascal) nie czynią człowieka z natury nieszczęśliwym? Czy jego historia jest nieustannym obracaniem się w kółko, krążeniem po omacku, bez innej nadziei niż bezcelowe oczekiwanie na śmierć? Szukając siebie, człowiek ściągany jest na dno przepaści. Niemożliwe do spełnienia pragnienie staje się źródłem strachu i żądaniem, aby to, czego się obawiamy, w końcu nadeszło. W rzeczywistości śmierć jest jedyną rzeczą, której człowiek może realnie oczekiwać. Ale temu wyczekiwaniu przeciwstawia się Boża obietnica, której nie da się wywnioskować z samego faktu śmierci. Obietnica lepszego świata, otwartego na niebo; całkowicie innego, którego nie możemy sobie wyobrazić ani nie ośmielamy się o nim marzyć. Bóg przybliżył się do człowieka, obiecując mu przede wszystkim zbawienie. Aby jednak zostało ono właściwie pojęte, konieczny był długi proces edukacji, który przechodził przez dar nieoczekiwanych „zbawień", a także przez zaprzeczenie innych, o które człowiek prosił i które pragnął otrzymać. Celem tej Bożej pedagogii jest zachęcenie człowieka do ufności, aby mógł przyjąć zbawienie, którego nie byłby w stanie wyobrazić sobie umysłem. W historii Izraela Bóg po raz pierwszy zaorał kawałek naszej ziemi, zasiał na niej swoje słowo i pielęgnował je. Ono powoli rosło, stało się wielkim drzewem i przyniosło dojrzałe owoce: „Drzewo życia rodzące dwanaście razy owoce. Wydaje ono owoc co miesiąc, a jego liście służą narodom jako lekarstwo" (Ap 22, 2). Mozolna praca Boga teraz została zakończona. On sam dokonał wyłomu w murze naszej historii. Upadła ostatnia skała, która zasłaniała drogę. Otworzyła się droga ucieczki przed całkowitym zatraceniem. Niestety, nikt nie zdał sobie z tego sprawy. Nawet osoby przebywające najbliżej! Boże dzieło, niewielkie i dokładnie określone w czasie i miejscu (podobnie jak każda inna rzeczywistość) zostało przytłoczone zgiełkiem całej tej wielkiej historii. Łukasz chce wziąć każdego człowieka za rękę, aby przyprowadzić go do tego miejsca, w którym obalony został owy mur — jest nim historia Jezusa. Przez ten wyłom człowiek wychodzi z niewoli śmierci. Rusza w drogę ze wszystkimi swoimi ranami i rozczarowaniami, z całym swoim smutkiem i desperacją i spotyka się ze światłem życia. O dziele Łukasza możemy mówić jako o Ewangelii „historycznej" w tym znaczeniu, że Ewangelista wychodzi naprzeciw konkretnemu człowiekowi. W swoim dziele otwiera historię każdego zwykłego człowieka na zbawienie, które zostało obiecane przed wiekami, a teraz wypełniło się w Jezusie. On jest centrum czasu, wiecznym dzisiaj Boga dla całego świata. Przez niego „dziś zbawienie stało się udziałem tego domu" (Łk 19, 9). Już w prologu Ewangelii Łukasz przedstawia się jako „historyk zbawienia". Opowiada o tych „wydarzeniach, które wśród nas się dokonały", które przekazane zostały przez „naocznych świadków", którzy stali się „sługami Słowa". Świadectwa innych uporządkowane zostały przez Łukasza, aby jego czytelnik, Teofil, sam mógł przekonać się o prawdziwości przekazywanej nauki.
2. Lektura tekstu
w. 1: «wydarzenia, które wśród nas się dokonały». Chodzi tu o historię Jezusa. Wiara chrześcijańska nie opiera się na snach, projektach, tajemnej mądrości — czyli na tym wszystkim, co człowiek buduje sobie sam, próbując zbawić się na własną rękę. Bóg nie jest niemową, ale od samego początku wchodzi w dialog z człowiekiem. Słowo Boga niosło ze sobą obietnicę, która teraz w Jezusie spełniła się, stała się ciałem. Komunikacja Boga osiągnęła swój cel, którym jest komunia człowieka z Bogiem. Łukasz opowiada o wydarzeniach z życia Jezusa jako o wypełnieniu pośród nas owej obietnicy. Zaimek „nas" oznacza cały Kościół i obejmuje wszystkich ludzi, we wszystkich miejscach i w każdym czasie. Wydarzenia, o których mowa, miały miejsce w konkretnym okresie historycznym i stanowią pewną dokładną historię, która toczy się od otwarcia nieba w momencie chrztu i zamyka się we Wniebowstąpieniu. Ten krótki okres jest oknem, które Bóg otworzył sobie na ludzkość, zbliżając się do niej, aby ją zbawić. Jest to Jego wieczne dziś, do którego wzywa wszystkich. Stamtąd mówi do nas i komunikuje nam siebie, stamtąd wychodzimy z niewoli śmierci do wspólnoty życia z Nim. Jest to centrum czasu, ku któremu, zgodnie z daną obietnicą, prowadzi cała przeszłość. Jest to też „nowy czas", w którym cała przyszłość znajduje swoje źródło życia. Te „wydarzenia" nie wynikają z naszych oczekiwań, podobnie jak na przykład pingwiny nie spodziewają się zobaczyć tropikalnego słońca w regionach polarnych. Człowiek nie może oczekiwać czegoś, czego nie poznał z doświadczenia własnego lub innych. Człowiek w oparciu o swoje doświadczenie mógłby odnosić do siebie jedynie brak sensu, strach, niesprawiedliwość i pustkę, nad którą króluje śmierć. Te „wydarzenia" stają się jednak zrozumiałe w świetle obietnicy Boga i doświadczenia jego wierności, które w szczególny sposób objawione i zapisane zostały w księgach Starego Testamentu. w. 2: «zgodnie z tym, jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami Słowa». „Piszemy wam o tym, co było od początku, co słyszeliśmy i widzieliśmy na własne oczy, co oglądaliśmy i dotykaliśmy własnymi rękami - o Słowie życia. To życie się objawiło, a myśmy je widzieli i o nim świadczymy. Głosimy wam życie wieczne, które jest u Ojca, a nam zostało objawione. To, co zobaczyliśmy i usłyszeliśmy, głosimy także wam, abyście i wy trwali z nami w łączności. A jest to łączność z Ojcem i z Jego Synem, Jezusem Chrystusem. Piszemy o tym, aby nasza radość była pełna" (1 J 1, 1-4). W taki sposób pisze św. Jan. Pierwsi uczniowie są „naocznymi świadkami", własnymi oczami ujrzeli Słowo życia. To doświadczenie było jedyne w swoim rodzaju i niepowtarzalne, ale błogosławieństwo, które otrzymali pierwsi uczniowie (zob. Łk 10, 23n), jest poprzez nich przeznaczone dla wszystkich. Lata, kiedy przebywali razem z Jezusem, należą do tego okresu historii, w którym zburzony został mur i w człowieczym domu zagościło Boże zbawienie. Dzięki ich świadectwu także my zostajemy przyprowadzeni do miejsca, przez które przenika światło. Uczniowie świadomi są misji wobec całej ludzkości - są depozytariuszami daru, który zaspokaja pragnienie wszystkich ludzi. Nie mogą spokojnie żyć, jeśli nie dzielą się tym, co otrzymali. Ich radość nie może istnieć bez naszej radości, bo nie wystarczy im światłości, jeśli nie będzie ona rozświetlać smutku tych, którzy są obok nich. Znając pragnienie Ojca, stali się „sługami Słowa" dla braci, aby radość ogarnęła całą ludzkość i aby nasza radość była doskonała. Ta sama miłość Syna przynagla ich (2 Kor 5, 14) do głoszenia i „przekazywania" zbawienia, którego doświadczyli. To, co widzieli, słyszeli i czego dotykali, jest końcowym dziełem Boga - jest „wypełnieniem". Ze strony człowieka nie można już niczego oczekiwać, ponieważ ze strony Boga nie można już uczynić nic więcej - On uczynił to, co było niemożliwe, dał samego siebie! Środkiem przekazu jest słowo, które pobudza ich wewnętrznie do komunikowania go innym. Słowo, które na ich oczach stało się ciałem i które stało się ich życiem, teraz powraca na ich usta jako słowo, które pragnie stać się ciałem w tych, którzy go słuchają. Dzięki ich świadectwu jesteśmy prowadzeni ku dzisiaj Boga i widzimy w nim oblicze Jezusa. „Ukaż mi, Panie, swoje oblicze" - to wielkie pragnienie człowieka, który jest zwierciadłem Boga, uczynionym na Jego obraz i podobieństwo. Ukaż mi swoje oblicze, abym mógł odnaleźć w Nim samego siebie i zostać zbawionym. Widzimy to oblicze w opowiadaniu naocznych świadków. Ich słowa, kiedy docierają do moich uszu i do mego serca, stają się wspomnieniem zbawienia: bramą do serca mojego życia, do centrum mojej egzystencji, do dziś Boga same-go. W posłuszeństwie temu wspomnieniu także ja odbijam oblicze Boga, którego poszukuję, i jest ono moim obliczem, upodobnionym i przemienionym w Jego oblicze! W słuchaniu i wspominaniu tych wydarzeń, w wierze i pełnej czci kontemplacji, w posłuszeństwie i w rozeznawaniu znajduje się komunia i doskonała radość życia. Chrześcijanin żyje swoim Panem, a Pan żyje w jego świadectwie. Losy historii zawierzone są odpowiedzialnej wierności wierzącego, który jest w świecie sakramentem zbawienia. To zaprawdę wielka i zatrważająca odpowiedzialność. Świadomi tej odpowiedzialności rozumiemy, dlaczego „wielu usiłowało już opowiedzieć o wydarzeniach" (w. 1), a także dlaczego Łukasz, zdający sobie sprawę z ważności tego opowiadania, chce uczynić to raz jeszcze, w sposób uporządkowany i z dużą dokładnością. w. 3: «postanowiłem też i ja zbadać dokładnie wszystko od początku i po kolei opisać ci, dostojny Teofilu». Jedynie usystematyzowane i chronologicznie uporządkowane opowiadanie może wyraźnie ukazać główne etapy życia i działalności Jezusa. Łukasz kontempluje je, opisując dokładnie ich rozwój, wzajemne powiązania, relacje oraz ich wymowę, aby czytelnik mógł je sobie przypomnieć i odtworzyć w sobie Boże oblicze, którego nikt nigdy nie widział i które Jezus jako pierwszy nam objawił. Chrześcijanin, klęcząc przed Ewangelią, z uwagą słucha każdego słowa, aby żaden szczegół nie mógł umknąć jego uwadze. Kochać i poznać ukochanego w sposób jak najbardziej obiektywny, z troską o każdy detal, nie mieszając Jego historii z własnymi pragnieniami, uprzedzeniami i ideologiami, aby przyjąć Go takiego, jaki jest i jak został nam objawiony. Jego oblicze wypisane jest i wyryte w moim sercu (por. 2 Kor 3, 3) i staje się moim nieustającym wspomnieniem. Jest wspomnieniem, wskazującym mi drogę przemiany mojego życia, które musi wprowadzać zamieszanie. Człowiek działa na bazie swojej pamięci, mocą tego, co leży mu na sercu. Osoba wierząca nosi w sercu Słowo i zachowuje się wobec niego tak samo jak ta, w której Słowo stało się ciałem: „zachowywała wszystkie te słowa w swym sercu" (Łk 2, 51). Wzorem jest Maryja, która - niezależnie od tego, czy to rozumie, czy też nie - przyjmuje Słowo, przechowuje je w sercu i daje wzrost temu, od którego we właściwym czasie otrzyma światło i życie. Teraz Je zatrzymuje, podziwia z zachwytem, uwielbieniem i radością. Zarówno we wspólnocie, jak i w każdym chrześcijaninie, kiedy zaniedbuje się opowiadanie naocznych świadków, oblicze Boga pozostaje zakryte i Jego objawienie zostaje zastąpione fałszywymi obrazami - bożkami i ideologiami, w których nie ma zbawienia! Rodzą się inne formy chrześcijaństwa, odbiegające od Chrystusa, które nie mają nic wspólnego z Jego prawdą (zob. Ef 4, 20n). Poza opowieścią i wspomnieniem nie ma wspólnoty i komunii z tymi, którzy widzieli Chrystusa, a w konsekwencji także i z samym Chrystusem. „Szczęśliwi ci, którzy nie zobaczyli, a uwierzyli!" (J 20, 29). Poprzez słuchanie słowa tych, którzy ujrzeli, również my możemy powierzyć siebie Panu i wejść z Nim w komunię. W tym opowiadaniu możemy Go zobaczyć i pokochać. Spełnia się wobec nas wielkie błogosławieństwo: „Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie" (Łk 10, 23). Naoczni świadkowie udostępniają nam swoje własne oczy. Pośród wielu, którzy próbowali spisać tę opowieść (w. 1), należy z całą pewnością wymienić Marka, od którego Łukasz zaczerpnął bardzo wiele, oprócz struktury literackiej opisującej drogę z Galilei do Jerozolimy. Z 661 wersetów Marka zasadniczo Łukasz przejął 350. Oprócz dzieła Marka korzystał też ze zbioru mów wspólnego z Mateuszem, a także z jakiegoś własnego źródła, zawierającego różne tradycje spisane i przepowiadane (źródła „Q" i „L"). Można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że wśród wielu pism pragnących uwiecznić te wydarzenia, znajdowały się także te, które Kościół nie uznał za kanoniczne - normatywne dla wiary. Jakim więc kryterium kierował się Kościół, kiedy uznawał dzieło Łukasza za kanoniczne i dlaczego właśnie Ewangelia według św. Łukasza posiadała cechy, które sprawiły, że została ona zaliczona do grona tych uznanych? Są dwa podstawowe kryteria uznania kanoniczności opowiadań o prawdach wiary. Pierwszym kryterium jest bazowanie na autorytecie „naocznych świadków", bez domieszki fantazji i zmyślonych faktów, zgodnie z Chrystusową prawdą, która jest w Jezusie (Ef 4, 20n). Drugim jest potwierdzenie „prawdziwości otrzymanego pouczenia", czyli taka interpretacja faktów, która jest niczym innym, jak tylko coraz bardziej dokładnym, uporządkowanym i adekwatnym zdawaniem sobie sprawy z tego, co już od samego początku przekazane zostało w wierze Kościoła. „Nikt bowiem nie może położyć fundamentu oprócz tego, który jest już położony, a którym jest Jezus Chrystus. Czy ktoś buduje na tym fundamencie ze złota, srebra, szlachetnych kamieni, drewna, siana, słomy, to okaże się w dniu, w którym wyjdzie na jaw dzieło każdego i objawi się to w ogniu" (1 Kor 3, 11nn). Jeszcze przed dniem sądu istnieje ogień, który osądza i rozróżnia to, co jest fałszywe, od tego, co jest prawdziwe. Trzecim i decydującym o normatywności kryterium jest poświadczenie faktu, że autor przestrzegał dwóch pierwszych zasad, czyli akceptacja Kościoła. Uznaje on dany tekst za kanoniczny, jeśli dzięki mocy Ducha Świętego, który go prowadzi, odnajduje się w nim i dostrzega prawdę Chrystusowego nauczania, która dzięki Duchowi Świętemu obecna jest w Kościele. Duch uzdalnia bowiem Kościół do niesienia ciężaru słów Jezusa, prowadząc go „w całej prawdzie" i przypominając mu o tym wszystkim, co On powie-dział (J 14, 26). «Teofil». To adresat opowiadania Łukasza. Teofil znaczy 'umiłowany przez Boga', a także 'kochający Boga'. To figura każdego ucznia, który po przyjęciu nauki wie, że jest kochany przez Boga, i z całego serca pragnie stać się kochającym Boga. Łukasz zwraca się więc do chrześcijanina, który pragnie stać się dojrzały i stały w wierze, świadomy swojej odpowiedzialności przed światem i przed historią. Chce prowadzić go krok po kroku, aby mógł przeżyć doświadczenie uczniów z Emaus, którzy po wysłuchaniu wyjaśnienia dobrze już znanych sobie słów rozpoznają Go po łamaniu chleba i decydują się na zmianę drogi. Odnajdują się w jedynej wspólnocie wraz z jedenastoma apostołami, którzy ujrzeli Go i ogłaszają z radością: „Pan prawdziwie zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi" (Łk 24, 34). w. 4: «abyś przekonał się o prawdziwości otrzymanego pouczenia». Łukasz jest jedynym Ewangelistą, który wyraźnie oświadcza, że sam nie widział Jezusa. Jest w podobnej sytuacji, jak jego czytelnik Teofil. Z tego powodu opiera się na tych, którzy Go widzieli, uznając konieczność tego historycznego pośrednictwa, którym jest tradycja. Wiara nie jest sprawą prywatną i subiektywną! Jego zamiarem jest dotarcie do kontemplacji umiłowanego oblicza Jezusa wraz ze swoim adresatem, poprzez oczy tych, którzy widzieli. Przekonanie się o prawdziwości otrzymanej nauki oznacza umocnienie już otrzymanej wiary i doprowadzenie jej do pełni, aby móc uznać swój dług wobec przeszłości i swoje zadanie na przyszłość. Łukasz kieruje swoją Ewangelię do człowieka, którego od Jezusa dzieli już różnica czasu i kultury i który nie spodziewa się też Jego szybkiego powrotu i bliskiego nadejścia końca czasów, ale który chce dowiedzieć się czegoś więcej o tym, co już w zarysach poznał, i który pragnie podejmować refleksję nad swoim życiem w perspektywie Bożego objawienia. Razem z nami Ewangelista stara się zrozumieć, co oznacza żyć wiecznym dziś Boga i Jego zbawieniem w „tym" czasie, zanurzonym w „ciemności i cieniu śmierci" (Łk 1, 79).
1. Przesłanie w swoim kontekście (4,14-21)
Opis kuszenia pokazał nam, jakie sposoby godności i misji Syna Bożego zostały przez Jezusa odrzucone. Teraz możemy zobaczyć, jakim sposobem się posługuje. Jezus objawia siebie, głosząc słowa braterstwa, którym żyje On sam od Nazaretu do Jordanu i od Jordanu po krzyż. W mocy Ducha Świętego rozpoczyna swoją działalność i inauguruje rok jubileuszu, w którym przeżywa się ojcostwo Boga w braterstwie pomiędzy ludźmi. Wskazuje na siebie jako na wypełnienie „słowa łaski", które niesie błogosławieństwo Boga i realizuje daną obietnicę (w. 16-19). Ewangelista pragnie, aby jego czytelnik spotkał z tym „słowem łaski", które jest głoszone dziś (w. 20n). Ono ma swoje korzenie w przeszłości — obietnica Izajasza i postaci Eliasza i Elizeusza — i realizuje się dziś, w wiecznym dziś Boga, które dokonało się raz na zawsze w Jezusie i uaktualnia się zawsze, ilekroć Słowo głoszone jest w Jego imię. Pismo Święte wypełnia się w tych, którzy słuchają głoszącego je Jezusa (w. 21).
2. Interpretacja tekstu
w. 14: «Jezus powrócił w mocy Ducha do Galilei...». W przeciwieństwie do Jana Chrzciciela Jezus nie pozostaje na pustyni, ale powraca do swoich rodaków, aby ich wyzwolić. Moc Ducha Świętego, dzięki której działa, objawi się we „władzy" i „mocy" Jego słowa, które pokonuje zło (w. 36). Wieść o Nim rozchodziła się wszędzie. w. 15: «On zaś nauczał». Jego nauczanie odbywać się będzie w synagogach i na ulicach (w. 43), a dopełni się w domu (Łk 5, 17n). Ewangelia głoszona jest w trzech miejscach: w synagodze, którą jest Izrael; na ulicach, które obrazują misję; oraz w domu, którym jest Kościół. Działalność Jezusa jest wszechstronna i nieustająca. On pragnie dotrzeć do człowieka we wszystkich jego życiowych sytuacjach. Ewangelista Łukasz nie mówi nam o tym, czego Jezus naucza, ponieważ On sam jest nauką - słowem Boga, które objawia się, dokonując tego, o czym głosi. Rezultatem nauczania Jezusa jest, wychwalanie" Go on przez wszystkich, które wyrażone jest przez Ewangelistę słowem, używanym zazwyczaj w odniesieniu do czci, jaka oddawana jest Bogu. Początkowe wychwalanie szybko jednak - już w tym pierwszym opowiadaniu - zamieni się w postawę wrogości i odrzucenia. w. 16: «Przyszedł też do Nazaretu... ». Łukasz wie, że Jezus rozpoczął swoją misję w innym miejscu (zob. w. 23), ale w swojej Ewangelii umieszcza ten początek w Nazarecie, pomiędzy Jego najbliższymi. Odrzucony przez nich, będzie głosił swoją naukę gdzie indziej i tani przyniesie ona owoce. Także my, chrześcijanie, od samego początku wzywani jesteśmy do utożsamiania się z najbliższymi Jezusa, do wejścia do synagogi i słuchania Tego, który przybył dla wszystkich i wypełnia Bożą obietnicę w tych, którzy Go słuchają. Jego nauczanie dokonuje się w czasie szabatu, ponieważ Jego słowo otwiera człowiekowi dzień odpoczynku Boga. Do tego odpoczynku można wejść przez słuchanie i posłuszeństwo wobec objawionej w Chrystusie Bożej woli (zob. Hbr 3, 7-14). W synagodze, w „dniu szabatu", Jezus „wstał", aby czytać spisane słowa, tak jak po powstaniu z martwych Chrystus będzie czytać i ujawni znaczenie słowa danego Izraelowi (zob. Łk 24, 25-27. 44-47). w. 17: «Podano Mu zwój...». Księga, która jest zamknięta dla tego, kto umie czytać, i otwarta dla tego, który nie urnie czytać (zob. Iz 29, 11), znajduje się nareszcie w rękach Tego, który może ją otworzyć i czytać. On rzeczywiście „otwiera ją" i „zamyka" - czyta ją i aktualizuje: Jesteś godny wziąć zwój i złamać jego pieczęcie" (Ap 5, 9). Słowo Boga pozostaje zapieczętowane i niezrozumiałe poza Chrystusem, które je dopełnia. Bez Niego pozostaje bowiem niewypełnioną obietnicą, a więc niezrozumiałą zagadką, ponieważ skoro Bóg obiecuje coś, to zawsze wypełnia swoją obietnicę. ww. 18-19: «Duch Pana nade mną...». Jezus odczytuje obietnicę zawartą w Iz 61, która ogłasza rok jubileuszowy. W tym czasie łaski ziemia, będąca darem ojca dla swoich dzieci, jest ponownie dzielona między braci. Celebracja jubileuszu wyrażającego braterstwo jest warunkiem pozostania w kręgu obietnicy; w przeciwnym razie pozostaje jedynie droga wygnania (zob. Kpł 25, 8n). Cała działalność Jezusa ukazana jest potem w świetle tego tekstu (zob. Łk 7, 22). Jezus realizuje ostateczny rok szabasowy. W Nim całego stworzenie znajduje swoje dopełnienie w Bogu i Bóg jednoczy się z całym stworzeniem. Ojcostwo Boga w sposób konkretny przeżywane jest w braterstwie ludzi, a wiara staje się nową sprawiedliwością, wyrażającą się w solidarności. Przepis dotyczący roku jubileuszowego ma w prawodawstwie Izraela znaczenie podstawowe i pierwsza wspólnota chrześcijan, realizując rok jubileuszowy, posiada świadomość bycia prawdziwym Izraelem (zob. Dz 2, 42-48; 4, 32-37). w. 20: «Zwinął zwój...». Jezus „zamyka" zwój. Wraz z Nim, który powstał, otworzył, czytał i ponownie usiadł, zamyka się czas obietnicy i otwiera się czas jej wypełnienia (zob. Mk 1, 15). Oczy wszystkich są skupione na Nim, bo w Nim słowo staje się ciałem; zwój Pisma staje się obecnością. w. 21: «Dziś wypełniło się pismo, które słyszeliście». Słowo Jezusa nie jest jedynie komentarzem do Bożej obietnicy. Ono jest „ewangelią", dobrą nowiną, że pomiędzy nas przybył ten, który realizuje obietnicę. Słuchacze Jezusa znajdują się przed tym, który wypełnia każdą obietnicę. Pismo wypełnia się właśnie dziś i w tych, którzy go „słuchają". Cała Ewangelia według św. Łukasza będzie jednym zasłuchaniem się w Jego słowo, które czyni nas Jemu współczesnymi. Posłuszeństwo wiary pozwala nam wejść w rzeczywistość zbawienia. Jezus w sposób doskonały słucha i wypełnia wolę Ojca. Boże słowo stało się w Nim rzeczywistością i życiem, stało się jego dziś. Ten, kto słucha Jezusa i bierze do serca Jego słowo, zaczyna żyć w jego dziś i staje się członkiem Jego rodziny (Łk 8, 21). Jezus przez swoją naukę realizuje dzieło zbawienia, które staje się współczesne każdemu, kto Go słucha. Słowo raz wypowiedziane, istnieje już zawsze, gdziekolwiek jest słuchane i realizowane, podobnie jak muzyka zapisana w nutach istnieje zawsze i wszędzie, gdzie może być odtworzona.
KOMENTARZ TEOLOGICZNO-PASTORALNY
PROLOG (1,1-4) Z literackiego punktu widzenia Łk 1,1-4 stanowi klasyczny przykład zdania periodycznego. Łukaszowe proemium do Ewangelii składa się z dwu zdań trójczłonowych. Wiąże je gramatycznie zwrot „po-stanowiłem i ja". Mimo że wiersze 1 i 2 mają charakter wprowadzenia, a 3bc i 4 charakter celowego dopowiedzenia, zauważa się treściowy paralelizm pomiędzy członami 1 i 4, 2 i 5, 3 i 6. Wiersz 4, na który składa się człon 6, stanowi uwieńczenie całości, a wersety poprzednie ze swoimi członami - uzasadnienie celu i przedsięwzięcia autora (w. 4), łącznie z jego technicznym postępowaniem redaktorskim historyka, krytycznego badacza i metodyka, starającego się o wierność przekazu i uporządkowanie materiału źródłowego. Graficznie otrzymujemy następny obraz strukturo-wy: a <-> b o A <-> a (a = zdanie podrzędne; b = zdanie podrzędne drugie-go stopnia; o = pozycja czołowa; A = zdanie główne). 1. Przystępując do pisania Ewangelii o Jezusie i Jego dziele, Łukasz wyraźnie zaznacza, że nie jest on pierwszym, który podejmuje się tego zadania. Przed nim było już „wielu" (polloi). Nie określa też bliżej źródeł, z których czerpał, czy były to tylko źródła spisane i większe (Mk, Q), czy też mniejsze (SŁk) i nie spisane. Określa je jako diegesis. W klasycznej grece chodziłoby przede wszystkim o „sprawozdanie" dotyczące przebiegu pewnych wydarzeń, zbliżone do opowiadania. Autorzy tych materiałów starali się je także przedstawić w pewnej kolejności. To bowiem oznacza dosłownie anataxo-mai. Łukasz nie określa swojego dzieła jako „Ewangelii", jak to czyni Mk. Znaczy to, że mimo świadomości działania Ducha Świętego w Kościele, o czym świadczą dobitnie Dz, Łukasz relacjonuje, czyli to, co pisze, nie jest pozbawione wartości historycznej. 2 {J 15,27; Dz 1,8}. Tradentów źródeł Łukasz określa, podwójnie: jako świadków początku i jako sługi słowa. Ci świadkowie, o których mówi Łukasz, byli równocześnie wiernymi przekazicielami tego, co widzieli i słyszeli. Logos ma tu znaczenie słowa przekazanego, czyli kerygmatu katechetycznego i misyjnego. Naoczny świadek i wierny głosiciel słowa stanowią dla Łukasza nierozłączną całość, stając się zasadą kościelnej tradycji w ogóle. To, co od początku Kościół otrzymał w spuściźnie, cechuje absolutna zgodność z tym, co miało miejsce za czasów Jezusa. Mówiąc o „sługach słowa", Łukasz używa rzeczownika hyperetai (współpracownicy), a nie douloi (słudzy). Przydawka genomenoi nie jest zbyteczna, gdyż wskazuje na urzędowy i legalny charakter przekazicieli „słowa". Nie ulega wątpliwości, że Łukasz ma na myśli przede wszystkim apostołów. 3 {Ef 3,7}. Ewangelia Mateusza rozpoczyna się zdaniem: „Rodowód (biblos geneseós) Jezusa Chrystusa...". Łukasz formułuje to zupełnie inaczej: „postanowiłem i ja...". Jego postanowienia, mimo że zostanie dokładnie określone, nie można jednak oderwać od poprzedniej treści. Tworzy coś nowego. Nowością jest to, że nadawca, jakkolwiek nie po-daje swego imienia, to jednak nie pozo-staje w ukryciu. Nie ukrywa także, iż mimo pełnego uznania dla tradycji, do której przecież nawiązuje, pragnie jeszcze raz od podstaw sam wszystko zbadać, uporządkować, by stworzyć pewną nową całość literacką. Gdyby chodziło tylko o spekulacje teologiczno-kerygmatyczne, zachowanie „kolejności" wydarzeń nie byłoby konieczne. W ten sposób Łukasz, przez podanie dwu metodycznych kroków swego przedsięwzięcia, pragnie także zaznaczyć, że nie rezygnuje z realiów historycznych, choć zdaje sobie sprawę, że jego dzieło ma, po-przez świadectwo Kościoła charakter pneumatyczny (Łk 24,49; Dz 1,2. 4n.8; 5,31n). Badanie od podstaw (pierwszy krok metodyczny) znaczy również badanie „od początku" (anóthen), ale także na nowo. Skoro jednak chodzi o wydarzenia, nie możemy wykluczyć znaczenia historyczno-czasowego, co także potwierdza następny krok metodyczny, czyli „po kolei" (kathexes). Pierwszym wydarzeniem zbawczym tedy byłoby narodzenie Jezusa w Betlejem. Jeśli tak, to Łukaszowa Ewangelia zaczyna się opisem dzieciństwa Jezusa. Dedykowanie dzieła wybitnej osobistości nie jest rzadkością w starożytnym świecie. Stąd uzasadnienie adresata symboliczną figurą (Theofilos = przyjaciel Boga) nie bardzo przekonuje, wbrew opinii ojców Kościoła. W jakim stopniu Teofil był mecenasem Łukasza, trudno rozstrzygnąć. Łukasz nazywa swego adresata kratistos. W NT użycie tego przymiotnika znane jest jeszcze w Dz 23,26; 24,3; 26,25 w stosunku do wysokich urzędników, natomiast stosowany jest w świeckich dokumentach. Nie znaczy to jednak, że Teofil Łukasza był wysokim urzędnikiem lub poganinem, którego Łukasz pragnął nawrócić. Wszak i on został podciągnięty pod owe nieco problematyczne hemin - „wśród nas" (w. 1). 4 {Dz 1,1}. Celowość ostatniego wiersza, wprowadzonego przez hina, polega na „poznaniu" (epignós od epignóskó), prowadzącym do przekonania Teofila, a także czytelników o „słuszności" (asfaleia) tego, co zawiera książka. Jak ważny jest ten rzeczownik, mający także znaczenie pewności i autentyczności, świadczy jego pozycja emfatyczna na końcu zdania. Jeśli jednak wziąć pod uwagę całą konstrukcję w. 4, to akcent spoczywa na wierności przekazu, wiarygodnego, gdyż za nim stoją świadkowie życia Jezusa, i na gwarancji tej wierności przez Łukasza, który z dokładnością historyka staje się dalszym świadkiem Jego życia.
Akcenty kerygmatyczne Nie dziwmy się Łukaszowi, że pewien priorytet dał Ewangelii. Gdyby nie Jezus-Zbawiciel, nie byłoby ani zbawienia, ani Kościoła apostolskiego. Nie dziwmy się także Ojcu świętemu, że jako następca Piotra wsłuchuje się w głos Jezusa, co zresztą czynił także Piotr. Kto się spodziewa zmiany doktryny Jezusowej na Stolicy Piotrowej, ten się tego nie doczeka. Chrystus dał Kościołowi Parakleta, który czuwa nad Kościołem po wniebowstąpieniu Jezusa. Święty Łukasz jest także przykładem umiejętnego czytania ksiąg świętych. Do tego zachęcają i nas wielcy mężowie i święci Kościoła, zwłaszcza do lektury o treści religijnej: „Ciągłym czytaniem i codziennym rozważaniem uczynił swoją pierś biblioteką Chrystusa" (Hieronim, Epistula 60: Ad Heliodorum 10). „Szukajcie w czytaniu, a otworzą wam na rozmyślaniu" (Jan od Krzyża, Zasady miłości 62). Zaś Hugo od św. Wiktora wymienia trzy rzeczy, które przeszkadzają i utrudniają wgłębianie się w treść ksiąg religijnych: „Niedbalstwo, nieroztropność, niepowodzenie" (De eruditione docta, lib. V cap. 5).
DZIAŁALNOŚĆ JEZUSA W GALILEI (4,14-9,50)
POCZĄTEK DZIAŁALNOŚCI (4,14-5,16) Pierwsze wystąpienie (4,14-15)
14. W Galilei rozpoczęło się życie ziemskie Jezusa (1,20), w Galilei Jezus rozpoczyna publiczną działalność. Poczęty z Ducha Świętego, również mocą tego Ducha zostaje wyprowadzony z pustyni do Galilei. Tu po prostu „powrócił". Przełom eschatologiczny dokonuje się w konkretnym miejscu i określonym czasie. Działalność Jezusa wywołuje powszechny podziw. I znów Łukasz konkretyzuje: obejmuje on „całą okolicę" 15. Nauczanie Jezusa w synagogach świadczy o uszanowaniu religijnych tradycji narodu, z którego się wywodzi oraz o aktywnym udziale w jego życiu. Jednocześnie Łukasz już tutaj podkreśla dystans pomiędzy Nim a ludem. Naucza bowiem w „ich synagogach" (en tais synagógais autón). Jezus jest więc nauczycielem - mistrzem (edidasken - nauczał), ale zupełnie innym, niż żydowscy rabini, co Łukasz podkreśli i rozwinie w następnych wierszach. Łukasz prezentuje Jezusa jako charyzmatycznego nauczyciela, który głosi i przynosi zbawienie. Na razie rozgłos Jezusowej nauki sięga granic Galilei.
Jezus w Nazarecie (4,16-30 {Mt 13,53-58; Mk 6,1-6}) Już samo porównanie ilościowe wierszy naszej perykopy z Mk i Mt wskazuje na to, że Łukasz znał jeszcze inny materiał (S). Nie pominął jednak krótkiej relacji Mk 6,1-6a o nauczaniu Jezusa w synagodze Jego rodzinnego miasteczka. 16. Werset 16 wprowadza narrację o podwójnym charakterze: pozytywnym i negatywnym, gdyż Jezus rozpoczyna swoją działalność kerygmatyczną, która napotyka na sprzeciw. Wiersz ten stanowi równocześnie nawiązanie do poprzednich dwóch: 14 i 15. Jest to jednak nawiązanie rzeczowe, a nie temporalne. Niemniej jednak Łukasz jest konkretny, gdyż poprzez wyraźne określenie miejsca, tj. Nazaretu, włącza początek nauczania w ramy biograficzne Jezusa (por. 1,26; 2,4.39.51). Nadto przygotowuje czytelnika na konflikt Jezusa z własnym narodem. Nazaret może tu uchodzić za jeden z przykładów. Wzmianka, że Jezus udał się swoim zwyczajem do synagogi, może uchodzić za reminiscencję do młodzieńczych lat Jezusa, kiedy to, jak przystało na pobożnego Żyda, brał czynny udział w życiu religijnym swojej gminy synagogalnej. 17. Na ogół przełożony synagogi zapraszał konkretną osobę do czytania i wygłoszenia nauki. Łukasz nie mówi o pierwszej części nabożeństwa, które rozpoczynało się Szema Izrael, modlitwą i błogosławieństwem. Mówi o drugiej. Trzeba też wiedzieć o tym, że czytanie Tory miało większe znaczenie niż czytanie tekstu z ksiąg prorockich. Znaczy to, że nie spotkało tu Jezusa jakieś szczególne wyróżnienie. 18-19 {Iz 61,1n; So 2,3; Mt 3,16}. Tekst Iz 61,1-2a podany przez Łukasza nie jest kompletny. Łukasz wykreślił z niego te elementy, które dotyczą bezpośrednio Izraela i Syjonu. Dołącza natomiast do swojej wersji część wiersza z Iz 58,6: „abym uciśnionych odsyłał wolnymi”. W ten sposób Łukasz zaprezentował Jezusa jako mesjańskiego Zbawiciela, którego Bóg posłał do ludzi najbardziej uciśnionych i potrzebujących pomocy. 20-21.{Dz 6,15}. Komentarz Jezusa jest skoncentrowany wokół jednego zdania rozpoczynającego się znamiennym Łukaszowym semeron – dziś (por. Łk 2,11; 19,5.9; a także 2 Kor 3,14; Hbr 4,7). Konkretyzuje ono aktualne wystąpienie Jezusa w Nazarecie, ale także cały okres Jego działalności, jako spełnienie się Pisma (por. Mk 1,15).
Tekst: wiara.pl.; medytacja: Wons. Modlitwa Ewangelią; komentarze: S. Fausti, Wspólnota czyta Ewangelię według św. Łukasza, s. 15-20.113-116. Komentarz Teologiczno-pastoralny, NT I.2, s.19-21.62-64.
3. Niedziela zwykła, rok C, 2025.01.26
2. Niedziela zwykła, rok C, 2025.01.19
PIERWSZE CZYTANIE
Iz 62, 1-5 Jeruzalem odnajduje swojego Oblubieńca
Czytanie z Księgi proroka Izajasza
Przez wzgląd na Syjon nie umilknę, przez wzgląd na Jerozolimę nie spocznę, dopóki jej sprawiedliwość nie błyśnie jak zorza i zbawienie jej nie zapłonie jak pochodnia. Wówczas narody ujrzą twą sprawiedliwość i chwałę twoją wszyscy królowie. I nazwą cię nowym imieniem, które usta Pana określą.
Będziesz prześliczną koroną w rękach Pana, królewskim diademem w dłoni twego Boga. Nie będą więcej mówić o tobie «Porzucona», o krainie twej już nie powiedzą «Spustoszona». Raczej cię nazwą «Moje w niej upodoba-nie», a krainę twoją – «Poślubiona». Albowiem spodobałaś się Panu i twoja kraina otrzyma męża.
Bo jak młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój tobą się rozraduje.
Oto słowo Boże.
PSALM RESPONSORYJNY
Ps 96 (95), 1-2a. 2b-3. 7-8. 9 i 10ac (R.: por. 3)
Refren: Pośród narodów głoście chwałę Pana.
Śpiewajcie Panu pieśń nową, *
śpiewaj Panu, ziemio cała.
Śpiewajcie Panu, *
sławcie Jego imię. Refren.
Każdego dnia głoście Jego zbawienie. *
Głoście Jego chwałę wśród wszystkich narodów,
rozgłaszajcie Jego cuda *
pośród wszystkich ludów. Refren.
Oddajcie Panu, rodziny narodów, *
oddajcie Panu chwałę i uznajcie Jego potęgę.
Oddajcie Panu chwałę należną Jego imieniu, *
przynieście dary i wejdźcie na Jego dziedzińce. Refren.
Uwielbiajcie Pana w świętym przybytku, *
zadrżyj, ziemio cała, przed Jego obliczem.
Głoście wśród ludów, że Pan jest królem, *
będzie sprawiedliwie sądził ludy. Refren.
DRUGIE CZYTANIE
1 Kor 12, 4-11 Różne dary Ducha Świętego
Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian
Bracia:
Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich.
Wszystkim zaś objawia się Duch dla wspólnego dobra. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania przez tego samego Ducha, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce. Oto słowo Boże.
ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ
Por. 2 Tes 2, 14
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Bóg wezwał nas przez Ewangelię,
abyśmy dostąpili chwały Pana naszego, Jezusa Chrystusa.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
EWANGELIA
J 2, 1-11 Pierwszy cud Jezusa w Kanie Galilejskiej
Słowa Ewangelii według Świętego Jana
1W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. 2Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. 3A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: «Nie mają wina». 4Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja?» 5Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie».
6Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. 7Jezus rzekł do sług: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi. 8Po-tem powiedział do nich: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Ci więc zanieśli.
9Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego 10i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory».
11Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Oto słowo Pańskie.
MEDYTACJA ZAUFAĆ JEZUSOWI I DOPUŚCIĆ GO DO SWOICH SPRAW
O co proszę? O żywą więź z Jezusem i zaufanie Mu pośród codziennych spraw.
Kontemplując scenę opisaną przez Jana, będę towarzyszył Jezusowi, który opuszcza dom rodzinny i rozpoczyna swoją misję wśród ludzi. Razem z Jezusem i Maryją chcę uczestniczyć w wydarzeniu w Kanie Galilejskiej. Wejdę w atmosferę wesela (ww. 1-2).
Popatrzę na zatroskanie Maryi z powodu braku wina i posłucham, jak rozmawia z Synem. Maryja potrafi zwykłe wydarzenia życia odnosić do Jezusa. Rozmawia z Nim o codziennych sprawach, z wiarą prosi o pomoc (ww. 3-4).
Co mogę powiedzieć o przeżywaniu mojej codzienności z Jezusem? Czy zapraszam Go w moje codzienne „wesela" i troski? Czy radzę się i pytam Go o zdanie w chwilach wyborów i bezradności?
„Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie" (w. 5). Jakie uczucia wywołują we mnie słowa Maryi? Czy stać mnie w tej chwili na spełnienie wszystkiego, czego zapragnąłby ode mnie Jezus?
Będę się przyglądał sługom, którzy wypełniają każde słowo Jezusa: „Napełnili stągwie aż po brzegi". Czy potrafiłbym podjąć każde wezwanie Jezusa? Jakich żądań bałbym się usłyszeć? Wypowiem to szczerze przed Jezusem.
Powiem szczerze Jezusowi o moich oporach wewnętrznych, które utrudniają mi przyjmowanie na co dzień Jego woli. Czego dotyczą moje opory? Zwierzę się z nich także Maryi i poproszę, by pomogła mi je pokonywać. Będę w sercu wzywał: „Maryjo, pomóż mi ufać Jezusowi tak jak Ty".
KOMENTARZE
1. Orędzie w kontekście
„Zaczerpnijcie teraz". mówi Jezus do sług, którzy będąc posłuszni Jego słowu, napełnili wodą stągwie przeznaczone do oczyszczeń żydowskich. „Teraz" stanowi chwilę, w której woda staje się „wybornym winem". Po rozważaniach dotyczących Słowa, które stało się ciałem w Chrystusie, po Janie Chrzcicielu, który staje się głosem Słowa i pierwszych uczniach, którzy Słowo przyjmują, Ewangelia przedstawia wspólny los Jezusa i jego uczniów. Opowiadanie to ukazuje nam „gdzie mieszka" Pan i Jego chwała: w radości i miłości, nie w obrębie świątyni zredukowanej do religijnego domu handlowego (por. w. 13-22). Na początku działalności Jezusa znajdujemy dwa zaskakujące opowiadania, co więcej, nieodpowiednie z naszego religijnego punktu widzenia: danie okazji do nietrzeźwości w czasie wesela i gniew w świątyni. Ta początkowa scena, podobnie jak scena chrztu u Synoptyków, pragnie nam dać do zrozumienia, że Bóg jest absolutnie różny od naszych wyobrażeń o Nim. Pierwszy „znak" Syna Człowieczego polega na dodaniu ponad 600 litrów wina na ucztę! Co powiedziałby na to Jan Chrzciciel, asceta z pustyni? Przy wszystkich problemach głodu, jakie istnieją na świecie, pomijając już problem alkoholizmu, czyż nie można było uczynić czegoś bardziej pożytecznego lub przynajmniej mniej banalnego? Ponadto, dlaczego dawać wino i radość zamiast głosić wstrzemięźliwość i zaangażowanie? Być może Jezus zmienił wodę w wino wiedząc, że jego pobożni wyznawcy mieli w przyszłości szczodrze przekształcać wino Ewangelii w wodę Prawa. Scena przedstawia Jezusa, który daje w obfitości „dobre wino" na uroczystości weselnej, która kończy się i zamiera z powodu braku wina. Wydarzenie, swobodnie przepracowane przez Jana, odczytywane jest jako objawienie „Jego chwały". Początek znaków przywołuje na myśl zakończenie Ewangelii, gdy nadchodzi godzina, w której Pan objawia swoją chwałę miłując nas aż do końca (13,1nn), przekazując nam swego Ducha (19,30) stając się sam źródłem wody i krwi (19,34). Właśnie na krzyżu dokonują się zaślubiny między Bogiem i ludzkością. W Biblii więź małżeńska jest symbolem przymierza między Bogiem i Jego narodem. Ustanawia ona między obydwoma stronami relację zainteresowania i troski, współuczestnictwa i przynależności, przy uczuciach zawierzenia i kompanii, czułości i więzi, które czynią życie pięknym. W przeciwnym wypadku jest ono smutne i brzydkie, nieludzkie i przegrane, tak, że lepiej byłoby się nie narodzić. Wielkim przykazaniem jest bowiem przykazanie miłości. Bóg sam jest miłością (por. 1J 4,8) i kto kocha, zna Go i staje się jak On. W Biblii Oblubieńcem jest sam Bóg, druga strona człowieka, który kocha „miłością odwieczną: (Jr 31,3; por. Oz 2,1-9; Iz 54,8). Relacja między mężczyzną i kobietą jest „wielkim misterium" (Ef 5,32), które przedstawia relację między Bogiem i człowiekiem (por. szczególnie Rdz 1,27; Oz 2,16-25; Iz 54,1-10; 61,10-62,5; Ez 16,1nn). W tym znaczeniu Pieśń nad Pieśniami stanowi szczyt objawienia biblijnego. Opiewa naszą relację z Bogiem rozpoczynając od niesłychanego i zawrotnego żądania: „Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust". Cała pozostała treść księgi jest obustronnym szukaniem miłości między Bogiem i człowiekiem. Przymierze to od początku było lekceważone przez człowieka. Przepowiadanie prorockie denuncjuje zdradę, nawołując do nawrócenia i przyrzekając przyszłość, w której miłość między Bogiem i człowiekiem miałaby rozkwitnąć w pełnym blasku. Opowiadanie nie zatrzymuje się na cudzie; koncentruje się na darmowości i wielkości daru. Różne szczegóły interpretować należy w świetle tego, co dla ewangelisty dokonuje się w Kanie: obecność Jezusa jest odnową przymierza, początkiem godów eschatologicznych. Tekst mówi o godach, o braku wina, sługach, o sześciu stągwiach kamiennych, o wodzie i dobrym winie zachowanym aż do tego momentu. Nie jest wspomniana oblubienica; oblubieniec pojawia się pośrednio dopiero pod koniec, jako współrozmówca mistrza stołu. Jeśli gody przedstawiają przymierze między Bogiem i ludem, brak wina oznacza brak ludzkiej miłości; puste stągwie kamienne dla oczyszczeń nawiązują do nie zachowanego Prawa. Woda, element pierwszy stworzenia, staje się „dobrym winem", danym na końcu, którego możemy jednak zaczerpnąć „już teraz". Urywek bardzo sugestywny, należy odczytać, mówi to sam Ewangelista, nie tylko jako „znak", ale jako „początek znaków" (w. 11), co rzuca światło na to, co w dalszym ciągu Ewangelia mówić będzie o Jezusie z Nazaretu. „Znak" nie oznacza tu jedynie „rzecz wskazującą na inną rzecz", jak tablica przy drodze wskazuje na miasto. Jest raczej „symbolem", który w pewien sposób objawia to, co wskazuje. Jak uzdrowienie ślepego objawia, że Jezus jest światłem, dar chleba, że jest pokarmem a wskrzeszenie Łazarza, że jest zmartwychwstaniem, tak dobre wino objawia Jego „chwałę": Jezus jest Oblubieńcem. Wraz z Nim nadeszła „godzina", w której celebrują się gody między Bogiem i jego ludem. „Ciało" Syna Człowieczego stanowi faktycznie otwarcie się nieba na ziemię, pełną komunię między Bogiem i człowiekiem, jak to dopiero co powiedziane zostało do Natanaela (1,51). Poszczególne elementy opowiadania ze swej strony nabierają znaczenia w świetle tego objawienia. Temu, kto zna dalszy ciąg Ewangelii, opowiadanie niedwuznacznie sugeruje inne aluzje. Przy pierwszej jednak lekturze lepiej będzie nie zakładać tego, co okazuje się dopiero później, ale tylko to, co narzuca się najpierw, zachowując jednak otwartość na dalsze pogłębienia. W dyna-mice każdej książki każdy urywek stanowi punkt dojścia urywków poprzednich i punkt wyjścia dla następnych. Jednak już od początku przewiduje się metę; drogę natomiast poznaje się stopniowo, gdy się ją odbywa. Nieprzypadkowo liturgia zestawia gody w Kanie z Chrztem i Epifanią. Woda ze stągwi, która staje się „dobrym winem", jest znakiem chrztu w Duchu i objawieniem Pana, który ofiaruje zbawienie dla wszystkich. Mamy również wyraźną aluzję do Eucharystii, w której dopełnia się godzina nowego przymierza wraz z darem Ducha. Możliwa jest również lektura mariologiczna i eklezjologiczna. Z opowiadania wyłania się również ciągłość jednego przymierza, zarazem starego i nowego, jako przykazania miłości (por. 1J 2,7nn). Czerpie się faktycznie dobre wino ze stągwi kamiennych, będących symbolem Prawa. I to jedyne przymierze ma wartość uniwersalną. Wino bowiem pochodzi od wody, elementu pierwotnego stworzenia, i ukazuje się po raz pierwszy wraz z Noe po potopie i odnowieniu przymierza kosmicznego (por. Rdz 9,20). Dramat Izraela, dziedzica obietnic i narodu oczekiwań, to dramat każdego człowieka: brak wina. Gdzie się podziała miłość, radość i życie, do którego zostaliśmy stworzeni i z którego zostali odarci? Z Jezusem, Słowem, które stało się ciałem, każdy może smakować wina ofiarowanego w obfitości. Z Jezusem realizuje się błogosławieństwo obiecane Abrahamowi, a w nim, wszystkim narodom (por. Rdz 12,2nn). Przez ten znak Jezus nie uzdrowił nikogo z choroby, jak to czynił kiedy indziej; po prostu zbawił nas od owego subtelnego zła, które niszczy nasze człowieczeństwo: braku wina, braku miłości i chwały. Opowiadanie, jak zwykle u Jana, oparte jest na dialogu, z nieporozumieniami, które otwierają nowe horyzonty. Po wprowadzeniu (w. 1-2) następuje dialog między Jezusem i Matką (w. 3-4), polecenie Matki dane sługom (w. 5) i podwójne polecenie Jezusa, by napełnić stągwie i zaczerpnąć (w. 6-8), stwierdzenie mistrza stołu i jego słowa dotyczące „dobrego wina" (w. 9-10). Kończy opowiada-nie komentarz Ewangelisty (w. 11) i odejście z Kany do Kafarnaum (w. 12). Jezus. Słowo wcielone, jest niebem otwartym na ziemię. Jego przyjście stanowi „godzinę", jest owym „teraz", w którym odnawia się przymierze, a my przeżywamy radość spotkania z Oblubieńcem. Kościół jest reprezentowany przez uczniów, którym objawiona została chwała Jezusa. Pojmują znak wina i wierzą w Jezusa. W ciele Syna Człowieczego celebrowane są zaślubiny Boga i ludzkości i odnawia się starodawne przymierze zawarte z Izraelem i to, jeszcze starsze, zawarte z całym stworzeniem.
2. Lektura tekstu
W. 1. „Trzeciego dnia". Trzeci dzień w Ewangelii jest dniem zmartwychwstania, definitywnej interwencji Boga (por. Oz 6,2). Tu, zgodnie ze sposobem odliczania czasu u starożytnych, jesteśmy dwa dni po czterech zrelacjonowanych poprzednio (por. 1,19.29.35.43). Jesteśmy zatem w szóstym dniu, w dniu, w którym stworzony został człowiek, uczyniony dla siódmego dnia. Obecność Jezusa jest „godzina:" i „teraz", w którym przechodzi się od szóstego do siódmego dnia. „odbywało się wesele". Wesele jest przepięknym obrazem przymierza między Bogiem i Jego narodem, zawartego w miłości mocniejszej od wszelkiej niewierności, a nawet samej śmierci. Więź między mężczyzną i kobietą jest symbolem więzi między człowiekiem i Bogiem, tym Bogiem, który jest miłością i polecił nam, abyśmy miłowali Go całym sercem (por. Pwt 6,5). Wzajemna miłość jest „wielkim przykazaniem", które „kieruje nas razem" ku pełni życia. „w Kanie Galilejskiej". Kana przywołuje na myśl hebrajskie słowo qandh (= nabyć). Byłaby to aluzja do narodu wybranego, który Bóg nabył na własność dla siebie (por. Wj 15,16; Pwt 32,6; Ps 72,4). „i była tam Matka Jezusa". (por. 19,25). Matka „była tam", jak sześć stągwi kamiennych (por. w. 6), uczynionych po to, by zawierały ową wodę, która stanie się wybornym winem. Nie jest wymienione Jej imię. Określana jest przez narratora jako „matka", a przez Jezusa jako „niewiasta". „Matka" wskazuje na relację z synem, któremu daje życie; „niewiasta" (= oblubienica) na relację z oblubieńcem, na którego miłość odpowiadając, daje życie synowi. Maria, jako matka, reprezentuje lud Boży, z którego ciała przychodzi Mesjasz. Jako oblubienica jest córą Syjonu, która miłuje i oczekuje Oblubieńca Pana. Dzięki jej zainteresowaniu święto weselne zamiast zakończyć się, odnajduje swoją pełnię. Matka Jezusa, nazwana „niewiastą", ukazuje się tu, na go-dach i u stóp krzyża (19,25), kiedy nadchodzi godzina, w której Pan doprowadza do pełni swoją miłość ku nam. W. 2. „Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów". Ważną rzeczą jest zaprosić Pana na nasze święto. W przeciwnym wypadku brak będzie Tego, który jako zaproszony, w sposób delikatny i dyskretny staje się amfitrionem, dając nam „dobre wino". W. 3. „A kiedy zabrakło wina". Jeśli oliwa i chleb są konieczne do życia, to wino, które rozwesela serce człowieka (por. Ps 104,15), jest owym „nadmiarem" potrzebnym do życia szczęśliwego. Jest obrazem miłości między oblubieńcem i oblubienicą, między Stwórcą i stworzeniem, w której dokonuje się stworzenie i człowiek przechodzi z szóstego dnia do dnia siódmego, do samego Boga, który jest „pełnią miłości". Bez tego wina człowiek traci swoją tożsamość, podobieństwo do Boga. „Nie maja już wina". Te słowa Matka mówi do Syna. Proste stwierdzenie jest równocześnie prośbą i oczekiwaniem. Na godach między Bogiem i człowiekiem, wina brakuje już od początku, już od Adama (Rdz 3,1nn). Również później, przed zejściem Mojżesza z góry z tablicami przymierza, naród złamał przy-mierze oddając cześć złotemu cielcowi (por. Wj 32). Maria, wraz z Janem Chrzcicielem i tymi wszystkimi, którzy go słuchają, reprezentuje Izraela, który wzdycha za nowym przymierzem, nowym sercem (por. Jr 31,31-34; Ez 36,22-32) i obiecanymi błogosławieństwami (por. Jr 33,14-26). W. 4. „Czyż to moja lub Twoja sprawa". Odpowiedź Jezusa jest pytaniem. Nie-jasne dla nas wyrażenie wzięte jest z języka dyplomatycznego epoki i oznacza: „Co jest między mną a tobą?" Tymi słowami dwaj sprzymierzeńcy żądają wyjaśnień, odwołując się do istniejącego między nimi przymierza, gdy zaistnieje coś, co kwestionowałoby przymierze i co należałoby wyjaśnić. Nie wymaga ono odpowiedzi, każe jedynie zastanowić się nad przyjętymi obustronnymi zobowiązaniami. Poza zwykłym oczekiwaniem na cudowną interwencję, Jezus pragnie skierować uwagę na inny poziom. Jest zainteresowany nie tyle winem materialnym, ile raczej chce dać do zrozumienia, że nadeszła „godzina" doskonałego wina z uczty eschatologicznej (por. Iz 25,6), w której „z gór moszcz spływać będzie kroplami, a wszystkie pagórki w niego będą opływać" (Am 9,13). Także demony stawiają takie samo pytanie Jezusowi, który odpowiada im: „Milcz!" (por. Mk 1,24n) W rzeczywistości bowiem ustaje domniemane przymierze między Bogiem i Szatanem. Jezus przez swój krzyż, przyszedł, aby oddemonizować nasz obraz Boga. „Niewiasto". Jezus nie nazywa Maryi „matką", ale „niewiastą" (por. 19,25). Oprócz pokrewieństwa cielesnego istnieje ważniejsze pokrewieństwo według Ducha ustanowione przez miłość (por. Mk 3,33 par.; Łk 11,27-28). Niewiasta oznacza oblubienicę, jest nią wierny Izrael, niewiasta, która kocha oblubieńca, córa Syjonu, która słucha Słowa i oczekuje dopełnienia. „Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?" W starożytnych rękopisach nie ma interpunkcji. Dawniej zwykło się tłumaczyć: „Nie nadeszła jeszcze moja godzina". Preferujemy ten przekład, ale w formie pytającej. W rzeczywistości to, co Jezus mówi, nie oznacza zaprzeczenia. Widać to wyraźnie z tego, jak rozumie te słowa Maria. Jest to natomiast odwołanie się do faktu, że nadeszła godzina, w której Oblubieniec objawia swoją chwałę. „Godzina" Jezusa, antycypowana w Kanie (por. 5,25.28), ma swoje dopełnienie w śmierci, gdy Jezus powraca do Ojca (por. 13,1) i okazuje nam, co istnieje między nami a Bogiem: Jego wierna i niezłomna miłość. Jezus pragnie dać do zrozumienia oczekującej Córze Syjonu, że wraz z Nim nadeszła godzina, w której Bóg dopełnia swoją obietnicę. Od momentu, gdy Słowo stało się ciałem, mamy gody między niebem i ziemią. Teraz więc należy czerpać. Pierwsze słowa Jezusa w Ewangelii Marka są charakterystyczne: „Czas się dopełnił" (Mk 1,15). W. 5. „Matka Jego powiedziała do sług". Matka Jezusa zwraca się do sług, którzy staną się „wykonawcami" znaku, jaki da Jezus. „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie". Matka i słudzy przedstawiają lud, który jest gotowy zachować przymierze i mówi: „Uczynimy wszystko, co JHWH nakazał" (Wj 19,8; 24,7; por. Joz 24,24). Jezus jest „prorokiem", o którym powiedział Mojżesz: „Jego będziesz słuchał" (Pwt 18,15). Józef, do którego król powie-dział: „Czyńcie, co wam powie" (Rdz 41,55), postara się o chleb dla wszystkich. Jezus, nowy Józef, da wszystkim także wino. On bowiem jest Synem, o którym powiedział Ojciec: „Jego słuchajcie" (Mk 9,7 par.), gdyż „Już wsławiłem Go i jeszcze Go wsławię" (por. 12,28). Jezus jest Słowem. Jeśli Go słuchamy, woda naszego człowieczeństwa zmienia się w wino Jego bóstwa. W. 6. „Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń". Szczegóły („sześć", „kamienne", „oczyszczenie") nie są zbyteczne. Stanowią odpowiednio odwołanie do stworzenia człowieka dokonanego w dniu szóstym, do Prawa wypisanego na tablicach kamiennych i do rytów, jakie to Prawo przepisuje. Także stągwie (= pojemniki na wodę) są „tam", jak Matka Jezusa. Przywołują na myśl chrzest Jana Chrzciciela, który przyszedł, aby udzielać chrztu, aby objawiony został Ten, na którego zstąpi i zamieszka Duch. Jezus nie przyszedł, aby znieść, ale dopełnić stare przymierze (Mt 5,17). „dwie lub trzy miary". Podkreśla się obfitość daru: mamy sześć stągwi mieszczących po dwie lub trzy miary. „Miara" liczy 45 litrów. Każda stągiew zawiera więc od 90 do 135 litrów. W. 7. „Napełnijcie stągwie wodą!" Wiemy obecnie, że stągwie były puste. Puste jak oczekiwanie, które nie spotkało oczekiwanego, jak przykazanie miłości, które nie zostało wypełnione, jak przymierze zerwane przez grzech, jak oblubienica bez oblubieńca. Samo Prawo może być zachowane we wszystkich jego przepisach, jak to czyni starszy brat, ale z niechęcią i gniewem, bez miłości i nawet bez podejrzewania, że Bóg jest radością i świętem, symfonią i tańcem (Łk 15,28-32; por. Rdz 4,1nn). Stągwie te pozbawione są tego, do czego miały służyć: są puste, bez wody, istotnego elementu życia. Pan poleca napełnić je: nie uczyni dobrego wina z niczego, ale z wody, która wypełnia stągwie kamienne, z pragnienia życia w każdym człowieku, zawartego w Prawie danym Izraelowi. Bóg akceptuje i waloryzuje to, co należy do człowieka i jego historii. Zbawienie, które ofiaruje, jest zbawieniem „ludzkim". Jezus nakazuje napełnić wodą stągwie. Oczekiwanie Izraela powinno być wypełnione oczekiwaniem każdego człowieka. W nim całe stworzenie otwiera się na przyszłość, na wino dnia siódmego, które Syn Człowieczy ofiaruje w obfitości. Biada człowiekowi, jeśli rezygnuje z pragnienia miłości i chwały, dla których został stworzony! Jest pojemnikiem pustym, wypełnionym nicością. W. 8. „Zaczerpnijcie". „Czerpie się" z tych stągwi jak z studni, która w 4,7 stanie się symbolem Prawa danego Mojżeszowi. Zbawienie pochodzi faktycznie od Żydów (4,22). „teraz". Teraz należy czerpać, nadeszła godzina zbawienia (por. 4,23; 5,25). W Synu Człowieczym bowiem otwiera się niebo i celebruje się więź między Bogiem i człowiekiem. Jest to owa „większa rzecz", dopiero co zapwiedziana w 1,51. „zanieście staroście weselnemu!" Starosta reprezentuje Izraela i jego mistrzów, znawców obietnicy, którzy z zaskoczeniem stwierdzają dobroć wina, które zaczerpnęli słudzy. My również znamy dobroć wspaniałego wina jedynie za pośrednictwem Izraela, poznajemy nowe przymierze jedynie ze starego. W. 9. „wody, która stała się winem". Nie mamy opisu cudu. Dialogi jednak wyrażają dyspozycje, poprzez które to wszystko, co jest ludzkie, staje się „dobrym winem". Przede wszystkim uznanie wraz z „Matką", że nie mamy już wina; następnie wsłuchanie się w odpowiedź Jezusa daną „niewieście", która mówi, że z Jezusem nadeszła godzina, w której spełnia się obietnica; wreszcie „uczynienie wszystkiego, co On powie", napełniając stągwie wodą i czerpiąc z nich „teraz". „nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi". Starosta, jak Żydzi, nie wie „skąd" pochodzi dobre wino. Jest ono jak Duch, jak sam Jezus, o którym nikt nie wie, skąd pochodzi i dokąd idzie (por. 3,8; 8,14nn). „ale słudzy wiedzieli". Kto zaczerpnął wody ze stągwi, wie, że wszystko jest wynikiem posłuszeństwa Jezusowi, idąc za słowami Maryi. „Starosta przywołał pana młodego". Dopiero teraz pokazuje się Oblubieniec z nadzieją, że ten kto go woła, zostanie Jego oblubienicą. W. 10. „Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze". Zdarza się to w świecie: wszystko na początku jest piękne, przepełnione życiem, miłością. Potem wszystko się starzeje i chyli się ku upadkowi. Wino staje się coraz bardziej poślednie, zaczyna go brakować i kończy się święto. Szczęśliwy jest ten, kto jest wystarczająco oszołomiony, że nie dostrzega już nic więcej tylko to. To nie przypadek, że w reklamach występują tylko ludzie młodzi. Bardziej niż produkty sprzedają nadzieję wskrzeszenia przeszłości, za którą niejeden gotów jest zapłacić najwyższą cenę. „Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory". Stworzenie nie jest oderwaniem się od szóstego dnia, jest drogą ku świętu dnia siódmego. W. 11. „Taki to początek znaków uczynił Jezus". Dar zaślubin nie jest jedynie pierwszym znakiem, przeciwnie, jest początkiem znaków. Wszystkie inne wypływają jak potok z tego źródła. Jezus odbudowuje przymierze i wreszcie człowiek dzięki Niemu otrzymuje łaskę po łasce, „dobre wino". W Kanie rozpoczyna się „dzień" Mesjasza, który objawia się stopniowo aż do wskrzeszenia Łazarza, kiedy to Jego przeciwnicy postanawiają zgładzić Go, gdyż dokonuje wiele znaków (11,47nn). Ale właśnie przez Jego zabicie wszelki znak staje się rzeczywistością, nadchodzi godzina, w której objawia się Chwała. „Objawił swoją chwałę". W Kanie realizuje się obietnica dana uczniom, którzy mieli zobaczyć „o wiele większe rzeczy", niż to, co dotychczas widzieli (1,50n): widzą chwałę Syna Człowieczego, która jest chwałą Jedynego Ojca, z której czerpiemy teraz w pełni łaskę po łasce (1,14.16). „i uwierzyli w Niego Jego uczniowie". Wszystkie znaki służą przylgnięciu do Jezusa, źródła życia (por. 20,31). Wiara w Niego jest celem wszystkich dzieł Boga (6,30). W. 12. „udali się do Kafarnaum". Jezus nie jest już sam. Oprócz jego uczniów jest także Maria, która pojawi się ponownie dopiero u stóp krzyża (por. 19,25). Matka stoi jako protagonistka na początku i na końcu godziny Syna. „gdzie pozostali kilka dni". Gdziekolwiek Jezus się udaje, ten kto za Nim idzie, znajduje „mieszkanie". Jego definitywne mieszkanie pojawi się w następnym opowiadaniu: jest nim świątynia, „dom mego Ojca" (w. 16).
Komentarz teologiczno-pastoralny
Pierwszy znak w Kanie Galilejskiej. Kafarnaum (2,1-12) Wprowadzenie. Ewangelistą maryjnym jest właściwie św. Łukasz. Ewangelia Dzieciństwa Jezusa stoi u podstaw hasłowych inwokacji radosnej części różańca św.: Poczęcie, odwiedziny św. Elżbiety, narodzenie Jezusa, ofiarowanie Jezusa w świątyni oraz znalezienie Go tamże jako dwunastoletniego chłopca. Autor czwartej Ewangelii zupełnie w innym kontekście prezentuje Maryję jako Matkę Jezusa. Owszem, tylko dwukrotnie, ale na początku jego działalności mesjańskiej i na końcu, pod krzyżem. Po dokładnym podaniu czasu i miejsca oraz powodu zajęcia się „weselem" w Kanie Galilejskiej, autor czwartej Ewangelii przechodzi do prezentacji osób. Wymienia na pierwszym miejscu Maryję jako „Matkę Jezusa". Ona już tam była. Można się z tekstu domyśleć, że Jezus wraz z uczniami doszli, ale jako zaproszeni „goście". Ewangelista przez takie sformułowanie chce nam powiedzieć, kto tu będzie główną osobą. Jest nią Matka Jezusa aż do chwili zmiany akcji. Jezus, Syn Maryi, wkracza, aby zaradzić przykremu wydarzeniu na weselu. Brak wina. Po dokonanym „znaku" (semeion) przemiany wody w wino, Ewangelista zmierza do parenetycznego finału, który na podstawie konstrukcji hasłowej stanie się początkiem wyjaśnienia godziny, która dopełnienie znajdzie w śmierci krzyżowej. Graficznie tę strukturę można by ująć w następujący sposób: Główne osoby narracji: Matka Jezusa - Jezus - uczniowie Inne osoby narracji: osoby funkcyjne - słudzy - świadkowie nieświadomi świadkowie znaku: gospodarz - pan młody - (słudzy?) - uczniowie
Nadto, nie można pominąć bardzo charakterystycznej cechy tej narracji, mianowicie dialogów. A są ich aż cztery: 1) „Matka Jezusa" - „Jezus"; 2) „Matka Jego" - „słudzy"; 3) „Jezus" - „słudzy"; 4) „Gospodarz" - „pan młody". Jednakże tylko dialog Maryi z Jej Synem jest rozmową obustronną. Dwa następne są poleceniami. Najpierw Maryi do sług. Potem Jezusa do sług. W części pierwszej narracji, kiedy Maryja jest osobą pierwszoplanową - Ona rozpoczyna dialog z Jezusem oraz wydaje polecenia sługom. Gdy Jezus wkracza w akcję, Maryja już nie zostaje wspomniana. Natomiast akcent spoczywa na końcowym zdaniu. Ono to mieści podstawowe hasła junkcyjne: Objawienie - chwała, wiara - uczniowie. Natomiast w dialogu Maryi z Jezusem zjawiają się junkcyjne hasła empiryczne: osobowe - „niewiasta", temporalno-eschatologiczne - „godzina". Zwracając w dalszej części uwagę na rodzaj i kształt narracji, wyłoni się także sprawa znaczenia junkcyjnych haseł - czy też pojęć kształtujących właściwie całą infrastrukturę Janowej Ewangelii. 1-5 {J 1,43.45; 21,2 + Mt 12,48; Mk 1,24; J 19,26 + Rdz 41,55}. Czytając wprowadzenie do całości, na pierwszy rzut oka wyda-je się, że będzie chodziło o zwykłe zjawisko, które wprawdzie skończy się uczynieniem cudu, ale tekst będzie zrozumiały i jego interpretacja nie sprawi trudności. Zdarzyło się jednak coś przykrego, zabrakło wina. Od te-go momentu dopiero tekst staje się enigmatyczny, gdyż Jezus zwraca się do Matki w sposób nie znany wówczas w Palestynie. Synowie mówili do swoich matek: matko! Jezus natomiast nazywa Maryję „Niewiastą: Kojarzenie tego sformułowania z „niewiastą" z Rdz 3,1-24 jest retrospektywne i nie wiadomo, na ile tekst Janowy na nie zezwala. Owszem, tzw. Protoewangelia - a więc Rdz 3,15 może mieć znaczenie mariologiczne, wyprowadzone z chrystologicznego. Przypomnijmy sobie drugą część wyroku Bożego wydanego na węża: ,Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono ugodzi cię w głowę, a ty ugodzisz je w piętę': Niewiastą na pewno jest Ewa, gdyż o niej jest mowa w kontekście. A więc potomek jej zwycięży także szatana. Niemniej jednak żaden z bezpośrednich czy dalszych potomków Ewy nie zwyciężył szatana. A więc tekst mówi wprawdzie o ludzkim potomku, ale przyszłym. Czyli mamy do czynienia z proroctwem. Z objawienia wiemy, że ostatecznym zwycięzcą szatana, grzechu i śmierci jest Jezus Chrystus, Syn Boży, narodzony z ziemskiej matki, z Maryi. Z mesjańskiego proroctwa, więc i jego realizacji historio-zbawczej możemy także tekstowi Rdz 3,15 nadać znaczenie mariologiczne, skoro Jezus Chrystus jest bezpośrednim potomkiem niewiasty - Maryi. Trudno nam jednak stwierdzić, czy Jezus sam pragnął nawiązać do Rdz 3,15. Może wyraz „niewiasta" pobudził autora J 2,4 i 19,26 do refleksji i mógł on podobnie jak my dzisiaj kojarzyć te teksty z Rdz 3,15. Jednakże do Janowych tekstów Rdz 3,15 nie wnosi jakiejś nowej szczególnej idei. Bez niego wynika, że Maryja jest matką Zbawiciela, który umarł za nas na krzyżu. W Kanie brak ponadto motywu walki z szatanem, który cechuje Rdz 3,15 oraz Ap 12,1-6, gdzie jest również mowa o „Niewieście". Można jednak stwierdzić, że Jezus przez cud w Kanie rozpoczął swoją działalność zbawczą, czyli także walkę ze złem, grzechem i szatanem. Już na początku tej walki Maryja jako Matka Zbawiciela jest przy Nim. W każdym razie Kana i krzyż według Ewangelisty mają ścisły związek. W wyjaśnianiu, dlaczego Jezus odzywa się do Matki w sposób nadzwyczajny pomagają nam jeszcze inne teksty, gdzie spotykamy się z tym samym zjawiskiem. Otóż również Synoptycy potwierdzają, że Jezus posługuje się językiem dziwnym, nieobiegowym, wręcz podpadającym, gdy występuje jako Mesjasz, potwierdzając swoją naukę zbawczymi czy-nami. Do córki Jaira, którą wskrzesza, mówi Talitha - dziewczynko (Mk 5,41); do młodzieńca z Nain: „młodzieńcze" (Łk 7,14). Zwyczajnie do młodej dziewczyny czy do chłopca mówiło się córko moja, synu mój. Nawet obcy posługiwał się właśnie takim zwrotem. Zresztą Jezus także do Boga mówił zupełnie inaczej niż ówcześni: Abba - „tatusiu". A więc zwrot „niewiasto" na pewno posiada nadzwyczajne mesjańskie znaczenie. Mary-ja znów nie wyczytała z odpowiedzi Jezusa odmowy. Daje bowiem sługom polecenie zawierające wiarę w pomoc Syna. Zresztą słowa Jezusa można zrozumieć jako pytanie: „Czyż nie nadeszła moja godzina?". Faktem jest, że w Kanie Jezus czyni swój pierwszy znak, a więc rozpoczyna, w relacji Janowej Ewangelii, swoją zbawczą działalność. Maryja ma w tym znaku swój udział, jako ta „niewiasta", która pośredniczy u swojego Syna. W Ka-nie rozpoczęła się „godzina" Jezusa. Na krzyżu Jezus wieńczy swoją działalność zbawczą. Krzyż jest punktem kulminacyjnym. Tu dopełnia się „godzina". Właśnie wtedy Jezus znów zwraca się do Matki w identyczny sposób jak w Kanie. Z testamentu Jezusa wynika, że ta, która była Jego Matką, a więc Matką Zbawiciela, ma się pod krzyżem stać Matką ucznia Jezusa, Matką tych, którzy tak jak „uczeń umiłowany" poszli za Jezusem aż pod krzyż i którzy w Kanie Galilejskiej „uwierzyli w Niego". W ten sposób Maryja nie przestaje być Matką Zbawiciela, lecz macierzyństwo Jej przez Jezusa umierającego zostało rozszerzone na wszystkich uczniów Jezusa, na wierzących, na Kościół. Jezus teraz dopiero na krzyżu, kiedy dokonuje swojego zbawczego dzieła, może macierzyństwo Maryi rozszerzyć na wszystkich wierzących. W Kanie zasygnalizował, że nie nadeszła jeszcze Jego ostateczna godzina. Sygnałem nadejścia tej godziny był pierwszy „znak", w Kanie. Na podstawie tego znaku utworzyła się więź pomiędzy uczniami i Jezusem: „a uczniowie Jego uwierzyli w Niego". W Kanie udział Maryi w cudzie był nikły, ale skuteczny. Zwraca Jezusowi tylko uwagę, że zabrakło wina. To zwrócenie się Matki do Jezusa wywołuje jednak zbawczy efekt: znak i wiarę uczniów. Z krzyża znów Jezus zwraca się do Matki. Poleca jej w osobie ucznia wszystkich tych, którzy weń uwierzyli już w Kanie, realizując w ten sposób zasygnalizowaną godzinę zbawienia. 6-10 {Mk 7,3n}. Aż pięć wersetów służy ku temu, by podkreślić wielkość pierwszego znaku. Wprawdzie liczba sześć w Biblii nie jest liczbą wskazującą na doskonałość, czy pełnię. Uwaga, że stągwie były z kamienia jest zbyteczna, gdyż tylko takie były stabilne, a nadto były zgodne z przepisami rytualnymi. Zawierał), naturalną wodę służącą do obmycia rąk przed i po jedzeniu (por. Mk 7,4; Mt 15,2). Mogły być puste, gdy do stołu weselnego zasiadła większa ilość gości. Stąd też Jezus kazał napełnić je świeżą wodą. Zajmowało to chwilę czasu, zważywszy, że stągwie, w formie naszych beczek, obejmowały więcej niż 100 litrów wody (zazwyczaj od 90 do 120). Bez wypowiadania jakichkolwiek słów odnoszących się bezpośrednio do wody w stągwiach Jezus każe sługom w mniejszych naczyniach czerpać wodę i zanieść ją staroście weselnemu. Przy innym cudzie natury, np. przy uciszeniu burzy, Jezus uciszył ją słowami. Słudzy, którzy napełnili stągwie wodą i gdy później przelewali ją do mniejszych naczyń wiedzieli o pochodzeniu wina. Skąd jednak taki dar i skąd ofiarodawca było dla nich zakryte (por. J 4,11; 19,9). Starosta nie pyta się skąd to wino, lecz jakby z ironią kwituje to, co się wydarzyło, zawstydzając pana młodego. 11 {Iz 8,23; J 1,14; 11,40}. Nie mamy tu opisu cudu, tylko jego stwierdzenie. Ewangelie opisują cuda uzdrowień z chorób i z opętania przez demona. Cud-prezent wymyka się z empirii a wymaga wiary. Chwałę jaka się objawiła poprzez cud ogląda się wyłącznie oczyma wiary. Owszem w ST także prorocy czynili znaki mające charakter zapowiadający. Znaki, które czynił Jezus, mają charakter wskazujący na konkretną obecność Boga w Jezusie, Jego Synu. A stągwie pełne wody, która zamieniła się w wino wskazują na nowość w ekonomii zbawienia, nie tylko przerastającą „stary porządek", lecz na istotną zmianę. Na taką zresztą wskazał sam Jezus w obrazie łatania starej szaty czy nalewania młodego wina do starych bukłaków (Mk 2,18-22 i par.). 12 {Mt 4,13; J 3,22}. Dopiero teraz dowiadujemy się, że z Maryją przyszli także krewni Jezusa - bracia. Jezus zaś przyszedł ze swoimi uczniami. O ich po-wołaniu, co najmniej niektórych, dowiedzieliśmy się wcześniej. Teraz wszyscy udają się do Kafarnaum, do głównego miejsca działalności Jezusa (por. Mt 9,1). Mimo zetknięcia się z Jezusem mieszkańcy nie uwierzyli w jego Boskie posłannictwo i zaciągnęli na siebie przekleństwo (Mt 11,23n). Ale i „bracia Jego nie uwierzyli weń (J 7,3-5). Kim są owi braci? Kto uważa, że Jezus miał rodzonych braci jest sprzeczny z wypowiedziami NT w tym względzie. Najpierw hebrajskie aw - brat oznacza także dalszych krewnych. Po drugie, pierworodnym nazywano pierwsze dziecko płci męskiej, ale także dary przyrody. Był to termin techniczny, który nie sugerował, że po nim były inne dzieci. Po trzecie, to gdyby Jezus miał młodsze rodzeństwo, Maryja by nie mogła się udać ze św. Józefem na kilka dobrych dni na święto Paschy zabierając jedynie dwunastoletniego Jezusa, a młodsze dzieci zostawiając na pastwę losu. W ówczesnych warunkach było to nie do pomyślenia. Po czwarte, gdyby Jezus miał młodsze rodzeństwo, nie Jan „uczeń umiłowany" stałby pod krzyżem, ale któryś z „braci" (por. J 19,25-27). Na te i dalsze jeszcze niedorzeczności wskazał już J. Blinzler (Die Brüder und Schwestern Jesu). Ogólnikowa notatka o Kafarnaum („kilka dni") była Janowi widocznie potrzebna, by stworzyć pomost do narracji o drugim znaku Jezusa (2,13-22).
Tekst: wiara.pl.; medytacja: Wons. Modlitwa Ewangelią; komentarze: S. Fausti, Wspólnota czyta Ewangelię według św. Jana, s. 50-56; Komentarz teologiczno-pastoralny, s. 300-304
2. Niedziela zwykła, rok C, 2025.01.19
Niedziela Chrztu Pańskiego, rok C, 2025.01.12
PIERWSZE CZYTANIE
Iz 40, 1-5. 9-11 Chwała Pana się objawi i zobaczy ją wszelkie ciało
Czytanie z Księgi proroka Izajasza
«Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud!» – mówi wasz Bóg. «Przemawiajcie do serca Jeruzalem i wołajcie do niego, że czas jego służby się skończył, że nieprawość jego odpokutowana, bo odebrało z ręki Pana karę w dwójnasób za wszystkie grzechy».
Głos się rozlega: «Drogę Panu przygotujcie na pustyni, wyrównajcie na pustkowiu gościniec dla naszego Boga! Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i pagórki obniżą; równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza niziną. Wtedy się chwała Pańska objawi, razem ją każdy człowiek zobaczy, bo usta Pańskie to powiedziały».
Wstąp na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny na Syjonie! Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny w Jeruzalem! Podnieś głos, nie bój się! Powiedz miastom judzkim: «Oto wasz Bóg! oto Pan Bóg przychodzi z mocą i ramię Jego dzierży władzę. Oto Jego nagroda z Nim idzie i przed Nim Jego zapłata. Podobnie jak pasterz pasie On swą trzodę, gromadzi ją swoim ramieniem, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie».
Oto słowo Boże.
PSALM RESPONSORYJNY
Ps 104 (103), 1-2a. 3b-4. 24-25. 27-28. 29b-30 (R.: por. 1a)
Refren: Chwal i błogosław, duszo moja, Pana.
Błogosław, duszo moja, Pana, *
Boże mój, Panie, Ty jesteś bardzo wielki!
odziany w majestat i piękno, *
światłem okryty jak płaszczem. Refren.
Chmury są Twoim rydwanem, *
przechadzasz się na skrzydłach wiatru.
Wichry używasz za swych posłów, *
sługami Twoimi ogień i płomienie. Refren.
Jak liczne są dzieła Twoje, Panie! †
Ty wszystko mądrze uczyniłeś, *
ziemia jest pełna Twoich stworzeń.
Oto jest morze, ogromne i szerokie, †
a w nim żyjątek bez liku, *
zwierząt wielkich i małych. Refren.
Wszystko to czeka na Ciebie, *
byś dał im pokarm we właściwym czasie.
Gdy im dajesz, zbierają, *
gdy otwierasz swą rękę, sycą się Twym dobrem. Refren.
Kiedy odbierasz im oddech, marnieją *
i w proch się obracają.
Stwarzasz je, napełniając swym duchem, *
i odnawiasz oblicze ziemi. Refren.
DRUGIE CZYTANIE
Tt 2, 11-14; 3, 4-7 Chrystus zbawił nas przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym
Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Tytusa
Ukazała się łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom i poucza nas, abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa, który wydał samego siebie za nas, aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości i oczyścić lud wybrany sobie na własność, gorliwy w spełnianiu dobrych uczynków.
Gdy ukazała się dobroć i miłość zbawiciela naszego, Boga, do ludzi, nie ze względu na sprawiedliwe uczynki, jakie spełniliśmy, lecz z miłosierdzia swego zbawił nas przez obmycie odradzające i odnawiające w duchu Świętym, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, zbawiciela naszego, abyśmy usprawiedliwieni Jego łaską, stali się w nadziei dziedzicami życia wiecznego.
Oto słowo Boże.
ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ
Por. Łk 3, 16
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Jan powiedział: «Idzie mocniejszy ode mnie;
On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem».
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
EWANGELIA
Łk 3, 15-16. 21-22 Chrzest Jezusa
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
15Gdy lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w swych sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, 16on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem».
21Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. a gdy się modlił, otworzyło się niebo 22i Duch Święty zstąpił nad Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: «Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie».
Oto słowo Pańskie.
MEDYTACJA POGŁĘBIĆ CHRZCIELNĄ WIĘŹ Z BOGIEM
O co proszę? O głębokie pragnienie więzi z Bogiem i umocnienie w wierze. Stanę pośród tłumu nad Jordanem i będę obserwował napięcie ludu oczekującego na spotkanie z Mesjaszem. W ich sercach snują się różne myśli (w. 15).
Jaki jest mój obraz Boga? Spróbuję w swojej wyobraźni namalować portret Boga. Jaki jest: bliski, obcy, ciepły, surowy? Czy jest to twarz dobrego Ojca, czy raczej groźnego Sędziego?
Będę kontemplował Jezusa, który nierozpoznany i skromny stoi pośród tłumu słuchającego Jana. Czeka w kolejce na chrzest z wody i modli się (w. 21).
W chrzcie świętym Jezus stał się moim Bratem. Bóg Ojciec przez Ducha Świętego zjednoczył mnie z Nim i całym Jego życiem? Co mogę powiedzieć o mojej osobistej więzi z Jezusem? Jaki tytuł Jezusa jest najbliższy mojemu sercu: Brat? Przyjaciel? Pan?
„Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie" (w. 22). Te słowa Ojciec kieruje do Jezusa, mojego Brata i do mnie.
Co czuję, gdy Ojciec zwraca się do mnie w ten sposób? Czy rzeczywiście czuję się umiłowanym dzieckiem Ojca? Co blokuje lub osłabia we mnie to poczucie? Spróbuję porozmawiać serdecznie z moim Ojcem. Zbliżę się do Jezusa z uczuciem głębokiej wdzięczności. Uwielbię Go za dar chrztu świętego, a także za moich rodziców i chrzestnych. Poproszę Go o głębokie przekonanie i radość, że jestem Jego umiłowanym, w którym ma upodobanie. W klimacie rozważania wyznam „Credo". Zatrzymam się przez chwilę nad prawdą wiary, która najbardziej mnie porusza.
KOMENTARZ
1. Przesłanie w swoim kontekście
Jan jest pierwowzorem człowieka, którego Bóg przygotował sobie, aby mógł on stać przed Jego obliczem, którym jest Jezus, oraz aby otworzyć innym drogę dostępu do Niego. Jan uosabia całą historię Izraela, której fundamentalnym rysem było oczekiwanie. Jako osoba gotowa na przyjęcie Pana, który nadchodzi, Jan jest żyjącą syntezą całego Starego Testamentu. Oczekiwanie Jana jest owocem absolutnej wiary w obietnicę, a zarazem jest ono niezbędnym warunkiem jej wypełnienia. Bóg bardzo zwlekał ze spełnieniem obietnicy, ponieważ czekał, aż będzie „oczekiwany" przez kogoś. Jeśli nikt na Niego nie czeka, wtedy nie może przyjść, a nawet jeśli przychodzi, świat pozostaje takim, jakby Go nie było. Kto czeka, ten „tęskni" za tym, co ma nadejść. Jan pogrążony jest cały w wyczekiwaniu na przyszłość Boga i wzywa ludzi do zrywania ze swoimi przyzwyczajeniami i do zwrócenia się w kierunku tej przyszłości. Jego centrum znajduje się poza nim samym. Jego serce leży w obietnicy Boga. To naruszenie równo-wagi stanowi podstawową cechę człowieka, który będąc stworzony na obraz i podobieństwo Boże, poszukuje swego utraconego oblicza. Zgodnie ze słowami Pascala homme dépasse l'homme (`człowiek przerasta człowieka') jest zbyt wielki, aby wystarczył samemu sobie, ale także zbyt mały, aby zaspokoić swoje potrzeby. Z tej przyczyny jedynie w Bogu może odnaleźć samego siebie i być zbawiony. Pierwsze słowa Jana są przesłaniem o powszechnym zbawieniu (ww. 1-6). Właśnie ze względu na to zbawienie człowiek jest wezwany do nawrócenia (ww. 7-14). W przeciwnym razie może się zatracić, ponieważ nadchodzi już decydująca chwila. Dzień Pański, czyli przybycie Chrystusa, wprowadza całą historię w jej ostateczny sens (ww. 15-17). Przepowiadanie Jana Chrzciciela nazywane jest „pocieszeniem" i „dobrą nowiną" (w. 18), a jego los będzie taki sam, jak tego, którego on poprzedza (ww. 19-20). Centrum jego głoszenia są słowa Iz 40, będące pocieszeniem narodu, który stoi już na progu wyzwolenia z niewoli i jest wzywany do przygotowania drogi powrotu z wygnania do wolnej ojczyzny. Głoszenie Jezusa natomiast oparte będzie o Iz 61 (zob. Łk 4, 18n), gdzie mówi się o nadejściu dziś, kiedy właśnie następuje ów powrót. Jan i Jezus są dla siebie niczym Stary i Nowy Testament - obietnica i jej wypełnienie, prawo (zob. Łk 3, 3-17) i łaska (zob. Łk 4, 22). Przez osobę Jana Chrzciciela Łukasz pragnie przygotować chrześcijanina na przyjęcie Pana, który właśnie nadchodzi. Można też powiedzieć, że w osobie Jana Chrzciciela nakreślony jest zarys „chrześcijańskiej antropologii", gdyż Jan opisuje, jak należy rozumieć człowieka w jego relacji do Chrystusa, który przychodzi, aby dać mu jego prawdziwą tożsamość dziecka Bożego.
Centrum rozdziału 3. są wersety 21-22. Jezus miesza się z tłumem, staje razem z tymi, którzy uznają swoją przemijalność i grzeszność oraz akceptu-ją swoje ograniczenie i fakt śmierci. Zanurzenie w wodzie jest powrotem do otchłani, która czeka na każdego człowieka. Jest to też zapowiedź zanurzenia w śmierci, które będzie kresem całej ziemskiej wędrówki Boga w poszukiwaniu zagubionego człowieka. Chrzest Jezusa to gest miłości Tego, który nie znając rzeczywistości grzechu, sam stał się dla nas przekleństwem i grzechem (2 Kor 5, 21). Adam zanurzył się w śmierci, ponieważ wyniósł się w swoim nieposłuszeństwie; Jezus natomiast zanurza się w posłuszeństwie Ojcu, który Go wysłał, aby szukał tego, co zginęło (Łk 19, 10). Z tego powodu staje się solidarny z człowiekiem chorym na śmierć, uniża się i znajduje Adama w miejscu, w którym on się ukrył. „Chrzest mam przyjąć i jakże jestem udręczony, aż się to wypełni!" (Łk 12, 50). Jezus, zanurzając się w otchłani, wchodzi tam, niosąc ciężar wszystkich pokoleń, które były przed Nim i które umarły z powodu oddalenia się od Ojca. Wszystkich razem było 76, a wraz z Nim 77 pokoleń! On jest ostatnim ogniwem tego łańcucha i dzięki Niemu one wszystkie zostały doprowadzone do nieba. Dzięki Jego posłuszeństwu nieposłuszny Adam staje się ponownie wraz ze wszystkimi swoimi dziećmi człowiekiem Bożym (ww. 23-38). Jezus jest nowym Adamem — sprawiedliwym, który był posłuszny. On jest nowym stworzeniem, które Bóg stworzył już od początku. W odróżnieniu do pozostałych synoptyków w Ewangelii według św. Łukasza chrzest opisany jest jako wydarzenie, które już się dokonało. Łukasz zwraca się do osób wierzących, które zostały już ochrzczone w Chrystusie. Przypomina wybór, którego dokonali przy chrzcie, aby nigdy o nim nie zapominali i nie utracili jego owoców. Chrzest Jezusa ukazuje, że podstawowym wyborem Syna, który zna Ojca, jest solidarność ze wszystkimi braćmi i siostrami, którzy się zagubili. Jezus podejmuje ten wybór ożywiony najdoskonalszą miłością, która poprowadzi Go aż na krzyż. We chrzcie Jezusa otwiera się niebo i długi rząd dzieci węża (w. 7) przywrócony jest do ich właściwego stanu dzieci Bożych (w. 38), ponieważ Ten, który zanurzył się w otchłani, a potem ją opuścił, jest Synem pełnym Ducha Świętego.
2. Interpretacja tekstu
w. 15: «Ponieważ lud trwał w oczekiwaniu...». Po wysłuchaniu nauki Jana, mówi się o oczekującym ludzie. Po pokonaniu wszelkich depresji, ustaniu zachwytów, wyeliminowaniu rezygnacji i roszczeń, wszelkiej niesprawiedliwości i przemocy, naród zaczyna wierzyć i mieć nadzieję na zbawienie. Temu, kto nie wierzy i nie ma nadziei, Bóg nie może darować tego, co obiecał. w. 16: «On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem». Boża obietnica nie zostaje pomniejszona. Ona przewyższa wszelkie ludzkie oczekiwania. Muszą one stawać się coraz większe, aby stać się w końcu „Bożym" oczekiwaniem. Rola Chrzciciela polega na tym, aby utrzymywać ją w otwartości i aby nie umniejszać daru i chwały Bożej do poziomu zwyczajnej ludzkiej nadziei czy nawet solidarności i sprawiedliwości. Ileż było fałszywych poglądów mesjańskich we wszystkich wiekach! Jak trudna jest wiara, która czyni człowieka dyspozycyjnym do przyjęcia wszelkich niespodzianek Boga będącego zawsze większym od naszych pragnień i wyobrażeń! Jan wyjaśnia, że to wcale nie on podnosi człowieka do Boga. On po prostu stara się zanurzyć go w Jego prawdzie, w wodzie jego ograniczenia i śmierci, w jego „stworzoności", oczekując na przyjście „potężniejszego od nie-go". Dopiero Ten, który nadejdzie po Janie, zanurzy człowieka w Duchu Świętym - w życiu samego Boga. Prawdziwym zbawieniem człowieka jest uczestnictwo w życiu Boga, a nie jakakolwiek inna rzeczywistość moralna, społeczna, polityczna czy ekonomiczna. „Nie jestem godny rozwiązać rzemyka u sandałów" - mówi nam Jan o Jezusie. Obaj nie znajdują się na tym samym poziomie. Jezus powie: „Mówię wam: Nie ma większego człowieka od Jana. A jednak najmniejszy w królestwie Bożym jest od niego większy" (Łk 7, 28). Podkreśla się różnicę pomiędzy Starym a Nowym Testamentem, która jest różnicą pomiędzy obietnicą i wypełnieniem.
w. 21: «Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. Gdy potem się modlił...». Łukasz mówi nam w tym miejscu o chrzcie, który już się dokonał. Nie koncentruje się na samym fakcie chrztu, ale na tym, co następuje po nim. Wspomina przede wszystkim, że Jezus modlił się. To temat, który Łukasz rozwijać będzie w całym swoim dziele. Oświecenie, które każdej osobie wierzącej jest dane podczas chrztu, rozpala się i podtrzymuje właśnie na modlitwie. Ona realizuje nową relację z Bogiem, z Synem i Ojcem (Łk 10, 21n; 11, 1n). Modlitwa jest miejscem doświadczenia działania Ducha Świętego, życia i miłości Boga (zob. Dz 1, 14; 2, 1; 4, 31), daru, który jest z nią złączony w sposób nieodłączny (Łk 11, 13). Modlić się to znaczy powracać do Boga. Adam, który zagubił się, ponieważ ukrył się przed tym, którego był obrazem, zostaje dzięki modlitwie zwrócony samemu sobie i odnajduje własne oblicze i swoje pochodzenie. Modlitwa jest oddechem życia Syna Bożego, w którym umieszcza nas chrzest. Bez modlitwy nasze dziecięctwo Boże zamiast wzrastać i rozwijać się, zanika i zapada się w sobie. «otworzyło się niebo». To rezultat modlitwy, na który natychmiast zostaje zwrócona uwaga Autora. Niebo zamknęło się nad ziemią z powodu nieposłuszeństwa Adama, który zamknął swoje serce na Boga. Podobnie jak jego serce otworzyło się na zło i na nie-przyjaźń, tak również niebo otworzyło się na wody potopu, aby pogrążyć w sobie zło i nieprzyjaźń (Rdz 7, 11). Wielkim pragnieniem proroka było to, aby Bóg rozdarł niebo, swój płaszcz i swój namiot (zob. Ps 104, 1n) i aby ukazał mu swoje łagodne oblicze: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił!" (Iz 63, 19). Teraz to pragnienie zostało wysłuchane i spełnione. Dzięki posłuszeństwu Jezusa, niebo otworzyło się nad ziemią. Życie ziemskie Jezusa, za-warte pomiędzy chrztem i Wniebowstąpieniem, jest oknem Boga na świat. Świadectwo uczniów służyć będzie temu, aby za przyczyną przepowiadania przyprowadzić wszystkich ludzi do tego Bożego światła.
w. 22: «Duch Święty zstąpił...». Z nieba spadła woda, która zatopiła świat (Rdz 7) oraz ogień, który strawił Sodomę i Gomorę (Rdz 19); ale przyszło również prawo, manna, przepiórki, Słowo i chleb życia. Teraz ten Bóg, dla którego rozkoszą jest przebywanie wśród ludzi (Prz 8, 31) - dla-tego zstępował, aby przechadzać się w ogrodzie w powiewie dnia (Rdz 3, 8) - zstępuje w sposób ostateczny pomiędzy nas w osobie Ducha Świętego. Duch oznacza 'życie"; święty znaczy 'należący do Boga'. Człowiekowi podarowane zostaje zatem samo życie Boga! Jest to podmuch zapowiedziany przez Ez 37, który ożywia i porusza zeschnięte kości, bogaty w mądrość i inteligencję, w radę i męstwo, w poznanie i w bojaźń Bożą (Iz 11, 2; zob. Mdr 7, 22n). Nie wiesz, skąd przybywa i dokąd zmierza (J 3, 8). Pozostaje niewidzialny, ale słyszeć można Jego głos, a efekt Jego działania poznać można po owocach. On zmienia radykalnie nasze niewolnicze i twarde życie pełne egoizmu, smutku, niecierpliwości, nieżyczliwości, zawiści, niewierności, i napełnia je miłością, radością, pokojem, cierpliwością, dobrocią, życzliwością, wiernością, łagodnością i wolnością (Ga 5, 22). «w postaci cielesnej». Ten Duch nie jest niedotykalny. Zstępuje na Jezusa w postaci cielesnej. „W Nim bowiem pełnia Bóstwa zamieszkuje na sposób cielesny" (Kol 2, 9). To wyrażenie odnieść można do chrztu każdej osoby wierzącej, bo przez chrzest staje się ona mieszkaniem Ducha Świętego, Jego świątynią i widzialnym obrazem chwały. Osoba ochrzczona jest rzeczywiście wcielona w Chrystusa (1 Kor 6, 15; 12, 12), staje się świątynią Boga i Ducha Świętego, Jego mieszkaniem (zob. 1 Kor 3, 16; 6, 19n; Ef 2, 21n; 1 P 2, 5). Ciało Chrystusa jest pełnym objawieniem Boga. Jezus mówi: „Ja i Ojciec jesteśmy jedno" (J 10, 30) i „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także Ojca" (J 14, 9). W Nim rzeczywiście życie Boga przyjęło formę cielesną i stało się widzialne. Dlatego Boga, którego nikt nigdy nie widział (J 1, 18), my możemy zobaczyć, dotknąć i kontemplować w Słowie życia (1 J 1, in). Każdy chrześcijanin we chrzcie staje się teoforyczny, to znaczy staje się „nosicielem" Boga w swoim ciele, na podobieństwo samego Chrystusa. Albowiem „my wszyscy nie marny zasłony i na naszej twarzy odbija się chwała Pana. Jesteśmy przemieniani na ten sam obraz do coraz większej chwały. Przyczyną tego jest Duch Pana" (2 Kor 3, 18). Godność ludzkiego ciała zależy od Ducha Świętego, który je zamieszkuje i ożywia. «jakby gołębica». Cielesna postać Ducha - albo jedynie Jego zstąpienia - podobna jest do gołębicy. To unoszenie się gołębicy nad ochrzczonym Jezusem przywołuje na pamięć unoszenie się Ducha nad wodami pierwotnego chaosu (Rdz 1, 2). To także aluzja do figury Noego, ojca uratowanych od wody, który z drżeniem oczekiwał na powrót gołębia, który miał przynieść wieść zakończeniu potopu (Rdz 8, 8-14). Jest to również nawiązanie, choć już w nieco mniejszym wymiarze, do wszechmocnego działania Boga, który w czasie wyjścia z Egiptu na skrzydłach orłów uniósł swój lud nad Morzem Czerwonym i przywiódł go do wolności (Wj 19, 4). Oprócz symboliki nowego stworzenia, powszechnego zbawienia i wyjścia z niewoli, z gołębiem wiąże się także symbolika Izraela jako Bożej oblubienicy. Gruchanie gołębia, który nieustannie o każdej porze roku wyraża w ten sposób swoją miłość, jest również obrazem wierności Boga, który od zawsze wyśpiewuje pieśń miłości wobec człowieka i oczekuje na jego odpowiedź. Teraz zstępuje na Izraela, swoją oblubienicę, a Izrael staje się dzięki temu gołębicą i pozwała usłyszeć swojemu Oblubieńcowi głos, którego On pragnie i oczekuje (zob. Pnp 2, 14). Wydaje się jednak, że głównym motywem jest nawiązanie do Noego, który został wybawiony z wód potopu i otrzymał od Boga obietnicę powszechnego zbawienia. Tej obietnicy poświęcona jest też cała Księga Jonasza, którego imię w języku hebrajskim oznacza właśnie „gołębia". «Z nieba rozległ się głos». Jest to ostateczny głos Boga, który dotychczas nie miał oblicza, gdyż nikt wcześniej nie słyszał Jego głosu. «Ty jesteś moim Synem umiłowanym...». Głos Boga wyraża Słowo, które jest Jego posłusznym Synem. Odwieczne Słowo Boga rozbrzmiewa w czasie i Ojciec rozpoznaje swojego Syna w Jezusie, na którego zstępuje Duch Święty. Jezus objawia się jako Syn i Mesjasz wchodzący na tron, o którym pisze Ps 2, 7. Jest „umiłowanym", jedynym synem Jego serca, niczym Izaak składany o ofierze posłuszeństwa, który z tej przyczyny stał się początkiem nowego ludu (zob. Rdz 22, 2). Jezus jest także sługą z Iz 42, 1n, którego Bóg sobie upodobał. Jest Chrystusem, czyli Mesjaszem zapowiadanym przez Dawida, który był Jego prawzorem i zapowiedzią: „Wyciągnął z wysoka swą rękę i pochwycił mnie, i wydostał z wodnej otchłani, wywiódł mnie na miejsce przestronne, ocalił mnie, gdyż mnie pokochał" (2 Sm 22, 17. 20). W tym głosie z wysoka rozbrzmiewają w podtekście wszystkie tytuły Jezusa, ponieważ On jako człowiek jest solidarny z innymi ludźmi i razem z nimi przez chrzest nawrócenia zanurza się w otchłani, ale jako Syn Boży jest napełniony Duchem Świętym, który nadaje ciało Słowu Ojcu. Jezus, umiłowany Syn, jest Synem jednorodzonym, Chrystusem Zbawicielem, posłusznym Sługą, który przez swoją ofiarę stanie się początkiem nowego ludu.
Tekst: wiara.pl.; medytacja: Wons. Modlitwa Ewangelią; komentarze: S. Fausti, Wspólnota czyta Ewangelię według św. Łukasza, s. 90. 96. 99-102;
Niedziela Chrztu Pańskiego, rok C, 2025.01.12
ul. Sulęcińska 2
66-235 Torzym
+48 68 341 30 27
Copyright © WebWave